TET Poland- trip- endorfiny- szutry i kupa satysfakcji

TET Polska, 5 tras, 3069,5 km w Polsce.


Raz miałem okazję przejechać się odcinkiem południowym. W ostatnim czasie przejechaliśmy prawie cały odcinek.
Odcinek zachodni to 375km w dużym skrócie z północy na południe po zachodniej stronie. Podobno ma największy procent dróg offroadowych.


Miałem pewne obawy przed wyjazdem. Słyszałem o dużych ilościach piasku, sam również bywałem na poligonach w okolicach Żagania. Jak się okazało w suchych okolicznościach trasa bardzo przyjemna. Dająca się przejechać nawet ciężkimi motocyklami. Sprawa wygląda na pewno zupełnie odwrotnie kiedy popadało kilka dni. My mieliśmy dość sprzyjające warunki pogodowe od żaru lejącego się z nieba, poprzez lekki i ciepły deszcz, a pod wieczór przyjemny chłodek.

Odcinek TET nr. 5 pokonaliśmy z południa na północ. Start z okolicy Lwówka Śląskiego. Na początku było więcej asfaltu z wyjątkiem w okolicach Jezior Rakowickich 1szego i 2ego. Tam wokół nich jest bardzo sypki piasek. Dla mniej lubiących taką nawierzchnię proponuję unikać zjazdu w ich kierunku.

Później trasa kręci się między polami, lasami, aż w okolicach Leszna Górnego przecina rzekę Bóbr. Ciekawe miejsce. Nie da się tam łatwo przejechać mostem, chociaż gdzieś nadrabiając może jest taka opcja, ale nie ma się czego bać. Dno jest wyłożone płytami betonowymi i raczej nie jest śliskie. Wody jest jak na filmie. Sama przyjemność 😉😁

Później znowu lasy i przyjemny cień, przeplatał się z polami. Coraz więcej jednak pojawiało się piasku. Rejon Żagania bez umiejętności jego pokonywania to może być droga przez mękę. Wystarczy jednak kilka ćwiczeń, zmniejszenie ciśnienia w kołach i da się go pokonać. 😉

Kolejnym z ciekawych miejsc jest stare opuszcone lotnisko wojskowe w okolicach wsi Wiechlice. Dla bardziej spoconych po piaskowym koszmarze jest możliwość ” przewietrzyć się nieco szybciej 😜”.

Kolejny punkt leży minimalnie obok trasy. Sama trasa przez niego nie przebiega, ale jeśli ktoś lubi wodę to zachęcam. Bezpieczne miejsce na pokonanie rzeki Bród Łagoda koło wsi o tej samej nazwie.

Od tego miejsca trasa to prawie 100% off. Leki i przyjemny jak jest sucho. Może być trudny w porze deszczowej, bo widać sporo gliny, która potrafi zabić chęci do jazdy jak jest mokro.

Miejscami nawet kiedy nie padało kilka dni stoi w nieckach sporo wody i można się lekko pobrudzić

Pierwszy dzień zakończyliśmy kąpielami i piwkiem w Łagowie. Zbaczając kilka kilometrów z trasy, ale warto tam podjechać jeśli ktoś jeszcze nie widział tego urokliwego miasteczka. Jest tam też spora baza hotelowa i gastronomiczna, więc można zregenerować siły.

Kolejny dzień już bez większych trudności, choć trzeba przyznać, że trasy asfaltowej było mało. Królowały szutry i leśne ścieżki. Czasami nawet wąskie. Było na tyle szybko, że nawet nie chciało się nam stawać, żeby robić zdjęcia czy filmy.

Na wyróżnienie na pewno zasługuje MRU Boruszyn i Pniewo. Warto odwiedzić bunkry, bo to kawał historii. A dla ugotowanych motocyklistów możliwość schłodzenia się w temperaturze okolo 7 stopni jeśli dobrze pamiętam.

Do Strzelec Krajeńskich dojechaliśmy bardzo szybko. Trasa temu sprzyjała.

Kilka km nam zabrakło do pokonania całego odcinka, ale doszliśmy do wniosku, że nic ciekawego już tam nie będzie, a do domu trzeba jeszcze wrócić, co dla nas oznaczało kolejne 200km drogi.

Podsumowując…. TET to świetna zabawa i obcowanie z naturą. Omija się cywilizację jak to tylko możliwe. Poziom trudności trasy w warunkach suchych określiłbym na 3-4/10. Chyba każdy kto tylko się nie boi zjechać z czarnego da go radę przejechać pod warunkiem, że nie boi się gleby. Ja po przejechaniu tego kawałka nabrałem tylko jeszcze większej ochoty do przejechania całego Polskiego TET, a w przyszłości i po za granicami kraju. Czas pokaże 😉. Jeśli macie pytania śmiało piszczcie. A może ma ochotę ktoś się do nas dołączyć? 😉 Pozdrawiam

Jeden milimetr robi różnicę 😁. Szyba Loster do BMW r1200gs

W zeszłym sezonie kupiłem turystyczną szybę loster. Zrobiłem razem blisko 10k km z tego z nową szybą około 7k. Zdecydowanie lepiej mi się z nią jeździło jak z oryginalną.

Wiadomo, że ta od adv byłby lepsza, ale wydać 1200 zł za używaną to grube przegięcie, a kupno nowej to już szaleństwo. Dlatego uważam, że loster to świetny wybór w stosunku cena/jakość.

Szyba o grubości 4mm miała jeden minus. Była dość giętka i przy prędkościach powyżej 120km/h w zależności od wiatru potrafiła mocno „pływać”. Miało też to plus, bo nawet wywrotka do góry kołami nie uszkodziła jej w najmniejszym stopniu 😁.

Zdjęcie zaraz po podniesieniu ( słabej jakości ale byłem pod ogromnym przypływem adrenaliny, który był potrzebny do obrócenia samemu kloca 240kg ).

