BMW R1200GS moja prywatna opinia

Chciałem napisać jakąś opinie na temat mojego nowego zakupu z równym przebiegiem jakiegoś 1 tysiąca km ale kilometry tak szybko biegną, że mam już ich ponad 1500 🙂 .

Co o nim sądzę ? Nie da się tego napisać w jednym słowie, więc opiszę trochę moje przemyślenia i odczucia. Są one zupełnie subiektywne i każdy może mieć inne ale ja mam takie.

Sercem tego dużego grzmota jest dwucylindorwy bokser o pojemności 1170cm3 oficjalnie nazywany 1200cm3. Ma 98 koni i 115 momentu obrotowego. Jak na ten typ motocykla mocy wystarcza. Trzęsie na niskich obrotach. Poniżej 2000 obrotów zbiera się choć telepie w każdą stronę. Jego największym plusem jest spalanie. Jest oszczędny ( póki co spalanie minimalne miałem 4.9l/100km do 5.6l/100km ).

Zawieszenie to chyba największy plus tego moto. Prowadzi się bajecznie, zakręca bardzo łatwo. Zawias ma regulację tylnego amora za pomocą pokrętła i z przodu na klucz który jest w zestawie. W terenie płynie wybierając nierówności tak, że czasami czekam na spore tąpnięcie, a okazuje się, że wszystko pochłonęło zawieszenie. Jest ekstra.

Hamulce… są różne opinie. Mój GS ma ABS pierwszej generacji. Podobno bywają awaryjne. U mnie działa dobrze. Pompa ABS działa bardzo agresywnie. Lekkie naciśnięcie klamki hamulca powoduje ostrą reakcję. Trzeba się tego nauczyć ale…. w Hani zawsze miałem wrażenie, że mam słabe hamulce ( nawet mimo stalowego oplotu przewodów ) za to w bmw agresywność hamulców mi się podoba. Nawet w 2 osoby działa łatwo i dalej wystarczy hamowanie jednym palcem.

BMW ma wygodną pozycję. Siedzenie ma regulacje wysokości ( 2 poziomy ) . Siedzenia są obite grubą gąbką przez co nawet jak zawieszenie nie da rady pochłonąć całego uderzenia to robi to siedzenie. Grzane manetki ( też 2 poziomy grzania ) chociaż dla mnie to za mała regulacja. Na 2 stopniu przy temperaturze ok. 5 stopni ręce mimo handbarów lekko marzną . Na 2 poziomie nie da się jechać tak mocno grzeje. Więc tu lekki minus. Światła są wystarczające , chociaż bez rewelacji .

Minusy – Skrzynia biegów wraz ze sprzęgłem. Skrzynia pracuje specyficznie . Trzeba się do niej przyzwyczaić jak i do sprzęgła. Pierwsze kilometry były takie, że obracałem się czy czasami coś nie wypadło z niego po zmianie biegów 😂🤣😂🤣 . Czytam jednak i się konsultuję z innymi użytkownikami którzy mówią, że tak jest . ” Ten typ tak ma ” to najczęstsza odpowiedź . Na minus są też lusterka z bardzo małą widocznością. W mieście nie dają poczucia spokoju i komfortowej zmiany pasa. Kolejnym minusem jest owiewka. Zdecydowanie inna niż w nowym GS . Jest niska i powoduje że jakby nie ustawić jej to powietrze uderza albo w sam kask lub rozbija się jakoś w taki sposób, że powoduje jakby „turbulencje” . Zdecydowanie będzie to pierwsza rzecz, którą zmienię w swoim BMW.

Wrażenia z jady ? Jak go nienawidzę tak go kocham 🙂 . Moto specyficzne przez silnik i skrzynię biegów. Trzęsie , strzela i hałasuje, ale idzie jak dzik i mało co go zatrzyma. Na asfalcie nie ma się ochoty szybko pędzić. Prędkość z jaką mi się najlepiej jeździ ok. 100km/h czasami nawet wolniej w zależności od wiatru. Za to w terenie idzie jak marzenie. Nie jest też tak, że to moto crossowe. Ma również swoje ograniczenia głównie przez sporą wagę ok.200kg na sucho, ale przy odrobinie wprawy i odpowiednich oponach można przejechać prawie wszędzie. Kocham nim jeździć w szutrach i lekkim terenie. Nawet ciężkim, ale jak jest sucho. Póki co to pierwsze moto i uczę się nowego stylu jazdy więc płacę za to sporą ilością gleb.

