„Góry” dla leniwych.

W zeszłym tygodniu wybraliśmy się z Hanią w nowe rejony. Tam jej jeszcze nie było. Robiliśmy już dalsze wyprawy ale żadna nie prowadziła nas aż na ” Koniec Świata ” 🤣😂 ..

Kończy się droga, kończy się zasięg w telefonie i dopiero dojeżdża się do Końca Świata. Miejsce wygląda faktycznie tak jak się nazywa 😉 . Dla chętnych jest wybudowana Chata na Końcu Świata gdzie można w ciszy i spokoju wypić kawkę czy coś zjeść ale uwaga ! Trzeba to sobie przywieźć ze sobą .

Jednak jak to powiedział ktoś mądry „Jak wyznaczysz cel to nawet „Koniec świata” w połowie drogi nie jest w stanie Cię powstrzymać. 😁 ”

 Lecę dalej 😉 w kierunku Jury Krakowsko-Częstochowskiej.

Niestety nie miałem tym razem dużo czasu na zwiedzanie dlatego wybrałem najbliższą mi część jury czyli okolice Olsztyna i rezerwat Sokole Góry oraz troszkę dalej zamki w Ogrodzieńcu oraz Ruiny Zamku w Mirowie.

2. Zacznę może od Ruin Zamku w Olsztynie .

Widok na zamek z Góry Lipówki

Ruiny z nazwy i wyglądu. Zamek mocno zniszczony. Miejscowe władze starają się dbać o okolice i same ruiny dzięki temu wygląda to interesująco. Zamek umiejscowiony na wzgórzu przez co jest z niego piękny widok na okolicę.

3. Kolejne są Runiny zamku w Ogrodzieńcu.

Ruiny w świetle nocnym. Muszą wyglądać bosko. Mi nie było dane je oglądać w takiej wersji dlatego zdjęcie Dawida Janocha.

Piękna okolica, ruiny zamku bardzo okazałe i robiące wrażenie ogromnych przez umiejscowienie na wzniesieniu . Niestety przez wirusa zwiedzić wnętrza się nie dało . W okolicy rozbudowana infrastruktura z torem saneczkowym , ścianką wspinaczkową ( zdjęcie powyżej ) , parkiem miniatur i innymi atrakcjami dla dzieci ( park rozrywki ) . Dorośli też dla siebie coś znajdą 🙂 . My uraczyliśmy się bardzo smaczną kawką , a później żurkiem w restauracji Stodoła ( polecam ) .

Jak się okiem dobrze rozejrzeć to można dojrzeć Górę Birów i na niej Gród .

Oczywiście też było zamknięte ale nie byłbym sobą jakbym nie „rzucił okiem do środka „.

Ciekawią mnie zawsze takie miejsca. Jak się tam wtedy mieszkało. Cała społeczność włącznie ze zwierzętami mieściła się w stosunkowo małej przestrzeni. Dzisiaj takie życie jest nie do pomyślenia.

Dzień dobiegał końca . Trzeba było wracać ale po drodze wjechaliśmy tylko pod kolejne Ruiny . Tym razem Mirów.

Tu wejście jest płatne jeśli dobrze pamiętam 7 zł osoba dorosła. Są to też zniszczone , remontowane ruiny. Niestety pogoda nie była dla nas łaskawa i zaczęło padać. Zmęczenie też dało się we znaki i doszliśmy do wniosku , że trzeba uciekać odpocząć.

Byłem tam kilka dni. Kiedy znowu trafiła się ładniejsza pogoda postanowiliśmy tym razem trochę pochodzić. Ruszyliśmy nowu w okolice Olsztyna do Rezerwatu Sokole Góry. Hania potrafi podjechać w różne mniej dostępne miejsca , dzięki temu da się obejrzeć cel podróży nie schodząc z niej jak np. 5 Gorę biakło.

Jednak założenie było inne. Trzeba zejść z Hani „zdobyć szczyt” ( Góry Biakło ) i ruszyć w stronę rezerwatu .

Góra zdobyta w kilka minut. Swoją drogą z tego co do tej pory udało mi się zauważyć to góry w Jurze to takie góry dla leniwych 😉 . Tak naprawdę to jakby same szczyty. Podjeżdżasz pod nie na moto ale też autem można blisko podjechać i atakujesz szczyt do którego masz kilkaset metrów. Później pozostaje Ci tylko podziwiać piękną okolicę 😍 .

Idziemy do rezerwatu . Kilka fotek z niego .

Jaskinia Olszyńska ( jeśli dobrze pamiętam ) z zewnątrz.

I ta sama jaskinia z wewnątrz. To zdjęcie tylko samego wejścia bo w środku bardzo ciemno ale też głęboko i bezpiecznie. Można śmiało wejść mając mocną latarkę.

