TET Poland- trip- endorfiny- szutry i kupa satysfakcji

TET Polska, 5 tras, 3069,5 km w Polsce.


Raz miałem okazję przejechać się odcinkiem południowym. W ostatnim czasie przejechaliśmy prawie cały odcinek.
Odcinek zachodni to 375km w dużym skrócie z północy na południe po zachodniej stronie. Podobno ma największy procent dróg offroadowych.


Miałem pewne obawy przed wyjazdem. Słyszałem o dużych ilościach piasku, sam również bywałem na poligonach w okolicach Żagania. Jak się okazało w suchych okolicznościach trasa bardzo przyjemna. Dająca się przejechać nawet ciężkimi motocyklami. Sprawa wygląda na pewno zupełnie odwrotnie kiedy popadało kilka dni. My mieliśmy dość sprzyjające warunki pogodowe od żaru lejącego się z nieba, poprzez lekki i ciepły deszcz, a pod wieczór przyjemny chłodek.

Odcinek TET nr. 5 pokonaliśmy z południa na północ. Start z okolicy Lwówka Śląskiego. Na początku było więcej asfaltu z wyjątkiem w okolicach Jezior Rakowickich 1szego i 2ego. Tam wokół nich jest bardzo sypki piasek. Dla mniej lubiących taką nawierzchnię proponuję unikać zjazdu w ich kierunku.

Później trasa kręci się między polami, lasami, aż w okolicach Leszna Górnego przecina rzekę Bóbr. Ciekawe miejsce. Nie da się tam łatwo przejechać mostem, chociaż gdzieś nadrabiając może jest taka opcja, ale nie ma się czego bać. Dno jest wyłożone płytami betonowymi i raczej nie jest śliskie. Wody jest jak na filmie. Sama przyjemność 😉😁

Później znowu lasy i przyjemny cień, przeplatał się z polami. Coraz więcej jednak pojawiało się piasku. Rejon Żagania bez umiejętności jego pokonywania to może być droga przez mękę. Wystarczy jednak kilka ćwiczeń, zmniejszenie ciśnienia w kołach i da się go pokonać. 😉

Kolejnym z ciekawych miejsc jest stare opuszcone lotnisko wojskowe w okolicach wsi Wiechlice. Dla bardziej spoconych po piaskowym koszmarze jest możliwość ” przewietrzyć się nieco szybciej 😜”.

Kolejny punkt leży minimalnie obok trasy. Sama trasa przez niego nie przebiega, ale jeśli ktoś lubi wodę to zachęcam. Bezpieczne miejsce na pokonanie rzeki Bród Łagoda koło wsi o tej samej nazwie.

Od tego miejsca trasa to prawie 100% off. Leki i przyjemny jak jest sucho. Może być trudny w porze deszczowej, bo widać sporo gliny, która potrafi zabić chęci do jazdy jak jest mokro.

Miejscami nawet kiedy nie padało kilka dni stoi w nieckach sporo wody i można się lekko pobrudzić

Pierwszy dzień zakończyliśmy kąpielami i piwkiem w Łagowie. Zbaczając kilka kilometrów z trasy, ale warto tam podjechać jeśli ktoś jeszcze nie widział tego urokliwego miasteczka. Jest tam też spora baza hotelowa i gastronomiczna, więc można zregenerować siły.

Kolejny dzień już bez większych trudności, choć trzeba przyznać, że trasy asfaltowej było mało. Królowały szutry i leśne ścieżki. Czasami nawet wąskie. Było na tyle szybko, że nawet nie chciało się nam stawać, żeby robić zdjęcia czy filmy.

Na wyróżnienie na pewno zasługuje MRU Boruszyn i Pniewo. Warto odwiedzić bunkry, bo to kawał historii. A dla ugotowanych motocyklistów możliwość schłodzenia się w temperaturze okolo 7 stopni jeśli dobrze pamiętam.