Jazda miejska o dziwo nie powoduje obrzydzenia . Moto duże i ciężkie ale miedzy autami w czasie korków dzięki swojej niesamowitej manewrowości płynie łatwo i przyjemnie. Lusterka i kierownica wysoko przez co lusterka aut osobowych są niżej i tylko na busy i SUVy trzeba uważać.

Co jeszcze? Miałem z 20 upadków w terenie i póki co nie poniosłem żadnych kosztów. Nic nie pękło, nic się nie złamało. Raz tylko wyskoczył mi kierunkowskaz tylni, ale okazało się, że wystarczyło go włożyć i działa jak należy.

Tyle mi się przypomniało na ten moment. Pewnie jeszcze nie raz będę opisywał wrażenia i subiektywne odczucia z jazdy. Pozdrawiam T. R.

Taki brzydki , że aż ładny 😜

Całe wcześniejsze doświadczenie z jazdy na motocyklu zbierałem na typowych „plastikach” lub ostatnio sport-turystyk jak było w przypadku Hani. Dlaczego teraz duże Enduro ?

No więc, cała moja miłość do GSa zaczęła się po jeździe testowej w BMW chyba Smorawiństki. Z tego co widzę w tym roku ma być kolejna edycja eventu. Zasady były tam proste. Bierzesz wybrane BMW i masz 2h na jazdy. Cały koszt to zatankowanie go na końcu do pełna. Świetna opcja z kilku względów.

Po pierwsze można prawie za darmo przejechać się całą gamą motocykli ( powyżej dostępne akurat w tym czasie co jeździłem ) , a jak się czasami okazuje coś na pozór nie w naszym guście, może wpadnie nam w oko. Tak było z GSem. Poszedłem tam przejechać się trzema zupełnie innymi motocyklami. Podczas podpisania umowy dostałem propozycje jazdy GSem. Po namyśle się zgodziłem, przecież nic mnie to nie kosztowało. Co się później okazało nawet nie pojeździłem wszystkimi, bo przy GSie reszta to jak WSKi . I tu wchodzi on cały na biało 😍( malowanie HP jest moim zdaniem najpiękniejsze dla GSa )

Faktycznie podszedłem do jazdy nim bardzo scepytcznie, żeby nie powiedzieć negatywnie. Pierwsze kilometry były takie sobie. Wymagało trochę czasu przywyknięcie do nowego stylu ( enduro ) ale z każdym kilometrem było tylko lepiej. Po wjechaniu na szutry od razu serce zabiło szybciej. To jest to 😍🤩 . Pozytywnie zaskoczył mnie od asfaltu, aż po szutry i nawet bezdroża . Silnik mi nie przeszkadzał, prowadzenie i zawieszenie wraz z ESĄ i bajeczne, hamulce tak samo. Po prostu prawie ideał . Dlaczego prawie ? Skrzynia biegów w porównaniu z japońskimi motocyklami taka jakaś … mmm trudno określić ale przypadła mi najmniej do gustu.

Zostawiłem swoje marzenie w stajni BMW i zapisałem w planach z oznaczeniem ” do realizacji ” .

Kiedy sprzedałem Hanię pojawiła się myśl … Co teraz 🤔 ? Właściwie dlaczego nie teraz skoro starszy model jest w zasięgu ? Tylko czy ona tak samo jeździ jak młodszy ? Pojawiło się kilka pytań. Postanowiłem się wybrać na jazdę testową najbliższym BMW 1200 który był w zasięgu. Dopadłem czerwonego brzydala choć po za zasięgiem finansowym dał mi to samo co nowszy GS .