Rezerwat Sokole góry kryje w sobie jeśli dobrze policzyłem 5 jaskiń i kilka gór. Same góry nie są zbyt efektowne bo pokryte w wiekszości drzewami przez co widoki są bardzo ograniczone. Za to jaskinie są ciekawe. Niestety w większości nie można ich zwiedzać samemu. Nam udało się wejść jeśli dobrze pamiętam do Jaskini Olsztyńskiej bo nie ma tam ostrego spadu jak w innych oraz nie jest płatna co w dobie wirusa oznaczało by brak możliwości zwiedzania ( niedziałająca kasa i brak obsługi ) . Za to wirus spowodował błogi spokój. Śpiew ptaków towarzyszył nam wszędzie. Sarny biegały , ogólnie cisza i spokój w sam raz na cudowny relaks. Tak się ktoś relaksował, że aż wyrzeźbił takie cudo 🤣😂🤣😂🤣😂

Opis na nim „Twardy Kazik” uważamy, że powinno być jeszcze dodane „ZAWSZE Twardy Kazik” 🤣😂🤣😂🤣😂

Jak widać rezerwat potrafi zadowolić nie tylko zwierzęta 🤣😂🤣😂🤣😂

5 dni odpoczynku minęło bardzo szybko. Kiedy przyszła pora wracać pogoda nie rozpieszczała ale już po starcie w deszczu wyszło słoneczko i towarzyszyło mi przez większość drogi.

Jak to mówią ” Każdy koniec oznacza początek czegoś nowego ” . Ja trafiłem na ” Nowy Świat” do kompletu z wcześniejszym Końcem Świata.

btf

Pogoda spłatała mi figla i blisko Poznania zaczęło znowu padać . Dobrze, że tylko przelotnie i choć czasami mocno to akurat wtedy byłem w czasie jazdy i Hania ochroniła mnie. Nawet gdybym zmókł czym to jest dla takiego widoku 😓😓

Kiedy miałem już z 1000m do domu spojrzałem przed siebie i zobaczyłem to.

Nie mogłem się powstrzymać i pojechałem na małą sesję Hani. Pięknie wychodzi na zachodach słońca. 😓

W ten piękny sposób skończyła się wycieczka ale już nie długo będzie kolejna . Nie mogę się doczekać 😉 .

  1. Koniec Świata https://goo.gl/maps/gsVy8rxTqDc8wSbh6
  2. Ruiny Zamku w Ogrodzieńcu https://goo.gl/maps/5WUz5sHWbphKdsox7
  3. Ruiny Zamku w Olsztynie https://goo.gl/maps/2p7hVzjundGpmEmLA
  4. Ruiny zamku w Mirowie https://goo.gl/maps/pQPrxMgrbP5ZStGZ9
  5. Góra Biakło https://goo.gl/maps/VFZWaFHh3DaqkJoX9
  6. Jaskinia Olsztyńska https://goo.gl/maps/cTbNVQaUYfJC8v1j7

Cieszmy się tym co mamy.

Jakiś czas temu trafił do mnie teledysk dzieciaków. Nie są to zwykłe dzieci, już doświadczyło ich życie. Zobaczcie sami.

Co mnie uderzyło ? Pierwsze co do mnie trafiło w czasie oglądania teledysku to, że jestem mega szczęśliwy. Ja i moi najbliżsi są zdrowi. Często słychać marudzenie jak to mamy źle. Zapomina się , że inni mają dużo gorzej i to , że nas to nie spotkało jest już powodem do szczęścia. Wstaliśmy z łóżka to już sukces, bo każdemu nie jest to dane. Cieszmy się z małych rzeczy, bo one są wokół każdego z nas codziennie. Duże rzeczy mogą przyjść ale nie muszą.

Zdrowie to coś co się często nie docenia i było tak od lat. Pewnie przez to powstał wiersz o zdrowiu Jana Kochanowskiego

Na zdrowie

Szlachetne zdrowie,
Nikt się nie dowie,
Jako smakujesz,
Aż się zepsujesz.
Tam człowiek prawie
Widzi na jawie
I sam to powie,
Że nic nad zdrowie
Ani lepszego,
Ani droższego;
Bo dobre mienie,
Perły, kamienie,
Także wiek młody
I dar urody,
Miejsca wysokie,
Władze szerokie
Dobre są, ale –
Gdy zdrowie w cale.
Gdzie nie masz siły,
I świat niemiły.
Klejnocie drogi,
Mój dom ubogi
Oddany tobie
Ulubuj sobie!

Ale to nie jest jedyna niedoceniona dziedzina naszego życia. Z rodziną jest często tak samo. Dotarło to do mnie w zeszłym roku kiedy z innymi motocyklistami trafiliśmy do domu dziecka. Dzieci, dostając to co ja miałem na co dzień ( rodzinę ), byłyby przeszczęśliwe . Pamiętam , że budząc się w domu rodzinnym nie czułem jakiegoś mega szczęścia z tego powodu. Nie przyszło mi po prostu do głowy, że może być inaczej. Kiedy pierwszy raz trafiłem do domu dziecka dotarło do mnie jakie miałem i nadal mam szczęscie ( rodzinę ) .