Pewnie jeździłbym z nią dalej. Jednak moje przeginanie musiało się kiedyś skończyć 🤣.

Szyba nie przetrwała zimowych przejażdżek. Jazda po śniegu była okey, ale lód który się skrył pod śniegiem spowodował glebę i pęknięcie szyby. Przy tempetraturze – 10 pleksi robi się sztywne i podatne na pęknięcia.

Kupiłem więc ponownie turystyczną szybę loster, ale tym razem nie poskąpiłem i wybrałem droższy wariant 5 milimetrowy.

https://allegro.pl/oferta/szyba-turystyczna-loster-bmw-r-1200-gs-2004-2012-10758427555?utm_medium=afiliacja&utm_source=ctr&utm_campaign=e90dd32b-77b6-41c9-b5b6-4762a1abb410

Dziś jestem po tysiącu kilometrów z nowym nabytkiem. Niby tylko 1mm, a robi wielką różnicę. Szyba jest znacznie sztywniejsza. Dużo mniej „pływa” podczas szybszej jazdy.

Jak widać na nagraniu szyba jak i cały moto głównie drży od opon terenowych, a „pływanie” szyby jest ale na akceptowalnym poziomie.

Uważam, że jak za cenę 430 zł to zdecydowanie warto jeśli ktoś szuka alternatywy do kupowania używanej szyby adv. Tym bardziej, że tutaj mamy dodatkowo wybór koloru szyby i mocy jej przyciemnienia.

Plusy:

+ dużo sztywniejsza niż ta grubości 4mm

+ ładnie wygląda zamontowana ( chociaż to subiektywne odczucie)

+ łatwy montaż, wszystko pięknie pasuje podczas montażu

+ rewelacyjny stosunek cena/jakość

+ możliwość wyboru koloru przy kupnie oraz przyciemnienia

Minusy:

– może pękać w minusowych temperaturach 😜

– mimo większej sztywności, przydałby się stelaż usztywniający jak w adv lub widziałem też zestaw od givi do usztywnienia szyby.

– gdyby była chęć mocowania stelaża usztywniającego trzeba samemu wiercić otwory do montażu.

My tam jeszcze wrócimy i wszystko zobaczymy 😁 – Babia Góra

Kolejny mega udany weekend za nami.
Ciągnęło nas w ostatnim czasie bardzo w góry.

Cisza, szum drzew, szmer strumyka, bezkres wolności… spokój. Tam odpoczywamy, zdobywając kolejny szczyt, krok po kroku zostawiamy za sobą troski, problemy, zmartwienia. Tak było i tym razem wędrował z nami tylko i wyłącznie dobry humor 😁😁Ta wyprawa była zupełnie inna niż dotychczas 😉
W piątek powstał plan, idziemy na Babią Górę- 1725 m n.p.m.  Wstępnie miało być wejście, zejście i powrót do domu. Wyruszyliśmy spod Małego parkingu pod Mędralową. 

Droga bardzo zróżnicowana ze względu na przewyższenia jakie tam występują. Kierując się na Małą Babią Górę- mijaliśmy schronisko PTTK Markowe Szczawiny…tam z prędkością światła przyszła myśl hmmm kto powiedział, że dziś musimy wracać 😁😂 Nocleg w schronisku był naszym marzeniem, a jak wiadomo marzenia trzeba realizować… kiedy jak nie dziś 😊 Zarezerwowaliśmy trzy łóżka na cztery możliwe 😉,zostawiając część rzeczy lżejsi ruszyliśmy w dalszą drogę.
Skoro dostaliśmy bonus czasowy, ruszyliśmy dłuższą drogą, czerwony szlak, aż do Żywieckie Rostaje.
Mimo, że szlak czerwony cały czas przyjemnie i łatwo.

Tam mały posiłek i zmiana kierunku na Mala Babia Hora ( 1517m.n.p.m ).

Małą Babią Górę zaliczyliśmy na spokojnie, nie spiesząc się, ciesząc widokami.

Stojąc na szczycie ciężko było skupić wzrok na jednym punkcie… oczopląs, widać wszystko co piękne. Tatry, Beskidy,  Słowacka Fatra, Góry Choczańskie no i ona Babia Góra, nasz cel. Widoki obłędne, mroźny zimowy klimat dodawał uroku. Weź tu człowieku pomyśl o problemach …no nie ma szans 😛wiecie co ? I o to właśnie chodzi.

Szczęśliwi zeszliśmy z pomocą raczków, a co niektórzy zjechali w dół na tzw. ,,dupolotach,, jak mawiają tubylcy do schroniska. Klimat rewelacja, pyszne jedzonko, małe wiśniowe co nieco 😋

Schronisko ma swój klimat i ceny 😂🤣. Litr pepsi czy sprite kosztuje 19 zł. Z cenami jedzenia jest troszkę lepiej. Na plus jest smak i wielkość porcji. Atmosfera w takim miejscu jest podobna do zlotu motocyklowego. Ludzie z całej Polski w jednym miejscu i z taką samą pasją. Sprawia to, że jest o czym rozmawiać i nie jest to polityka ani inne dzielące społeczeństwo tematy. Integracja na najwyższym poziomie 😁 szczególnie, że jest polewana różnego rodzaju trunkami 🤣.
W czasie tych rozmów złapaliśmy klimat z fajną ekipą która planowała ruszyć na Babią zobaczyć wschód słońca.

No i okazja by spełnić kolejne marzenie, wschód słońca w górach. Wstajemy o 5 rano, szybkie  szykowanie, latareczka i w drogę na szczyt.