Okazało się, że jeżdżą podobnie. Jest decyzja – KUPUJĘ GSa . Szukanie jak to zwykle bywa nie było łatwe. Okazy ” w 100 procentach bezwypadkowe ” okazały się szrotami nie wartymi złotówki, ale w końcu znalazł się rodzynek. Nie jest idealny, też miał jakąś przeszłość ponieważ ma malowane plastiki ale rama prosta, technicznie jest OK. Wygląd też spoko. Prowadzi się łatwo więc zapadła decyzja i został kupiony. Już Wam jest znany ale zawsze jest miło pokazać swoje zrealizowane marzenie 😍

I tu miejsce na takie malutkie przesłanie… Nie chowaj marzeń do szuflady, daj im żyć na zewnątrz… Działaj i realizuj 😉

T.R.

Bo w każdym z nas jest trochę dziecka 😁

To był ekstra weekend. Dla dzieciaków i dla nas również.

Jak to dzieci wymyśliły… Hania urodziła dzieciątko 🤣😂🤣😂. Oto ono 🥰

Przypomniałem sobie swoje dzieciństwo, jak pierwszy raz zasiadałem za sterami maszyny z piekielną mocą nazywaną potocznie motorynką 😜🤣. Wtedy żeby wystartować musiałem postawić ją przy schodach, bo tylko w ten sposób byłem wstanie na nią usiąść. Miałem wtedy z… Hmm 6-7 lat? 🤔

Dzieciaki miały trochę inny debiut, a mianowicie możliwość po raz pierwszy zasiąść za sterami prawdziwej maszyny wyścigowej zwanej pocket bike lub mini ścigacz. Pojemność 50 cm, ale waga ok. 20 kg więc przyspieszenie całkiem przyzwoite przy mojej masie, a przy wadze dzieci- ogień 😈. Motorki mają na szczęście możliwość skręcenia obrotów, a za tym prędkości.

Dwie i pół godziny radości dla młodych, ale też starszy musiał zasiąść za sterami bo inaczej nie byłby sobą 😁

Jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się, że jak już się uda złożyć nogi w kokardkę i jakoś ruszyć składanie w zakręty i zejście na kolano wygląda podobnie jak na dużym moto. Oczywiście wszystko w innej skali, ale warunki jakie trzeba spełnić ( odpowiednia praca gazem, pozycja na moto, balans ciałem ) są takie same. Frajda wcale nie jest mniejsza mimo dużo mniejszych prędkości za to bezpieczeństwo dużo większe bo jest się blisko ziemi. Zobaczcie sami jak to idzie i jaką daje frajdę 🤩

Da się nim nawet zrobić palenie gumy 😝.

Jestem tego zdania, że dzieci powinny mieć możliwość poznania jak na większej liczby zainteresowań żeby mogły wybrać to co im najbardziej odpowiada. Bo czy nie lepiej żeby nasze dzieci wydawały swoje drobne na paliwo niż na słodycze? A w starszym wieku zamiast stać pod budką z piwem zbierać na nowy kombinezon na moto? Pasja i robienie tego co się kocha może zmienić nasze życie na lepsze 👍.

Dane techniczne pocket bike

  • Silnik: 50 CC 3KM, 1 CYLINDER, 2 SUWOWY, CHŁODZONY POWIETRZEM
  • Zapłon: SZARPAK
  • Skrzynia Biegow: AUTOMATYCZNA
  • Naped: ŁAŃCUCH
  • Hamulce przod: TARCZOWE
  • Hamulce tyl: TARCZOWE
  • Wymiary: 1000mm-dl. x 500mm-szer x 570mm-wys./450mm wys. do sziedziska
  • Koła: 6″
  • Max. prędkość: +/- 45KM/H
  • Waga pojazdu: 23kg

Dobry związek = rozmowa z partnerem

Świetny materiał, każdy powinien go obejrzeć aby zrozumieć co to jest dobry związek .

Jaki byłbym mądrzejszy jakbym go obejrzał z 10 lat temu i nie popełniłbym mnóstwa błędów. Dzisiaj wiem, że rozmowa o tym co czuję z partnerem/partnerką to jest 80% dobrego związku. Nie tylko że „kocham” ale też przede wszystkim o innych emocjach. Nie ma bez niej możliwości żyć dłużej razem bo prędzej czy później się skończy klapą.