Edit /19.05.2020/

Powyższy tekst pisałem przed atakiem grypy z nadanym imieniem. Ta jeszcze bardziej pokazała nam czego poprzednio nie potrafiliśmy doceniać. Kiedy zabronili zwykłego wyjścia na zewnątrz czy wejścia do lasu, otworzyły nam się oczy. Paradoksalnie może dzięki niemu nie tylko będziemy patrzeć ale też widzieć. Cieszmy się z małych rzeczy 😉 .

Motogwiazdory Poznań 2019

W połowie grudnia miałem przyjemność wziąć udział w imprezie organizowanej przez Poznańskie zaprzęgi pod nazwą Motogwiazdory Poznań 2019 https://www.facebook.com/events/2664000510360515/

Fajnie jest pomagać, jeszcze lepiej jest pomagać samemu dobrze się bawiąc. Chyba z takiej myśli stworzyła się inicjatywa MOTOGWIAZDORÓW, ponieważ bawiłem się dziś super. Impreza jest organizowana cyklicznie , chociaż przyznaję się bez bicia, że ja uczestniczyłem w niej pierwszy raz. Tym razem pogoda bardzo dopisała i to ułatwiło podjąć decyzję wielu osobom. Przyjechało nas wielu. Najlepiej widać to na zdjęciach.

Najpierw była zbiórka na Placu Wolności i kwestowanie do puszek na rzecz Wiktora . Później parada z Placu Wolności na Stary Rynek

Na Starym Rynku znowu kwestowanie i kolejny przejazd tym razem do Domu dziecka nr.2 . Tam dostaliśmy gorący poczęstunek , później przewieźliśmy kilka chętnych dzieci motocyklami. Hania też miała jednego chętnego dzieciaczka .

Pierwszy raz byłem w takim miejscu . Przyznam , że zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Bardzo mieszane odczucia. Właśnie przez to pisze dopiero teraz o tym bo potrzebowałem czasu na „przetrawienie” tego . No i co ? Nic ! Nadal nie potrafię zrozumieć jak ktoś może oddać dziecko w takie miejsce. Życie nie jest usłane różami , spotykają nas czasami ogromne tragedie o których inni ludzie sobie nawet nie potrafią pomyśleć i tylko w takiej sytuacji mogę próbować kogoś zrozumieć jeśli oddał dziecko do domu dziecka ale ….. mogę tylko próbować … Wszystkich innych którzy to zrobili bo tak było im łatwiej potrafiłbym ich bez skrupułów gnębić ( delikatniej nie dam rady tego napisać ) . Chciałbym bardziej opisać tą sytuację ale brakuje mi słów. Chyba każdego z nas to miejsce trafiło, bo na stołówce panowała cisza i tylko sporadycznie ktoś próbował ożywić atmosferę jakimś żartem . Nie potrafię sobie nawet wyobrazić jak pobyt takich maluchów musi mieć wpływ na ich psychikę.

Byliśmy tam jednak w określonym celu. Dzieci zrobiły upominki dla Wiktora. Mimo, że padał deszcz sporo ludzi ruszyło w dalszą drogę. Coś o Wiktorze.

Wszystkie zebrane pieniądze zostały od razu przekazane mamie Wiktora, upominki z Domu dziecka również. Dzieciak na swój sposób się na pewno cieszył chociaż widząc tyle potężnych chłopów ubranych w stroje nie czuł się zbyt komfortowo.

Powrót to jazda jazda w deszczu, właściwie deszcz padał już od dojazdu do Domu dziecka. Mimo to nie dał rady popsuć nikomu humoru. Wcześniejsza parada to był najwspanialszy przejazd przed miasto jaki miałem. Nie było osoby która nie dała by nam uśmiechu. Ludzie otwierali szyby w autach i zamiast wyzywać że blokujemy drogi pozdrawiali i zagadywali z uśmiechami. Dzieci cieszyły się zawsze od ucha do ucha bardzo często nam machając. Wspaniałe uczucie rozdawać uśmiechy. Kolejny raz motocykliści pokazali, że potrafią się świetnie bawić i przy okazji dawaj szczęście innym. Motocykliści to dawcy, dawcy szczęścia 🙂

Wizyta w Domu dziecka pokazała , że nawet jeśli nasza rodzina nie była ( nie jest ) w pełni funkcyjna i miała ( ma ) jakieś braki to mimo wszystko JEST . Nie każdy ma taki komfort mieszkać w domu z rodzicami czy nawet jakimikolwiek opiekunami . Są dzieci które nie mają nic, a co jeszcze gorsze, nie mają NIKOGO .