Cudowne doznanie, cisza na szlaku, noc, my i skrzypiący śnieg pod nogami 😍

Początek stromy, ale raczki dały radę. Z chwili na chwilę widzimy jak budzi się słońce, na szczyt mamy około godzinę drogi. Niestety szczyt nie bez kozery nazywany jest Matką niepogód i Kapryśnicą. W dolinie cisza, spokój im bliżej szczytu wiatr targający fryzury 😝 niestety wschód słońca…nie tym razem. My jednak nie z tych co narzekamy więc i tak to co widzą nasze oczy zapiera dech w piersiach 😍😍. Nawet Kapryśnica chwilami przesuwając bezkres chmur pokazywała co tam przed nami kryje. Na szczycie mimo wiatru ogrom satysfakcji i zadowolenia. Zdobyliśmy drugi szczyt na liście Korony Gór Polski 💪🥰

Na szczycie jakiś baton, żeby nabrać energii. Herbata z termosu i w drogę na dół znowu czerwonym szlakiem w kierunku auta ( Przełęcz Krowiarki). I znowu im niżej tym więcej cudownych widoków nam się pokazywało.

Droga powrotna wcale nie była łatwiejsza. Praktycznie cały czas równy spadek bez możliwości odetchnięcia. Jakie było nasze zdziwienie jak w około połowie drogi zatrzymaliśmy się i spojrzeliśmy do góry. A naszym oczom ukazała się majestatyczna wredna Baba😜 cała odsłonięta i z cudownym widokiem na Tatry którego tym razem nie dała nam zobaczyć. Do auta wróciliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi, z ciężkimi nogami ale lekką głową. Coś mi się wydaje, że … My tam jeszcze wrócimy i wszystko zobaczymy 😁👌.

Ilona i Tomek 😊

Dzieci z wolnego wybiegu czy hodowlane?

Mam za sobą świetny weekend. Tym bardziej był wspaniały, bo przedłużony o jeden dzień 🤣.

Pierwszy raz miałem okazję zobaczyć Mistrzostwa Świata w motocrossie. Zrobiło to na mnie duże wrażenie. Motocykle, hałas, adrenalina, kurz. Po prostu pełny ogień 😈 i… Trójka dzieci siedzącą na skarpie z telefonami. Nie widząca nic więcej 🤷‍♂️… No trudno. Sam nie tylko oglądałem zawodników ale też nagrywałem telefonem. Taki świat.

Wieczorem byliśmy na koncertach w Katowicach z okazji zakończenia sezonu motocyklowego. Fajna impreza z muzyką na żywo. Grały jakieś zespoły, które średnio kojarzyłem oraz 4 Szmery i na koniec Cree.

Jakie było moje zdziwienie kiedy w czasie koncertu Cree obracając się za siebie, zobaczyłem dwójkę dzieci wpatrujących się w telefon, ze słuchawkami w uszach, siedzących po turecku po środku tłumu. Odcieńci od rzeczywistości w swoim świece. Nad nimi stali dumni rodzice z uśmiechami na ustach. Dumni i zadowoleni. Przecież ich dzieci są grzeczne ( nie szaleją ) , bezpieczne ( bo pod okiem rodziców ), czyste ( bo nawet siedzą na kocyku i nie mają się jak ubrudzić) takie… hodowlane.

Inna sytuacja, jesteśmy w restauracji. Dziecko na oko z 5-6 lat, od wejścia w telefonie. Zamawia mu mama, bo on jest zajęty. Czekać bez zajęcia nie może więc ogląda YouTube. Przychodzą posiłki. Młody nawet nie ruszył ręką, bo mama go karmi. Nie dlatego, że nie ma ręki, on nią musi przerzucać filmy. Z resztą po co ma sam jeść kiedy mama daje mu pod sam nos widelec z jedzeniem. Kiedy skończyli jeść i poszli do domu młody nawet w czasie marszu patrzył w telefon. Nie jestem pewien czy w ogóle zarejestrował fakt, że był w restauracji. Czym się to różni od hodowli?

Może to stwierdzenie kogoś zaboli, ale czy nie mam racji? Czym różnią się takie dzieci od zwierzątek w klatkach? Dać jeść, pić, zamknąć na małej przestrzeni ( tu jest to ekran telefonu, komputera) i czekać aż urosną.

Każdy rodzic chce dla dziecka najlepiej, ale to nie polega na podstawieniu wszystkiego pod sam nos, owinięciu go folią bąbelkową i czekaniu aż urośnie. Jeśli dziecko nie nauczy się radzić sobie z problemami zwykłego życia to jak ma sobie później radzić w dorosłości?

Może uchronimy dziecko przed upadkiem na rowerze kiedy się uczy jeździć, ale czy nauczymy je umiejętności podnoszenia się z ziemi kiedy się przewróci? Nie będziemy przez ich całe życie biec z ,, plasterkiem,,.

Nie ma możliwości uchronić człowieka przed całym złem na ziemi, a naszym zadaniem powinno być pokazanie dziecku, że upadki to jest normalna sprawa po której trzeba wstać, otrzepać się i iść dalej.

A co z telefonami? Nie ma nałogu, który jest dobry. Ten od telefonu też! Wystarczy poczytać jakie złe skutki widać już u najmłodszych dzieci. Sam osobiście znam dziecko które ma zeza od patrzenia na telefon w odległości 10 cm od oczu. Nie chce nawet próbować mówić bo po co kiedy wystarczy mu jak pokaże telefon i go zaraz dostaje. Tyle mu potrzeba ( dziecku ) ale ono może nie wiedzieć, że życie na tym nie polega. Za to rodzice już muszą o tym pamiętać i naszym obowiązkiem jest pokazać dziecku świat realny.

Jak patrzę na nowe pokolenie to myślę, że nie będzie w przyszłości wojen. Wystarczy jak ktoś wyłączy WiFi i zgasi światło w pokoju. Wtedy wszyscy usiądą i będą płakać. Lęk przed brakiem prądu tak ich sparaliżuje, że nikt nie podejdzie do włącznika, żeby włączyć światło.

Każdy ma wybór jak wychowuje swoje pociechy. Każdy chce dla nich jak najlepiej. Zastanówmy się czy wystarczy nam hodowla czy jednak wolimy dziecko które żyje i potrafi żyć.