Kolejnym stereotypem z jakim żyjemy jest że facet musi być macho. Musi być męski, silny, nie może okazywać emocji i broń Boże płakać, bo inaczej jest pi.dą. Kobiety lecą na takich i aż się ślinią. Być może dobrze jest jak facet potrafi w łóżku być ostry i twardy 😉 ale nie na łóżku świat się kończy. Nawet powiem inaczej, łóżko to jest tylko malutki procent życia. Później taki macho nawet nie potrafi powiedzieć „Kocham Cię” bo masz się tego domyśleć. A jak będzie jakiś problem w życiu to Ci o nim powie kiedy jest nauczony, że nie można okazywać uczuć ?

Kobiety też nie są święte. Potrafią z koleżankami rozmawiać godzinami ale kiedy z swoim facetem ma porozmawiać o uczuciach to zamiast tego woli walnąć focha. Po co ma mu powiedzieć ??? Przecież powinien się domyśleć jak mnie kocha!

Morał tego jest taki. Rozmawiajmy o tym co nam nie pasuje w naszym związku i jak można to zmienić. Jeśli nie powiesz gdzie jest problem to druga osoba może tego nie rozumieć. Takie to proste i takie trudne za razem.

Morsowanie

Od zeszłego sezonu szukając sobie zajęcia rekompensującego odstresowywanie Hanią zacząłem morsowwać. Bardzo mnie to wtedy wciągnęło. Na tyle, że kiedy skończył się sezon nie mogłem doczekać się kolejnego. Teraz trwa kolejna zima i znowu wchodzę do zimniej wody.

Jeszcze tydzień przed pierwszym wejściem do wody nigdy bym nie pomyślał, że jestem w stanie coś takiego robić. Teraz w czasie sezonu robię następne kroki do przodu. Od 5 morsowań wchodzę bez rękawiczek i czapki po to żeby zrobić pełne zanurzenie. Następny raz się przekonałem, że wszystko jest w naszej głowie. Zanurzenie jej było co najmniej takim samym wyzwaniem jak wcześniej wejście do wody. Przymierzałem się do tego od dłuższego czasu ale nie było łatwo. Nastąpił ten dzień. Córka była akurat świadkiem dzięki temu mam zdjęcie. Poszedł pierwszy nurek 🙂

Wyszło na to, że znowu strach ma wielkie oczy. Głowa wcale nie ma dużo receptorów dzięki czemu najgorsze co jest to się zanurzyć. Strach ogromny, a trudność żadna. Powiem nawet inaczej, po zanurzeniu głowy wewnętrzne ciepło jeszcze bardziej ogrzewa cały organizm i przez to przy wychodzeniu z wody jest przyjemniej. Każde ciało inaczej odbiera brak ciepła . Tak, brak ciepła, bo nie ma czegoś takiego jak zimno. Jest tylko brak ciepła. Jak się uzależnimy od ciepła nosząc grube kurtki albo nie wychodząc wcale na zewnątrz to jego brak ciepła powoduje w nas lęk. A lęki to zło więc trzeba z nimi walczyć 😉 .

Dzisiaj po wyjściu z wody postanowiłem spróbować czegoś nowego.

Potarzać się w śniegu. Głowa znowu mówi ” On jest zimny !!! ” . No i co z tego ? Sprawdzimy 😉 . Kolejne zaskoczenie ponieważ skóra już nie czuje zimna. Wyłączyła się i można leżeć i tarzać się w śniegu w najlepsze. Polecam . Ekstra zabawa 🙂

Przed nami blisko tygodniowa fala mrozów z temperaturą do nawet -16. Oczywiście nie będę tylko przyglądał się termometrowi zza okna. Nie przepuszczę takiej u nas ostatnio rzadkiej okazji wskoczenia pod grubaśny lód . To kto idzie ze mną ? 🙂

Mała galeria

Coś się kończy , coś zaczyna …

Jak to w życiu najczęściej bywa koniec jednego jest początkiem drugiego. Dziś wracając z pracy do domu zobaczyłem piękny widok. Hania od razu ustawiła się do zdjęcia 😉 więc …

Z jednej strony super jest coś takiego zobaczyć. Jest też druga strona medalu, bo zobaczyłem to w drodze powrotnej z pracy. Dni robią się coraz krótsze i pora pomyśleć nad podliczeniem sezonu. Koniec jest dla mnie złym określeniem, bo Hania raczej pod kołderkę nie idzie nigdy, u nas sezon trwa zawsze. Jednak czas na dłuższe wyjazdy i wycieczki dobiegł końca.