Impreza mega udana i wiem tyle, że za rok też na nią wrócę . Pozdrawiam

P.S. Prośba od mamy Wiktora. Jeśli ktoś nie ma nikogo komu mógłby przekazać swój 1% z podatku to wyżej są dane do jego konta. Chłopak nie ma lekko, warto mu pomóc.

To jest gorsze od narkotyku ! Uzależnia od pierwszego zażycia !!! :-)

Jestem ciepłolubny , nawet powiedziałbym , że bardzo. I wydawało mi się, że tak musi być. Zawsze wyjeżdżając gdzieś wolałem wziąć jedną parę odzieży więcej niż za mało. Jak to mówił jeden z moich kolegów ” Lepiej nosić niż się prosić 😉 ” .

Jednak ostatnio mnie to wkurzyło jak będąc na basenie ciarki latały mi po plecach kiedy miałem wejść do basenu pływackiego. Zobaczyłem , że w każdym torze były po 3 osoby, uznałem więc , że 4 to już będzie tłok. O ile nie czułem, że się oszukuję na początku. Jednak kiedy w basenie pływackim się przeludniło , a mi nadal latały ciarki na myśl wejścia do tamtej wody to poczułem się mega źle 😠.

Wracając do domu przemyślałem sprawę. To nie jest tak że ja lubię ciepło. Ja mam lęk przed zimnem !!! Nie będzie lęk mi truł życia. Zacząłem szukać rozwiązania, przyszło mi szybko do głowy. Już wcześniej byłem namawiany na morsowanie i mnie jakoś ten temat pociągał ale lęk nie pozwalał się nawet zbliżyć do wody nawet w myślach. Teraz tak nie będzie ! Obejrzałem kilka filmów na youtube , żeby mieć chociaż minimum pojęcia jak to zrobić. A kładąc się spać robiłem wizualizację jak wchodzę do wody. Na początku nawet sama myśl o tym wzbudzała ciarki na plecach ale już drugą czy trzecią noc było inaczej.

Przyszła sobota. Wszystko mi teraz sprzyja więc od rana jeszcze dostałem film od ojca który się też interesuje morsowaniem. Obejrzałem go i uznałem , że TO JEST TEN DZIEŃ !

Jednak najpierw przypomniało mi się, że mam cel do wykonania ( przebiec 100km w listopadzie ) . Poszedłem więc biegać. Po godzinie i ponad 10km wróciłem. To teraz morsowanie ? Nie. Muszę kupić sprzęt. Pojechałem więc do decathlonu kupić kapcie do wody i rękawiczki. Teraz do wody ? YYYYY…. znowu mi wpadło coś nowego do głowy .

Chwila 🤔 … coś jest nie tak z tymi pomysłami. Uświadamiam sobie, że te wszystkie wymysły to moja podświadomość broni się przed walką z lękiem . Nie wracam nawet do domu. Jadę prosto nad jezioro !

Po drodze przewalało mi się przez głowę chyba 500 pomysłów co muszę zrobić. One sobie tam latały, a ja cały czas do celu. Nad wodą to samo. Wszystko mówiło mi, że mam uciekać . Jednak głowa sobie , a ja sobie. Powoli znalazłem odludne miejsce, żeby się nie upokorzyć jakby mi styki zagrały w połowie wejścia. Mała rozgrzewka i rozbieranie. W głowie walka masakryczna. Nie będzie żaden lęk mną rządził. WCHODZĘ !!!

Pierwszy krok do wody ( wcześniej wrzuciłem do niej zegarek żeby zmierzyć temperaturę było 11 stopni ) i …. Trudno powiedzieć , żeby woda była ciepła ale jakie było moje zdziwienie 🙄 wcale nie ma tragedii. Druga noga, kolejny krok, następny. Faza bardzo nieprzyjemna dla mężczyzn ( krocze ) , znowu łatwo poszło i …. taram !!! Stoję po pachy w wodzie 🙂 . W pierwszej fazie o tym zapomniałem ale od momentu dotknięcia wody palcami od nóg głowa się wyczyściła. Zero myśli które wcześniej się pojawiały o odstąpieniu od wejścia do wody.

Czekam minutę, dwie….5,10 . Zadzwoniłem do ojca , żeby mu powiedzieć. Po 15 minutach wychodzę. Na zewnątrz nie jest mi zimno. Ubieram się , zaczynam dygotać. Czuję się dość dziwnie. Nie odczuwam bardzo zimna ale ciało dygocze. Ubrałem się i idę do auta. Po jakiś 10-15 minutach od wyjścia z wody poczułem jakby ze środka gorąco które wydobywało się na zewnątrz. Skóra zaczęła palić. Trwało to jakiś czas . Trudno to określić. Dziwne uczucie trochę nawet przyjemne.