Bieszczady – nowa, wielka miłość ❤️

W zeszłym tygodniu miałem okazję wybrać się w Bieszczady. Pierwsza i ostatnia część podróży była samotna. Przez co szukałem przygód po za asfaltami. Razem w obie strony to 600km z tego 30-40% to szuter, lasy, pola. Czasami nawet ściernisko, wykoszone wcześniej przez kombajny, kiedy skończyła mi się droga ( nawet ta szutrowa), zaczęło się szczere pole i zaczęła jazda na azymut w odpowiednim kierunku. Fajne przygody 😜. Wymaga to sporo umiejętności jazdy terenowej. Od momentu zakupu GSa jestem w tym dużo lepszy, ale każdy kto jeździ w terenie wie, że gleby są nieuniknione. Będą zawsze kiedy sprawdza się swoje granice, ale tylko w ten sposób da się je podnosić wyżej.

Reszta czasu to jazda we dwoje z bagażem. Trudno w ten sposób pędzić szybko, bo motocykl nie jest już tak zwrotny. Nie da się też zjechać w trudniejszy teren po za lekkim szutrem. Ruszyliśmy więc w kierunku gór. Cały nasz plan to było wyjechać w środę, wrócić w niedzielę i zaliczyć w jakimś stopniu Bieszczady.

Pierwsza noc to rejon Nowego Sącza, a dokładniej w Woli Kroguleckiej. Jest tam punkt widokowy

Platforma Widokowa Ślimak
https://maps.app.goo.gl/QpEoqqRXvG4ppmoaA

A z niego widok, który nie pozwolił nam pojechać dalej 😍.

Pojechaliśmy zrobić zakupy przy okazji zauważyliśmy Ruiny zamku które nie omieszkaliśmy zwiedzić. Dojechać można pod niego prawie na odległość rzutu kamieniem. To duży plus dla leniuchów 😉. Wejście darmowe.

Ruiny zamku w Rytrze
https://maps.app.goo.gl/tKHiE1rc8WZbCu7i6

Powrót na „nasze pole namiotowe” i rozbicie namiotu. Kolacja i spełnianie marzenia. Noc w namiocie z takim widokiem

Jak to bywa w życiu, coś często wygląda ekstra w TV, jak to robimy na żywo okazuje się, że już tak dobrze nie jest 🤣😂. Teraz… Hmm… Zwierzęta dawały nam się w nocy we znaki, ale poranek, kawa i śniadanko z takim widokiem wszystko wynagrodziło.

Pełni sił po pyszynej kawie i jajecznicy zebraliśmy ekwipunek i ruszyliśmy w kierunku Muszyny. Szczerze mówić nigdy mi się nie przewinęła nazwa tej miejscowości. Za to zrobiła na nas fajne wrażenie. Ciche i spokojne miasteczko pełne różnego rodzaju parków i ośrodków uzdrowiskowych. Zaskoczony byłem od samego początku kiedy nikt nie wyciągał ręki za parkowanie 😏. Tak samo kiedy szukaliśmy toalety – bezpłatne 😊. Jakie to dziwne w Polsce.

Niestety płatność tylko gotówką trochę nam popsuła plany, więc dość szybko ruszyliśmy w kierunku Ustrzyk Górnych po drodze odwiedzając Bar u Tedika z przepysznym pstrągiem polecanym przez miłą Panią z Muszyny.

U Tedika
https://maps.app.goo.gl/GBaQ1sijhGHuDKATA

Mógłbym dalej opisywać krok po kroku naszą przygodę ale pewno i tak każdy czyta początek i ogląda zdjęcia. Przejdę więc do podsumowania i wrzucę kilka zdjęć z opisem.

A gdybyście chcieli rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady to polecamy te miescja.

1.Wieża widokowa i ścieżka w koronach drzew
789 402 005
https://maps.app.goo.gl/xjt48siYdT7po6hN7

1.Wieża widokowa ścieżka w koronach. Krynica-Zdrój

My jej nie zwiedziliśmy. Nie urzekła nas. Być może byliśmy zbyt zmęczeni, może głodni 🤷‍♂️.

2. Tarnica
https://maps.app.goo.gl/LJbKXw8tUieAJkVp6

Tarnica

Tu mogę dodać że jest kilka sposób na wejście. Od strony Wołosatego szlakiem niebieskim ok. 2.5h. Dość strome wejście, kamieniste, sporo schodów.

Z Wołosatego szlakiem czerwonym ok. 5.5h. Z opowiadań tylko wiemy, bo osobiście nie szliśmy.

I opcja numer 3 to atak na szczyt z Ustrzyk Górnych czerwonym szlakiem ok. 3.5h. Pierwsza część wejścia mniej stroma ale dłuższa niż w niebieskim szlaku. Później już ponad linią drzew bardziej stromo ale często są schody . Piękne widoki.

3. Pinezka
https://maps.app.goo.gl/na4e4Rg1xcPcvG7x6 . Fajne miejsce do zanurzenia tyłka w rzece. Nie jest to Park narodowy.

3. Rzeka Wołosatka

4. Parking Bukowiec
https://maps.app.goo.gl/oKSE6uC7uTek2KvdA

4. Najdalszy punkt na południe jaki można dojechać pojazdem.

5. Słup graniczny
https://maps.app.goo.gl/FJMFyLyKnc8CftJC6

5.Słup graniczny Polska – Ukraina

6. Punkt Widokowy Lutowiska
https://maps.app.goo.gl/kmdSrvyhraKRJe2Z8

6. Punkt Widokowy Lutowiska

7. Bieszczadzka Przystań Motocyklowa
793 120 095
https://maps.app.goo.gl/642jxzbEwrZdSxi49

7. Bieszczadzka przystań motocyklowa.

My tu nie nocowaliśmy . Koszt 40 zł osoba ( pod namiotem) trochę nas zniechęciło tym bardziej, że brak jest restauracji. Otocznie piękne i zadbane ale… Czegoś nam zabrakło.