Sezon dziwny i specyficzny jak cały ten rok. Plany były duże, nawet zagraniczne ( Chorwacja ) , niestety nie wypaliły przez wiadome względy. Za to Polska zjeżdżona wzdłuż i w szerz. Nie tylko Hanią, bo znaczna część w puszkach, ale było miło zobaczyć nasz piękny kraj z każdej perspektywy czy motocyklowej czy też samochodowej, chociaż rower tez jest dobry ;). Zdecydowanie nie doceniamy tego co mamy. Wracając do sezonu na liczniku przybyło na ten moment blisko 11k km. Będzie nadal rosło 🙂 . Zaliczony tylko jeden zlot u Junaków z Międzychodu. Zlot również inny, oglądany jakby z innej strony niż do tej pory. Nawet Woodstock nie był tym samym Woodstockiem. Dopadła mnie choroba, trochę zmieniła wizję świata i ułożyła jeszcze raz wartości jakimi się kieruję. Dzięki temu może mi jest łatwiej w tych dziwnych czasach, bo patrzę na „swoje podwórko” ( co się u mnie zmieniło, a nie słucham głupot z TV ) . Chociaż jak każdy mam różne dni i czasami trzeba zwyczajnie odpuścić i walnąć drinka dla poczucia luzu 😉 .

Szukając plusów w nieubłaganym nadejściu zimy, przypomniałem sobie o moim kolejnym nałogu z zeszłego roku. Mowa o morsowaniu 🙂 . Wybrałem się dzisiaj nad Rusałkę z ekipą z PnB . W głowie myśli 1000 w drodze nad jezioro. Jednak dążąc cały czas do celu udało się przełamać kolejny raz lęk przed zimnem. Wydawało się, że będzie bardzo trudno. Jednak okazało się być przyjemnie i cieplutko ( jeśli można tak określić te warunki 😉 ) . Wśród wchodzącej ekipy była „debiutantka” dzięki czemu udało mi się odwrócić umysł od siebie . Pierwsze 10 minut w nowym sezonie zaliczone 🙂 . Kto ze mną idzie następny raz ? 🙂

1

Chodzić z podniesionym wzrokiem

Będąc dzisiaj na spacerze doświadczyłem czegoś, co mnie zaskoczyło. Dopadła mnie nagła zmiana nastroju. Wychodząc na spacer miałem pozytywne nastawienie i uśmiech na ustach. Postanowiłem się przejść właśnie dlatego, że miałem dobry humor.

Wyszedłem bez maski bo cały czas zdarza mi się o tym cholerstwie zapominać. Nie było jeszcze całkiem ciemno, więc w razie tylko przejeżdżającego patrolu policji byłbym już narażony na stratę czasu przez tłumaczenie czemu nie mam na ustach kagańca, więc założyłem kaptur na głowę. Jak to z nimi bywa, spadał mi na oczy co wymuszało zmianę postawy i sposobu chodu. Patrzyłem się tylko pod nogi i tak sobie szedłem. Po kilku minutach zauważyłem, że mój uśmiech znikł, a myśli zaczęły błądzić po szarych, a później im dalej tym ciemniejszych myślach.

Po kilku chwilach się otrząsnąłem. Coś jest nie tak . Coś się zmieniło ! Zdjąłem kaptur i wyprostowałem wzrok. Samo to spowodowało poprawę miny. Pojawił się lekki uśmiech. Po kolejnych kilku minutach spaceru znowu wróciłem do poprzedniego stanu. Dla kolejnego doświadczenia znowu tylko skierowałem wzrok pod nogi i nagle uśmiech jakby sam z siebie wygasał. Nie wierzycie ? Sprawdźcie na sobie 🙂 .Na samopoczucie mają pewnie jeszcze wpływ inne warunki ale samo wyprostowanie się i podniesienie wzroku z ziemi daje już dużo. Niestety ile widać dzieci i starszych osób z głową opuszczoną wpatrzoną w telefon ??? Nie jestem psychologiem ale pewno też to ma wpływ na samopoczucie.