Korzyści które się czuje od razu ? Banan do ucha do ucha 😁😁😁 do końca dnia i co więcej ? Chęć do wejścia kolejny raz. To jest gorsze od narkotyku ! Uzależnia od pierwszego zażycia !!! 🙂

Przyszła niedziela. Myślałem cały czas dlaczego tak łatwo dało mi się wejść ? Takiemu ciepłolubowi ! Dzień zleciał szybko. Wykorzystać też chciałem słońce , więc zabrałem swoją dziewczynę na przejażdżkę . Chwycił nas zachód słońca . Hania była w siódmym niebie ha ha 🤣😆

Po powrocie do domu przeszły mi oczywiście myśli żeby odpuścić dzisiejszy plan na wejście do wody ale widziałem, że to moja głowa znowu podrzuca mi takie kłody. Jednak znam te sztuczki już i nie dam się nim.

Będzie mega kumulacja łamania lęków. Boję się zimna, boję się wody, a najbardziej boję się samotności w wodzie. Do tego jeszcze noc ! GRUBO 😉 albo grubo albo wcale !

Pojechałem. Na parkingu ciemno jak w tyłku . Na szczęście plaża oświetlona choć w części ale woda nie :-/ . Rozgrzewka , tym razem dłuższa bo już było sporo zimniej jak w dzień poprzedni. Ufff…. IDĘ !!!

Wejście jak poprzednio. Zadziwiająco łatwe. W wodzie podobne odczucia. Stoję z rękami podniesionymi do góry i najzimniej mi gdzie ? W ręce , aż chciałem je włożyć do wody bo było mi w niej cieplej.

Znowu 15 minut. Wychodzę, na zewnątrz para leci z ust. Chłód czuję , trochę dygoczę ale zajebiście się czuję . Żaden chłodek nie może popsuć mi radości z rozłożenia na łopatki tylu lęków . W aucie znowu palenie skóry ale jakby słabsze. Nawet nie poszedłem od razu do domu tylko jeszcze na godzinny spacer. Wszystko z takim bananem na buzi , że gdyby nie uszy śmiałbym się dookoła.

Już nie mogę się doczekać kolejnego razu. Każdemu polecam walczyć ze swoimi lękami 💪💪💪 . Jeśli się chce to wszystko można ! Trzeba jednak bardzo tego chcieć, a wtedy nic nie stoi na naszej drodze do sukcesu .

Pomagając innym nie zapominajcie o sobie ;-)

Przez przypadek dowiedziałem się, że jest taka fajna opcja jak wykupienie abonamentu do kina i można korzystać cały miesiąc do woli na każdy jeden sens na jaki przyjdzie nam chęć uczestniczyć. Więc korzystam , byłem już na kilku filmach.

W czwartek poszedłem ponownie obejrzeć tym razem ” Terminatora 3 ” . Film dla lubiących tematykę całkiem fajny ale nie o nim chciałem pisać. Z kina wyszedłem ok 22.30, więc było już dawno zupełnie ciemno. Na parkingu zewnętrznym ( Plaza ) nie było już setek aut . Jednak co ok 5 -6 miejsce stało jakieś autko. Idę w stronę mojego i nagle podbiega do mnie kobieta i prosi o pomoc. Myślę ” Dlaczego nie? ” więc idę jej pomóc. Okazało się, że przyjechała pożyczonym autem, które po drodze się popsuło. Chciała jakoś nim wrócić ale musiała dolać płyny chłodniczego, który bardzo szybko uciekał. Auto okazało się strasznym rupciem. Nie pożyczył bym go nawet wrogowi. Ktoś chyba tej Pani nie lubił pożyczając jej taki wrak . Jednak udało się nam dostać pod maskę ( co wcale nie było proste ponieważ była zerwana linka od podnoszenia maski ) i uzupełniliśmy płyny. Kobieta podziękowała i jakimś cudem uruchomiła ten wrak. Odjechała powoli . Więc trzeba wracać do domu.

Idę do mojego auta. Wkładam kluczyk i ….. nie mogę otworzyć :-/ . Walczę jak się da ale kluczyka w żaden sposób nie da się przekręcić. Zajmuje mi to kilka minut. Zaczynam już myśleć o wynajęciu auta ” Na minuty ” bo stało nie daleko. Próbuję opuścić szybę. Wszystkie próby nieudane . Rozglądam się za babką której pomogłem może ma po drodze i mnie chociaż podrzuci do domu i ………. . Nie wierzę 😲 ….. 15m ode mnie stoi auto o takich samych numerach rejestracyjnych jak ja mam . Co jest do cholery 🤔 ? Sprawdzam nr. auta do którego się dobijam . Wszystko robi się jasne. Przez 5 minut walczyłem, żeby się dostać do jakiegoś innego golfa 😂 . Sam nie wiedziałem czy się śmiać z siebie czy denerwować . Ręce mi po prostu opadły 🤣😂 .

Wsiadłem tym razem do swojego auta i pojechałem do domu śmiejąc się sam z siebie . Pomagając innym nie zapominajcie o sobie 😉 .

Tam mnie jeszcze nie było.