8.Punkt Widokowy Polańczyk
https://maps.app.goo.gl/zPXD2KT5Fm8PmfcdA

8. Punkt widokowy w Polańczyku

9. Polańczyk Cypel
https://maps.app.goo.gl/RYSPe5o8hqg4izt77

9.Plaża Polańczyk

Cudownie piękne miejsce z piaszczystą plażą.

10. Solina

11. Mrzygłodzkie Skrzydła
https://maps.app.goo.gl/NPrpPvbsQjRFAhcE9

10. Skrzydła

Przebywaj w otoczeniu ludzi i rzeczy które Cię uskrzydlają 😍.

11. Most Linowy koło Wołodzi
https://maps.app.goo.gl/HGzMU6JPwX6umwA48

Jeśli nie widać różnicy to po co przepłacać? Loster szyba turystczna.

Po pierwszej przejażdżce GSem wiedziałem, że w najbliższej przyszłości zmienię w nim szybę .

Oryginalna jest dla mnie niska. Powietrze z owiewki wbija mi się w ramiona lub pod kask w zależności od ustawienia przez co robi mi się w nim strasznie głośno. Miałem okazję przejechać się GSem adv z oryginalnymi szybami i tam odczucia miałem dużo przyjemniejsze. Zacząłem więc szukać szyby od adv.

Przed wyjazdem w Bieszczady trzeba było coś wybrać. Używana od adv to koszt ok. 1000 zł – 1200 zł z pałąkiem do mocowania. Obłęd dla kawałka starego plastiku. Ceny nowej nawet nie sprawdzałem. Postanowiłem więc poszukać jakiegoś zamiennika.

Najpierw wpadła mi w oko szyba od puig 4331. Turystyczna, wyższa o 13 cm. Cena ok. 560 zł. Właściwie byłem na nią zdecydowany ale w czasie zamawiania w proponowanych wyskoczył mi loster. Hmm… Sprawdzę…

Wydawał się bardzo podobny do adv ale cena 320 zł 😁 ( nowa w kilku odcieniach do wyboru). Zamawiam. Najwyżej oddam jak będzie słaba.

Przyszła po 2 dniach. Montaż bez problemów. Wszystko pasuje. Wyższa też o 12 czy 13 cm. Szersza również.

Pierwsza jazda i uśmiech na buzi. Dużo lepsza od oryginału, ponieważ tu już od 80 czułem się źle. Do 100km/h dało się wytrzymać, powyżej to już dla mnie męka. Zestaw bluetooth słyszałem gdzieś do około 80km/h. Powyżej tylko szum powietrza i targanie głową w każdą stronę.

Przy turystycznej szybie loster ( tak nazywają dłuższą wersję, bo mają też takiej długości jak oryginał) do pierwszej setki jest dużo ciszej. Bluetooth słyszę zawsze wyraźnie do 100km/h. Powyżej do ok. 120 słychać też przyzwoicie. Od 120-140 jest różnie zależności od wiatru.

W weekend zrobiłem ok. 1700 km. Z różnymi prędkościami. Dla mnie różnica jest ogromna i zdecydowanie warta swojej ceny. Jedno zastrzeżenie jakie mam to, że szyba powinna mieć usztywnienie jak w adv. Powyżej 120 km/h potrafi przy większych uderzeniach powietrza ( jeśli przejeżdża obok ciężarówka) dość mocno falować ( drżeć) co powoduje dyskomfort. Kupując można wybrać wersję grubszą ( 5mm ) za jakąś stówkę więcej. Nie będąc pewny czy Loster sprosta moim oczekiwaniom wybralem tańsza wersję. Dzisiaj wiedząc o tym kupiłbym wersję 5mm. Tak czy inaczej teraz jej nie będę zmieniać.

Pisząc tą opinię na liczniku ok. 2 tyś km przebiegu. Obawiałem się czy od drżenia szyby podczas większych prędkości nie zacznie pękać w miejscach mocowania ale do teraz wszystko ekstra. Jeśli nie widać różnicy, po co przepłacać 😁. Polecam

Na plus (+)

– stosunek cena/jakość

– wykonanie

– łatwy montaż

Na minus (-)

– mogłaby być sztywniejsza

– brak otworów na śruby jeśli chciałby się założyć pałąk usztywniający od adv.

„Co ludzie powiedzą”

Był kiedyś taki serial. Pani Hiacynta Bucket i mąż ( chociaż bardziej Ona) próbowali być dobrze postrzegani. Wyglądało to bardzo często śmiesznie, czasem, aż ręce opadały jak się to widziało. Wiadomo, że to była tylko komedia. W wielu przypadkach bardziej podkoloryzowana innym razem mniej ale … Czy aby na pewno?

Ile razy słyszę w życiu codziennym ” Co ludzie powiedzą?” . Niektórzy przez to się tak zamykają, że nie potrafią się cieszyć. Jakby spontaniczns radość była czymś zakazanym.

Ile razy miałeś ochotę zrobić coś z dzieckiem co niby dorosłemu nie przystoi np. zjechać na zjeżdżalni dla radości dziecka i siebie samego, potaplać sie z nim w błocie, wejść na drzewo, ale… ” Co ludzie powiedzą”… W ten sposób przez obcych, których nawet nie znasz zabierasz radość sobie i dziecku. Nie pozwalasz czuć się dobrze w swoim ciele. Blokujesz wewnętrzną radość… A przecież w każdym z nas jest odrobina dziecka 😁

Im społeczeństwo mniejsze tym, większy nacisk na bycie poprawnym. Spotkałem się z tym, że nawet zwykły spacer na wsi był czymś złym. ” Ten to jest nierób, za robotę by się wziął zamiast się kręcić bez sensu”.