Więc, oderwijmy się od telefonów . „Głowa do góry, cyc do przodu” jak mówi moja znajoma i ruszmy tyłek na spacer czy inną aktywność. Zaraz spojrzymy na świat z innej lepszej perspektywy 🙂 . Pozdrawiam T.

Jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz .

Tak wygląda wywrotka nr 4… 🤔… albo 5 ??? 🤣

Sporo się u mnie działo przez czas który nie pisałem. Przede wszystkim dobrych rzeczy ale też i gorszych. Dowiedziałem się między innymi, że jestem chory na boreliozę. Nie jest to choroba śmiertelna ale potrafi sporo uprzykrzyć życie. Jestem w trakcie terapii antybiotykowej i będzie wszystko dobrze ale uświadomiło mi to jeszcze bardziej, że nigdy nie wiadomo co będzie jutro. Dlatego trzeba żyć jak to mówiła moja córka ” sipcio i mocio ” 😁 .

Szukając alternatywy dla biegania, które pozwala mi się oderwać od codzienności ale przez ostatnie kłopoty ze zdrowiem nie mogę biegać tyle ile bym chciał postawiłem na rolki. W czasie jazdy rusza się całe ciało ale stawy relatywnie można powiedzieć odpoczywają ( oczywiście jak się nie skacze ) . Potrafię się utrzymać na łyżwach ale szału na lodowisku nigdy nie robiłem, myślałem, że na rolkach będzie łatwo.

Wczoraj założyłem je pierwszy raz na nogi. Udało mi się jechać do przodu i nie zaliczyć gleby ( teraz już wiem, że to był sukces 😄 ) . Dzisiaj założyłem je drugi raz. Umiem już jechać do przodu i się wywracać przy hamowaniu 😂🤣 . Już się dowiedziałem w którym miejscu dokładnie muszą być ochraniacze na łokcie żeby działały jak powinny. Wiem też, że jak się hamuje tyłkiem to jest bardzo niego ciepło 🤭 . Jest jedna zasadnicza różnica między rolkami, a łyżwami. Lodowisko jest zawsze poziome przez co bez hamowania da się jeździć ale na rolkach już tak łatwo nie jest 😉 . Co jeszcze wiem ??? A …. że nowa bluza mi jest potrzebna, bo stara jakoś szybko się przetarła. Jak to ktoś kiedyś powiedział ” Jak się nie przewrócisz …. ” więc mi nauka idzie bardzo szybko i już nie długo będę śmigał „sipcio i mocio ” 💪 .

T.R.

Pasja

Ostatnio nie miałem czasu tu pisać. Lato to czas gdzie dzień jest sporo dłuższy ale mimo wszystko tak szybko biegnie, że brakuje czasu nawet teraz kiedy świat zwolnił przez wirusa.

W ostatni weekend miałem okazję zabrać córkę na krótką przejażdżkę Hanią. Byliśmy niezłą sensacją na mieście. Jechałem spokojnie, oczywiście bez szaleństw i dużej prędkości. Córce się bardzo podobało.

Fajnie jest pokazać dziecku możliwości różnych zajęć i zobaczyć czy je podchwycą. Słyszałem kiedyś od znajomego, którego syn chciał żeby mu ojciec kupił mały motocykl do jazdy w terenie, że w żadnym wypadku mu nie kupi, bo się zabije. Zapytałem ” Wolisz żeby tracił całe kieszonkowe na paliwo czy na jedzenie w MC Donald’s? Albo w starszym wieku zbierał na nowszy motocykl czy stał pod budką z piwem i palił skręty?” .

„Przecież jest ryzyko, może się coś stać.” powiedział. „Stać się może również leżąc na kanapie. Nie raz słyszałem, że ktoś spadł z kanapy i złamał rękę.”