Obiecałem sobie jeszcze na początku sezonu , że zaliczę w tym roku Warszawę ( jakkolwiek to zabrzmi ) . Wstyd się przyznać ale mając 38 lat nie byłem nigdy zwiedzić swojej stolicy :-/ . Byłem tam kilka razy ale zawsze służbowo albo w jakimś innym celu do punktu xyz i szybko do domu.

Pierwszy plan był jechać w góry bo pogoda miała być cudowna do wędrówek jednak nie mogłem znaleźć kompana na moto żeby nie jechać tam sam. Ostatnia moja wizyta w górach była ekstra ale nie byłem wtedy sam. Niestety jak to bywa nie posżło po mojej myśli i tym razem samotna wizyta powodowała by wspomnienia tęsknotę i rozdrapanie ran . Więc szybka zmiana decyzji i … nowy kierunek obrany. Pędzę do Wawy 😍 .

Sobota rano pobudka. Wyjazd godzina 6.00 . Jeżdżę cały czas do pracy 10km na moto jednak to nie to samo jak się ma do przejechania 350km w temeraturze ok. 8 stopni. Ubrałem się grubiej , spakowałem tylko plecak i jeszcze o ciemku w drogę . Lubię bardzo zachody słońca, jednak wiem, że wschody potrafią być piękniejsze ale rzadko zdarza mi się je widzieć bo jestem śpiochem. Tego widoku nie dało się nie zauważyć 😲

Jazda jesienią znacznie różni się od letniego latania. Szczególnie rano kiedy potrafią być mocne mgły. Asfalt robi się śliski na szybce kasku osadzają się kropelki wody. Chłód daje się we znaki. Ogólnie trzeba to kochać żeby nie zrezygnować 😉 albo trzeba być na tyle szalony żeby jeździć w takich średnio sprzyjających warunkach. Ja jestem tym pierwszym 🙂 . Mimo wszystkiego jechałem ostrożniej niż zawsze ale zadowolony .

Pierwszy przystanek wieża widokowa w Paprotni. Świetnie ją widać z drogi krajowej 92 więc myślę , że sporo osób ją odwiedziło. Niektórzy zostawili nawet ciekawe wpisy.

Widok całkiem fajny ale na zdjęciach nie udało się jego fajnie uchwycić 😒 .

Za to nie było sposobu nie zauważyć żwirowni i toru crossowego .

Którego oczywiście nie omieszkałem odwiedzić Hanią 😎 .

Moto ciężkie i nie bardzo przygotowane w teren ale frajda mega ( szła jak dzik 😂 ) . W terenie jedzie się zupełnie inna techniką niż na asfalcie. Główne skrzypce tu gra hamulec tylnego koła dokładnie odwrotnie jak na asfalcie. Hania ma „combined ABS” co wiąże się z tym , że hamując tylnym hamulcem jakiś procent idzie też na przednie koło i odwrotnie. Jak się hamuje przodem to tylne koło też dostaje część siły hamulca. Jest to świetne rozwiązanie na asfalcie. Bardzo dobrze stabilizuje to motocykl w trakcie ostrego hamowania jednak w terenie słabo się spisuje. Szczególnie jak się zjeżdża ze stromej góry i hamując tylnym hamulcem staje też przednie koło ( w terenie łatwo zatrzymać koło nawet jak idzie na nie tylko mała siła hamulca ) . Jednak daliśmy radę przejechać prawie cały tor . Mega frajda nawet z wolnej jazdy. Zdecydowanie lepiej się podjeżdża pod górę niż później z niej zjeżdża.

Jedziemy dalej. Pit stop. Tankowanko , kawa i lecę dalej.

Pod Kołem zboczenie z drogi i rzut oka na ruiny zamku . Ciekawe miejsce, niestety mocno zniszczone.

Ruszając z domu już wiedziałem , że nie dam rady wykonać planu w 100% bo coś mnie tknęło żeby sprawdzić jak czynna jest kopania soli w Kłodawie. Niestety okazuje się , że można ją zwiedzać tylko w zwykłe dni tygodnia. W weekendy odpoczywają. Duży minus dla nich za to. Każdy przeciętny Polak pracuje w tych godzinach i tylko weekendy można ruszyć w świat coś zobaczyć . Trudno nie tym razem. Lecę dalej.

No i jest ona.

I on 🙂

Na początek rzut oka na Wawę z tarasu widokowego w Pałacu Kultury i Nauki . 30-te piętro i 124m . Robi swoje. Widok ciekawy. A tam na dole koło busa widać Hanię 😉 .

Wrażenie robi czas wjazdu windą. Nie wiem ile trwał ale nawet nie zdążyłem zauważyć i już byliśmy. Trwało to może kilkadziesiąt sekund. Koszt 20zł . Niestety przed zjazdem i zjazdem dość spora kolejka i godzina na boku.