Sam kiedyś wielokrotnie miałem takie myśli. Wywodzę się z małej wsi więc wyrosłem w takim otoczeniu. Męczyło mnie to strasznie, ale lęk przed pokazaniem siebie był większy. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to błędne koło. Przez wpojone blokady, mniej kochałem siebie, a bardziej chciałem być fajny przy innych i tak się zamykało koło.

Dzięki pracy nad sobą, zmianie myślenia, poprzez nabranie pewności siebie teraz nie martwię się tak opinią innych. Potrafię robić rzeczy „głupie” w oczach innych, ale dla mnie są one fajne, żyję dla siebie… Nie dla nich. Kocham bardziej siebie, niż jakiś obcych ludzi, którzy nie potrafią być sobą.

W mojej opinii ocenianie i obgadywanie czyjegoś postępowania to najzwyklejsza zazdrość, że ktoś ma odwagę postąpić inaczej niż ogół. Im głośniej wyrażają opinię tym bardziej zazdroszczą… Odwagi kochani 😉

Ludzie silni żyją swoim życiem. Skupiają się na swoich pragnieniach i potrzebach, swoich celach, mają swoje barwne życie więc nie szukają atrakcji u innych. Nie obgadują, bo nie mają na to czasu. Doceniają otoczenie i ich wybory bez zbędnego komentowania. Kochają siebie i bliskich dbając o rozwój swój i akceptację wyborów innych.

T. R.

Tragiczne zakończenie wycieczki

W zeszłym tygodniu w czasie pracy postanowiłem się oderwać od codzienności i zrobić sobie małą przejażdżkę na tor w Kisielinie. Pogoda sprawdzona, urlop wypisany kilka wiadomości do znajomych. To będzie fajny wypad.

Niestety powoli wszyscy się wykruszyli. Pokonała ich pogoda, limit decybeli na torze albo życie rodzinne. Zostałem sam. Hmm… Właściwie po co mam czekać na kolejny dzień jak mogę wyjechać w ten sam dzień i zrobić sobie noc pod namiotem.

Szybki powrót do domu z pracy. Obiad w locie i pakowanie. Śpiwór, namiot, jakaś bielizna i w drogę.

Już na moto i ….. hmmm…. ale gdzie ja właściwie jadę 🤔😂. Mapa i szybkie szukanie celu w rejonie Zielonej Góry. Jezioro Sławskie, Sława. Naviekspert ustawiony na trasę 4×4. To lecimy.

Szutry, boczne drogi i lasy. Przeplecione czasami lepszymi asfaltami ( chyba 6 km drogi S5) i pięknymi widokami.

Trochę się spieszyłem, bo wyjechałem z domu o 18-stej. Jednak nie sposób było się czasami nie zatrzymać by zrobić fotę. Kocham wiosnę, uwielbiam jak przyroda budzi się do życia. Jest pięknie, kolorowo. GS daje możliwość zobaczyć to wszystko w wolnijszym tempie niż wcześniej. Nigdy nie lubiłem jeździć autostradami motocyklem, ale nawet bocznymi drogami jechałem szybszym tempem. Tu GS zachęca do wyluzowania. Pora na mały przystanek. Szukam czegoś. Jest wieża widokowa w Siekowie . Jakieś 20 km, jadę.

Widok z dołu na wieżę.
Widok z wieży na dół 😁

Fajne miejsce. Wieża ma 30m wysokości, ale postawiona jest na wzgórzu co daje dużo większe możliwości niżby mogło się wydawać. Dodatkowym plusem dla leniwców jest to, że da się podjechać pod nią autem pawie pod same schody 😂. Niestety te 130 schodów trzeba pokonać samemu 😉.

Widok z góry uświadomił mnie, że zachód słońca już za chwilę. Rzut oka i jadę dalej.

Długo nie dałem rady pojechać. Wyjeżdżając z leśnej drogi ukazał mi się ten widoczek 🤩😍

Do celu nie było już daleko. 30 kilometrów i jestem.

Jezioro Sławskie, plaża w Sławie.

Sklep. Zakupy… 4 piwa…. Hmm I tak tyle sam nie wypiję. Kupiłem dwa. Jak się okazało i tak wypiłem tylko jedno. Za to z jakim widokiem.

Jednak nauczony doświadczeniem najpierw rozłożyłem namiot.

Zmęczenie dało się we znaki. Zasnąłem bez problemu przy akompaniamencie rechotu żab.

Poranek też był ” muzyczny” jednak tym razem prym wiodły ptaki. Obudzić się i rano słyszeć śpiew ptaków i mieć taki widok z namiotu? Nie da się wstać inaczej jak z uśmiechem od ucha do ucha. 😁

Pakowanie, zapłata za nocleg wyznaczenie celu i w drogę.

Znowu daleko nie jechałem, bo w okolicy jest jedna z najwyższych wież na jaką miałem okazję wejść ” Joanna” około 40 metrów. Stoi ona skraju jeziora, ale jakby po przeciwnej stronie Sławy.

Koło wieży około 100m jest fajny parking i miejsce na grila z placem dla dzieciaków. Miejsce czyste i zadbane.

Nie czas teraz na grilla. Jadę dalej tym razem po nauczce w zeszłym roku przez Nową Sól, bo nie mam ochoty się wracać jakby znowu prom nie działał.

W Nowej Soli są fajne atrakcje dla dzieci. Zaraz blisko siebie.

Park Fizyki
68 356 09 64
https://maps.app.goo.gl/o51xnj6QCGwyNVWy8

Oprac. fot. Alicja Jóźwicka LM

Park Krasnala Nowa Sól
667 751 030
https://maps.app.goo.gl/TgADZtyb8isneNuC7

Z tego co słyszałem to oba godne polecenia. Byłem bez dzieci, więc tym razem odpuściłem sobie tą atrakcję, ale przy okazji kiedyś wpadniemy.

Kolejne 50 kilometrów i jestem u celu.