Nie sugeruję teraz tylko jazdy na motocyklu ale ogólnie pokazać świat z różnej perspektywy. Siedząc w domu i bojąc się cokolwiek zrobić może się przeżyje życie ale czy to życie? Nie robi błędów tylko ten co nie robi nic. Wolę zrobić gafę ale resztę czasu się dobrze bawić niż przez cały czas widzieć tylko marazm i nudę.

Żółtym szlakiem

Minął kolejny cudowny weekend. Jak to z nami bywa plany były inne, ale życie pokazało nam jeszcze inny scenariusz. Miało być morze i nocleg w namiocie , a były góry i nocleg w campingu. Miało być dobrze , a wyszło jeszcze lepiej 🙂 .

Myśląc o wypadzie nad morze pierwsza ważna rzecz- sprawdzenie pogody, niestety nie zachęcała, burze i silne wiatry. Z racji tego, że nocleg był planowany na plaży w namiocie to warunki powinny być co najmniej znośne. Ryzyko burz i wiatrów było duże więc wpadł do głowy pomysł ” Jeśli nie morze, to może góry? ” 🙂 . Pogoda sprawdzona – znacznie lepiej niż nad morzem, ale też burzowo. Booking i jest nocleg w 5 minut. Decyzja zapadła. Lecimy do Jeleniej Góry .

5.50 pobudka …… he he …. nie tak łatwo było wstać … wyjechaliśmy z małym poślizgiem ok. 7 . Droga minęła przyjemnie i bardzo szybko . Jeden przystanek na tankowanie i byliśmy w Jeleniej Górze na Auto Camping Park . Szybka rozmowa z recepcjonistką i okazało się , że nawet możemy zostawić rzeczy w przyczepie bo już jest wolna , tak też zrobiliśmy . Dalej w drogę bo pojawił się plan ataku na Śnieżkę .

Jeśli dobrze pamiętam ok. 11 byliśmy już gotowi na parkingu . Hania została sama, ale pod opieką panów z parkingu. Kaski zostały po ostatniej nauczce ustawione tak aby ewentualny deszcz nie zrobił z nich pojemnika na deszczówkę 😉

Z racji tego, że nie lubię chodzić tą samą drogą wybraliśmy wersję dłuższą niż ostatnio szedłem czyli start pod Świątynią Wang – żółty szlak, aż do Słonecznik – czerwonym szlakiem do samego szczytu Śnieżki . Trasa na szczyt liczyła troszkę ponad 10 km. Oto link do niej

https://mapa-turystyczna.pl/route/d3r

Bardzo fajny i malowniczy szlak, ale co ja właściwie mówię . Tam każdy taki jest 🙂 . Punkty po drodze:

1 . Pielgrzymy
1206 m n.p.m.*

2. Kocioł Wielkiego Stawu
1406 m n.p.m.*

3. Punkt widokowy na Kocioł Małego Stawu wraz z widokiem na Schronisko Samotnia i Strzecha Akademicka .

3. Schronisko Dom Śląski widok na …. ( Nie wiem 🙂 ale widok piękny )

Został tylko szczyt z bardzo rozpoznawalnymi „dyskami” . Trafiliśmy tam w idealnym czasie. Kiedy byliśmy wysoko nad Karpaczem chyba z godzinę szalała tam ulewa ale nam wszystko sprzyja więc i poprzedni grad przeczekaliśmy w schronieniu 🙂 .

Podczas zejścia deszcz również próbował nas dopaść. Częściowo mu się udało ale tylko troszkę bo zdążyliśmy dojść do Strzechy Akademickiej. Swoją drogą zastanawia mnie jak ludzie przetrwali tyle tysięcy lat. Chyba współczesny człowiek utracił znaczną część instynktów ( przynajmniej jakaś część osób ). Kiedy my uciekaliśmy przed burzą, do schroniska znaleźli się idący dopiero w górę jakby nigdy nic, bez dodatkowego ubioru z kilkuletnim dzieckiem, kiedy widać na niebie, że za kilka minut zacznie się mocna burza . Kompletny brak rozumu i rozwagi.

Droga powrotna była innym szlakiem . Po przeczekaniu burzy ruszyliśmy do Samotni . Kocham to miejsce i spokój który tam panuje.