Następnie poszukałem hostelu. Praktycznie w samym centrum ok. 2 km od Pałacu. Koszt śmieszny, 57 zł dobra w pokoju 4 osobowym. Pokoje , pościele, łazienki czyste. Obsługa bardzo miła choć ukraińska. Ogólnie pierwszy raz spałem w takim miejscu i byłem bardzo pozytywnie zaskoczony.

Jednak długo nie mogę usiedzieć , nie po to tu przyjechałem. Ruszam więc na miasto. Resztę wieczoru chodziłem i zwiedzałem Stary Rynek i okolice.

Szedłem bez większego planu, zwiedzałem co było po drodze. Z obowiązkowych pkt. chciałem zobaczyć Pałac Prezydencki, Grób Nieznanego Żołnierza , Zamek Królewski, Stary Rynek. Po drodze widziałem też wiele miejsc które często kojarzyłem z TV . Ogólnie Warszawa zaskoczyła mnie pozytywnie. Wygląda na zadbane i piękne miasto. Ogrom ciekawych miejsc. Pewnie to było powodem, że nim się nie obejrzałem była prawie 23 i trzeba było wracać do hostelu.

Niedziela miała być jeszcze cieplejsza. Więc rano szybki prysznic,pakowanie i w drogę. Na pierwszy ogień poszły Łazienki Królewskie, Pałac Belwederski i inne atrakcje w okolicy. Swoją drogą Prezydent ma nie złe mieszkanko 😉 tylko dziwną Łazienkę bo na zewnątrz 😉

Bardzo pięknie dbają o parki w Wawie. Szczególnie jesień i słońce potrafi podkreślić piękno tych miejsc. Chodziłem tam długo rozglądając się w koło i nawet zapomniałem o czasie który cały czas mnie gonił.

😍

Droga powrotna do Hani to szybka jazda hulajnogą . Ciekawe rozwiązanie które już znałem z Poznania. Wiem, że są różne opinie bo sam czasami widzę jak leżą na chodnikach ale mają też swoje plusy. Szybko i tanio można śmignąć z miejsca a do b bez czekania za taksówką nie mówiąc już o oszczędności pieniędzy.

Pojechałem jeszcze rzucić okiem na rynek w dziennym świetle. Jak kiedyś już pisałem jazda moto ma dużo plusów. Podjechałem pod samego Zygmunta.

Że mam fioła na punkcie wież i widoków to musiałem też się wdrapać na ….hmmm… nie pamiętam co to było ale widok mega fajny 🙂

Ups … przepraszam popsułem widok 😂 . Ten lepszy 😁

Teatr Wielki

Spacerowałem tam do 14.00 . Niestety powoli trzeba było się zbierać. Chyba ok 14.30 wyruszyłem w drogę powrotną. Do Wawy jechałem cały czas drogą krajową 92 . Nawet dobrze szło . Jak na mnie to za dobrze i mi się nudziło dlatego w drogę powrotną postanowiłem jechać przez Płock-Włocławek-Gniezno. Zdecydowanie nie żałuję wyboru. Droga znacznie przyjemniejsza dla motocyklisty. Do Płocka taka sobie ale za to z Płocka do Włocławka jedzie się prawie całą drogę wzdłuż Wisły . Czasami ma się wrażenie że rzeka jest dosłownie w zasięgu ręki ( dorga biegnie nawet ok. 5 m od rzeki ) i ciągnie się tak kilka km. Później od Włocławka w stronę Gniezna jest sporo zakrętów. Nie są to nie wiadomo jakie winkle ale nie ma nudy. Dla mnie to zdecydowanie ciekawsza droga niż 92. Ostatnie 280km pokonałem już na jednego strzała ( bez zatrzymania ) bo nie chciałem wrócić za późno. Niby już jesień ale lata jeszcze sporo owadów. Ledwo dałem radę dojechać bo już prawie nie widziałem drogi .

Zapomniał bym. Jadąc do Warszawy miałem okazję widzieć wschód słońca, wracając z niej piękny zachód.

Wróciłem cały, zdrowy i naładowany energią na kolejny tydzień.

Co mogę powiedzieć podsumowując naszą stolicę? Jadąc tam nie byłem przekonany ponieważ raczej unikam takich tłocznych miast ale ogólnie powiem , że jednak warto. Miasto bardzo ładne ( przynajmniej centrum ) . Zadbane i czyste. Jest co zwiedzać pewno przez tydzień albo i więcej. Ja zwiedzałem tylko w biegu bez chodzenia po muzeach i innych atrakcjach, które naprawdę warto odwiedzić jak na przykład Centrum Nauki Kopernik. Jest tego naprawdę dużo czasami miałem wrażenie , że za dużo. Mam na myśli pomniki. Chyba każdy kto czymkolwiek się zapisał w historii ma tam co najmniej jeden pomnik. Brakowało już tylko pomnika szarego Kowalskiego ( za zasługi w byciu zwykłym Kowalskim ) . To tylko moje prywatne odczucie po za tym to pierdoła. Miasto warte odwiedzenia , wrócę tam jeszcze nie raz . Następny będzie z córką.