Niestety chwilę przed Starym Kisielinem zaczęło coś się dziać z hamulcami w BMW. Nie zraziło mnie to żeby jednak godzinkę polatać po torze. Było ekstra ale przyjemność mi zabierała obawa o moto. Godzinka wystarczyła. Po za tym do zjazdu z toru zmobilizował mnie deszcz, który popsuł frajdę.

Kolejny raz okazało się , że nie sam cel się liczy, droga do niego jest czasami większą przyjemnością.

Następny przystanek był na kawkę i coś do zjedzenia. Żeby nie być samemu, postanowiłem wypić kawę pod patronatem Jezusa ze „Świebodzineiro ” 😂🤣.

Droga powrotną była już mniej wesoła. Jak się okazało problemy z hamulcem narastały. Kawałek za Świebodzinem straciłem całkowicie hamulce. Dalsza jazda była wyzwaniem ale ja nie dam rady? 😜. Powoli do celu i nie ma innej opcji sukces.

Ktoś kiedyś rozwinął skrót BMW

Będziesz Miał Wydatek

Diagnoza – Pompa ABS umarła. Nowa podobno 2000 € plus wymiana. 😲😲😲🤦‍♂️🤦‍♂️🤦‍♂️ Jest sens go naprawiać? Zobaczymy.

Tom

Galeria

Moja miłość od pierwszego wejrzenia Honda Cbf 1000. Subiektywna opinia

Moim zdaniem motocykl cudny i nudny 🤣. Idealny do wszystkiego i nieidealny we wszystkim. To zdanie jest świetnym streszczeniem  całego opisu, który jest poniżej 😉.

Przygodę z Hanią rozpocząłem przez zupełny przypadek. Chciałem zmienić swoją aktualną yamahę R1 na coś co nie będzie chciało zabić mnie każdego razu kiedy na nią wsiadam. R1 po prostu nie nadawała się na codzienne dojazdy do pracy wcześnie rano. Asfalt wtedy jest zimny, wilgotny, sprzyja to driftowaniu na rondach do 3 biegu, a rano chociaż adrenalina potrzebna żeby się obudzić to z taką dawką czułem się nieco przytłoczony.

Szukając czegoś uniwersalnego i mniej porywczego trafiłem na ogłoszenie Hondy CBF 1000 z 2006. Jak pojechałem ją obejrzeć zakochałem się od pierwszego wejrzenia, chociaż wcześniej wcale mi się nie podobały CBFki. Taką ją zobaczyłem i się ❤️

Przechodząc teraz do opinii.

Silnik – kilka koni poniżej setki to nie za dużo ale fajnie przyśpiesza na każdym biegu. Tak naprawdę to jeden z ogromych plusów motocykla. Jednostka nie do zajechania przy zdrowym używaniu. Spalanie przyzwoite. Najniższe jakie udało mi się mieć to około 4.9l, ale jadąc na trasie z innym moto 125cm pojemności. Więc jazda do 100km/h. Najwięcej spalił ok. 9.5l z 2 kuframi i prędkością 190-220 na autostradzie. Średnio spalał mi ok. 5.4-6.0. Oleju prawie nie brał. Elastyczność wzorowa nawet w dwie osoby. Do ideału brakowało mu jednak z 20 koni.

Hamulce – jak wszędzie piszą tak i u mnie najsłabszy punkt. Pomimo przewodów w oplocie stalowym hamulec zawsze miał dla mnie za mało do zaoferowania. Nauczony po R1 zawsze hamowałem jednym palcem. Tak tu było to ciężkie do wykonania. Przy czym w dwie osoby nawet dwa palce to było za mało i trzeba było użyć wszystkich. Na plus był ABS i układ dual wspomagający hamowanie tylnym kołem ale to nadal dużo za mało. Układ dual w hondach to moim zdaniem świetne rozwiązanie. Lekko dohamowujące tylne koło powoduje dużo lepszą stabilność motocykla w czasie hamowania bez dodatkowej ingerencji kierowcy. Szczególnie początkującym kierowcą znacznie poprawia to skuteczność hamowania.

Zawieszenie – miękkie i potrafiące dobijać. Mówię teraz o przodzie. Podobno próbowali łać gęstszy olej do lag, ale to średnio pomagało. Szczególnie we dwoje było czuć jak zawias się męczył. Odbijało się to na hamulcach, bo zamiast od razu zwalniać moto najpierw był efekt dobicia zawieszenia, a dopiero później zwalniania. Tył było można regulować i to wystarczało żeby dostosować go do odpowiednich upodobań. Za to miękki zestrojenie dawało fajny komfort na długich wyjazdach i czasami dziurwaych polskich drogach na przykład w Bieszczadach. Moje zasięgi dzienne dochodziły do 750 km i to bez większych problemów.

Pozycja za kierownicą – wygodna, dającą spore możliwości. W czasie turystyki prawie wyprostowane plecy dawały komfort ale dawało się i pośmigać na torze kartingowym na kolanie.

Ogólna opinia? Dla mnie to miłość, więc nie jestem w stanie dać rzetelnej opinii 😅. Nazywałem ją czasami osłem roboczym. Zrobiłem na niej blisko 30k kilometrów w 2 sezony. Po trochę w każdych warunkach pogodowych i  drogowych w żadnych mnie nie zawiodła.

Dojazd do pracy nawet w temperaturze poniżej zera nie sprawiał kłopotów, bo silnik na niższych obrotach nie był bardzo zrywny, więc dawał poczucie bezpieczeństwa. Tylne siedzenie wygodne dla plecaczka i pakowne jeśli było potrzeba więcej bagażu.

Na torze odkręcając manetkę pod czerwone pole dawał adrenalinę i Hania pięknie rysowała krechy na asfalcie podnóżkami 😉. ( nawet raz właściciel toru chciał mnie za to z niego wyrzucić). Z zamknięciem opon na torze nie było problemu.