Czy to nie jest prawdziwy raj ???

Dalsze zejście obyło się bez deszczu. Podróż w obie strony zajęła nam ok. 8 h i 21 km. Przejść można tym szlakiem znacznie szybciej ale nie zależało nam na tym .

Po powrocie do Hani wyszło że poprzednia nauczka nie poszła na marne. Kaski wprawdzie były mokre ale nie stała w nich woda. Zrobiliśmy jeszcze małą rundkę po Karpaczu zwiedzając w biegu kilka miejsc jak wodospad czy „Punkt G” jak to mówię 😜 .

Po powrocie na camping tylko szybkie zakupy, kąpiel i łóżko. Dzień był strasznie wyczerpujący, ale dał nam mega pozytywnego kopa 💪.

Kiedy ustawiałem Hanię na campingu Pani zwróciła mi uwagę , że motocykle powinny stać na parkingu. No jasne , zgodzę się z tym . Było tylko „ale” Motocykle może i stoją na parkingu ale to jest Hania . Członkowie rodziny nie będą stać na parkingu jak pada deszcz. No więc…… 😉

Hania dostała nawet kołderkę 🤪.

Poranek nie był łatwy . Okazało się, że poprzedni dzień dał się nam we znaki i zmęczenie zwyciężyło. W planie było wstać o 8 ale nam się to nie udało. Mało tego , ruchy mieliśmy dość ciężkie i zanim się wymeldowaliśmy to zrobiła się 11.30. Czasu nie zostało już zbyt dużo więc od razy ruszyliśmy w kierunku Szklarskiej Poręby. Mocy jednak nam brakowało, zrobiliśmy więc przystanek na tankowanie . Hania dostało swoje paliwo , a my swoje 🙂

Cele były dwa . Najpierw Ruiny Zamku Choinik następnie Wodospad Kamieńczyka . Po dotarciu do celu i ustaleniu jak wysoko trzeba wejść żeby dotrzeć do zamku ruszyliśmy dalej. Wodospad okazał się łatwiejszym celem :-). Zostawiając auto na parkingu do wodospadu mamy nie całe 1.5km.

Warto wiedzieć że wejście na wodospad jest płatne. Kosztuje z 6 czy 8 zł. Dokładnie nie pamiętam. Są zniżki dla emerytów, młodzieży i służb mundurowych. Dzieci w wieku do 7 lat wchodzą za darmo. Przez wirus wejście ograniczono do 15 osób w jednym momencie więc są tu czasami spore kolejki.

Po powrocie do Hani okazało się że zostało nam jeszcze troszkę czasu więc postanowiliśmy ruszyć w górę drogi pod zobaczyć jak wygląda zamknięta granica. Wygląda tak samo jak otwarta tylko że zamknięta 🤣😂🤣😂. A poważnie to jest zamknięta tylko dla ludzi mieszkających w województwie Śląskim. Reszta Polski przejeżdża bez problemów.

W drodze powrotnej spotkaliśmy kolegę z Moto Kadr i załapaliśmy się na focię. 😉

Droga powrotna minęła szybko. Mimo, że była to niedziela drogi były puste. Zrobiliśmy jeden przystanek na obiad w Lubinie. Jest tam pyszna Restauracja „Piekielna Kura” prowadzona przez uczestniczę programu ” Hell’s Kitchen” Sylwię Biały mieści się na ulicy Mikołaja Kopernika 8. Mała przytulna restauracja z ogródkiem ale to nie jest ważne. Najważniejsze jest w niej przepyszne jedzenie 😍😍. Polecam każdemu.

Poznań przywitał nas najpiękniej jak tylko mógł. Weekend był cudowny i skończył się w cudownie piękny sposób.

Pozdrowienia

T. R.

P. S. Auto Camping Park Jelenia Góra – świetne miejsce na pobyt. Campingi, łazienki dobrze wyposażone, czyste z ciepłą wodą. Obsługa miła i pomocna. Byliśmy bardzo miło zaskoczeni pobytem i na pewno tam jeszcze wrócimy.

1. Auto Camping Park https://goo.gl/maps/eyEs2QGF2VcCUeAHA