A czy w tym sezonie ten wyjazd był ostatni ? Kto to wie 🙂 🙂

Lokalizacje:

Wieża Widokowa Wrzosowa, 62-513 Paprotnia

https://goo.gl/maps/yQCDkwPGu3NWNNHR8

Ruiny Zamku Królewskiego w Kole 62-600 Koło

https://goo.gl/maps/wNR4kMqdtyw1KxPs6

Hostel Lwowska 11 Lwowska 11, 00-660 Warszawa

https://goo.gl/maps/UumVuRCvuK4TpxVH9

Może tym razem w innym kierunku?

Miał być koniec dalekich wyjazdów . Jednak ….. hm …. kto mi tego zabroni jeśli pogoda nawet aż zachęca 🙂 .

W planach na weekend miały być góry i wspólne spacery . Mogłaby tylko być pustka i żal …. Nie będzie więc gór. Wrócę do nich na zimowy wyskok narciarski z moim małym skarbem 😊 .

Teraz będzie inny kierunek i zupełnie inne miejsce raczej nie w moim stylu. Ogólnie wolę spokój i ciszę ale tym razem będzie zupełnie inaczej – głośno i bogato 😂 . Obiecałem sobie , że odwiedzę to miejsce w tym roku. Życie zaprowadziło mnie jednak w inne rejony, które kocham ( góry ), teraz przyszedł czas na nowy kierunek. Też w pewnej chwili mogę być wysoko ale jadąc w kierunku celu zejdę nawet pod ziemię i to głęboko 🙂 . Kto zgadnie gdzie jadę ? 🙂 . Opiszę pewno po powrocie gdzie byłem i co widziałem . Pa

Uzależnienie – większość z nas je ma.

Kiedyś o tym chyba pisałem. Zawsze wydawało mi się , że jestem osobą wolną od nałogów. Życie jednak weryfikuje myślenie o nas samych. Zawsze kiedy przychodzi dzień kiedy pogoda się psuje, słońce chowa się za czarnymi chmurami i nie ma nadziei na to , że wyjdzie nam zaświecić. Okazuje się, że wszyscy jesteśmy uzależnieni od słońca. Nagle większość osób w około traci uśmiech, więcej jest smutku , a czasami nawet depresji.

Taki okres jest właśnie teraz. Porównując go do pływania. Wcześniej unosiłem się na fali trzymając głowę wysoko bez żadnego ruchu i wysiłku z mojej strony. Teraz ewidentnie muszę pływać, żeby mieć cały czas głowę ponad powierzchnią wody. Czasami mnie nawet lekko zalewa ale walczę i nie mam zamiaru się poddać .

Jesień jest bardzo depresyjna. Słońce jeśli jest to świeci znacznie krócej jak latem , a jest czasami czas gdzie pada kilka dni i go nie widać w cale. Najbardziej chyba dobija nas myśl, że zima jest przed nami i może być tylko gorzej. Jakbyśmy tracili nadzieję.

Sporo znajomych dopada jesienna chandra . Zauważyć to nie jest trudno, bo nawet słychać jak się żalimy, że nic nam się nie chce albo tego typu spostrzeżenia. Nawet najwięksi optymiści często potrafią się wtedy zamienić w realistów.

Nikt nie jest ze stali. Każdy ma uczucia i każdy może mieć gorszy dzień czy dwa . I tak samo każdy to inaczej przechodzi . Jeden woli się schować w domu i płakać w poduszkę, inny chwyci za butelkę i wypije coś żeby zapomnieć. Jeszcze inny pójdzie zrobić jakiś trening , bo to jest dla niego najlepsze lekarstwo. Dobrym wyjściem jest też mieć przyjaciela, który w takim momencie wysłucha i wesprze. Jednak nie każdemu jest to dane, bo prawdziwych przyjaciół w tym świecie pełnym kłamstw jest co raz trudniej poszukać .

Jednak po każdej burzy zawsze kiedyś przychodzi słońce, a każdy kolejny dzień zbliża nas do wiosny. Pamiętajmy aby w tym trudnym dla nas czasie nie zapomnieć o sobie i robić sobie przyjemności. Nie samą pracą żyje człowiek. Zaplanujmy sobie jakąś przerwę zimową dzięki której będzie nam łatwiej odliczać dni niż do wiosny. Spotkajmy się ze znajomymi nawet jak się nam bardzo nie chce. Zobaczmy wtedy, że jak już się ruszymy to zrobi nam się lepiej. Wyjdźmy na spacer, bo jesień też potrafi być piękna , a nie ma złej pogody na spacer jest tylko źle ubrany człowiek. Życie jest piękne jesienią tak samo jak latem tylko jesień wymaga od nas większego zaangażowania w szukaniu szczęścia ale jak się chce, to można wszystko 🙂 .