W mieście Hania sprawowała się całkiem fajnie. Latem w korkach potrafiła nie źle grzać po nogach i pomiędzy nimi 😜. Za to zimą fajnie te same miejsca lekko ogrzewała. Między autami jak na swoją wagę około 240 kilo manewrowało się dość łatwo. Jej szerokość nie była bardzo męcząca między autami i w korku można było się przemieszczać dość sprawnie.

Jazda w trakcie deszczu też nie sprawiała dużego problemu. Wystarczyło się lekko schować za owiewką i jeśli się utrzymywało prędkość struga deszczu w większości nas omijała. Nawet w czasie ulewnego deszczu jak mnie złapał na drodze szybkiego ruchu potrafiłem wyjść z niego z tylko mokrymi butami i rękawicami ale suchym tułowiem.

Podsumowując, każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Nimo swojej wagi, da się nim śmigać na torze. Pomimo silnika 1000cm 3 nawet mniej doświadczony kierowca ogarnie go bez problemu.

Motocykl dla optymisty. Chcąc widzieć w nim pozytywy będzie idealny pod każdym względem 😁👌

Subiektywna opinia kasku Schuberth C4 pro

Mój kask nigdy nie należał do najlepszech, a czas i kilometry spędzone razem zmęczyły go i nadchodzi czas na nowy.

Zawsze marzyłem o czymś lepszym, bo do tej pory miałem same budżetowe HJC. Moim zdaniem są dobre na początek. Mają przyzwoity stosunek cena/jakość, ale ile można się bujać w byle jakości 😜. Czas na coś lepszego!

W weekend była możliwość jazd testowych w kaskach shoei w 4Ride. Niestety, miałem inne plany i nie zdarzyłem wykorzystać sytuacji. Mam nadzieję, że uda się kolejnym razem.

Za to od kwietnia chłopaki w Motormind mają kaski testowe od schubertha. Fajna opcja, bo są one dostępne cały czas. Wypożyczać można o każdej porze. Teoretycznie na godzinę ale można się dogadać jak nikt wcześniej nie zamówił kolejnej jazdy. Ja jeździłem prawie 2.5h.

Tak więc dostałem. Nówkę z kartonu Schuberth C4 pro white.

Kask klasy premium. Kosztuje sporo. Reklamuje się go jako najcichrzy kask. Jak jest w rzeczywistości?

Pierwsze wrażenie? Jakość wykonania na 6. O ile sam kształt może się podobać lub nie, to jakość wykonania mało kto będzie próbował podważyć. Wyściółka bardzo miękka i miła w dotyku. Kask jest sztywny nawet po otwarciu szczęki, a ona po zamknięciu trzyma się stabilnie.

Zakładanie na głowę? Hmm… Jak to mówią… Tylko ten kto miał nowy kask, wie co to ból głowy 🤣. Coś w tym jest. Dobrałem rozmiar jak zawsze L. Niby według rozmiarówki powinien być ok. Teraz po jeździe wiem, że to był błąd. Kask na głowę wchodzi ciasno i trzyma się jej bardzo dobrze. Ma się wrażenie, że otula głowę dużo bardziej niż mój, pewnie to dzięki przytulnej wyściółce której jest dużo nawet na pasku. Jednak dla mnie rozmiar L z gamy Schubertha jest za mały. Jeśli go kupię to XL, bo klamra zapinająca obtarla mi szyję. Całą jazdę czułem dyskomfort, a po dłuższym czasie było to bardzo męczące.

Po założeniu kasku mega wrażenie robi wizjer. Jego szerokość jest dla mnie niesamowita. Pinlok też jest szeroki i nie zasłania tak jak w moim starym HJC. Dodam, że dają go w zestawie i jest już zamontowany. Szybka zamyka się wzorowo.

To jedziemy. Pierwsze metry rozwiały moje złudne marzenia o ciszy w kasku. Jednak jest prawdą, że nie ma cichych kasków, choć jest lepiej.

Za to bardzo mnie zaskoczyła aerodynamika. Jazda na wprost i obroty głowy nie powoduje turbulencji ani specjalnego wzrostu hałasu. To naprawdę działa tak jak w reklamie. 👍 Jazda z otwartą szczęką też jest fajna. Choć sam kask nie ma homologacji na taką jazdę, mam wrażenie, że też był tesowany pod takim kątem.

Wentulacja – jest wyczuwalna. Czuć ją prawie w całym kasku. Nawet przy mniejszej prędkości w mieście robi się przyjemnie. Ogólnie na plus.

Szczęka zamyka się dobrze. Nie zauważyłem problemów. Działa tak jak powinna. Ma metalowe mocowania. Tyle w temacie.

Zapięcie micro-lock. Lubiane i nie. Każdy ma do tego swoje podejście. Mi ono pasuje. Potrafię zapiąć i rozpiąć kask jedna ręką, a nie jeżdżę na tyle sportowo żebym miał ciśnienie na podwójne D. Choć wbiłem się w kask rozmiaru L to ono wybiło mi z głowy kupno tej wielkości. Mocowanie zapięcia jest przesunięte lekko do tyłu. Jest blisko szyi. Większy rozmiar kasku wyeliminował mój problem.

Kask w wersji pro więc z zamontowanymi głośniczkami i mikrofonem. Nie miałem możliwości wypróbowania. Nie mam więc opinii.

Ogólna opinia. Czy warto go kupić? Odpowiedź brzmi tak i nie. Na nie, przemewia tylko i wyłącznie cena. Na tak, wysoki poziom jakości wykończenia, świetna aerodynamika i widoczność oraz bardzo wytrzymała skorupa ( tego nie testowałem 😉). Osobiście uważam, że jak kogoś stać to warto ale brać ale brać kredytu dla lansu nie ma co.

A Wy jakie inne typy macie do zaproponowania? Myślę jeszcze wziąść na testy minimum shoei neotec 2 i wtedy może podejmę decyzję. Pozdrowienia T. R.