Do Strzelec Krajeńskich dojechaliśmy bardzo szybko. Trasa temu sprzyjała.

Kilka km nam zabrakło do pokonania całego odcinka, ale doszliśmy do wniosku, że nic ciekawego już tam nie będzie, a do domu trzeba jeszcze wrócić, co dla nas oznaczało kolejne 200km drogi.

Podsumowując…. TET to świetna zabawa i obcowanie z naturą. Omija się cywilizację jak to tylko możliwe. Poziom trudności trasy w warunkach suchych określiłbym na 3-4/10. Chyba każdy kto tylko się nie boi zjechać z czarnego da go radę przejechać pod warunkiem, że nie boi się gleby. Ja po przejechaniu tego kawałka nabrałem tylko jeszcze większej ochoty do przejechania całego Polskiego TET, a w przyszłości i po za granicami kraju. Czas pokaże 😉. Jeśli macie pytania śmiało piszczcie. A może ma ochotę ktoś się do nas dołączyć? 😉 Pozdrawiam

Jeden milimetr robi różnicę 😁. Szyba Loster do BMW r1200gs

W zeszłym sezonie kupiłem turystyczną szybę loster. Zrobiłem razem blisko 10k km z tego z nową szybą około 7k. Zdecydowanie lepiej mi się z nią jeździło jak z oryginalną.

Wiadomo, że ta od adv byłby lepsza, ale wydać 1200 zł za używaną to grube przegięcie, a kupno nowej to już szaleństwo. Dlatego uważam, że loster to świetny wybór w stosunku cena/jakość.

Szyba o grubości 4mm miała jeden minus. Była dość giętka i przy prędkościach powyżej 120km/h w zależności od wiatru potrafiła mocno „pływać”. Miało też to plus, bo nawet wywrotka do góry kołami nie uszkodziła jej w najmniejszym stopniu 😁.

Zdjęcie zaraz po podniesieniu ( słabej jakości ale byłem pod ogromnym przypływem adrenaliny, który był potrzebny do obrócenia samemu kloca 240kg ).

Pewnie jeździłbym z nią dalej. Jednak moje przeginanie musiało się kiedyś skończyć 🤣.

Szyba nie przetrwała zimowych przejażdżek. Jazda po śniegu była okey, ale lód który się skrył pod śniegiem spowodował glebę i pęknięcie szyby. Przy tempetraturze – 10 pleksi robi się sztywne i podatne na pęknięcia.

Kupiłem więc ponownie turystyczną szybę loster, ale tym razem nie poskąpiłem i wybrałem droższy wariant 5 milimetrowy.

https://allegro.pl/oferta/szyba-turystyczna-loster-bmw-r-1200-gs-2004-2012-10758427555?utm_medium=afiliacja&utm_source=ctr&utm_campaign=e90dd32b-77b6-41c9-b5b6-4762a1abb410

Dziś jestem po tysiącu kilometrów z nowym nabytkiem. Niby tylko 1mm, a robi wielką różnicę. Szyba jest znacznie sztywniejsza. Dużo mniej „pływa” podczas szybszej jazdy.

Jak widać na nagraniu szyba jak i cały moto głównie drży od opon terenowych, a „pływanie” szyby jest ale na akceptowalnym poziomie.

Uważam, że jak za cenę 430 zł to zdecydowanie warto jeśli ktoś szuka alternatywy do kupowania używanej szyby adv. Tym bardziej, że tutaj mamy dodatkowo wybór koloru szyby i mocy jej przyciemnienia.

Plusy:

+ dużo sztywniejsza niż ta grubości 4mm

+ ładnie wygląda zamontowana ( chociaż to subiektywne odczucie)

+ łatwy montaż, wszystko pięknie pasuje podczas montażu

+ rewelacyjny stosunek cena/jakość

+ możliwość wyboru koloru przy kupnie oraz przyciemnienia

Minusy:

– może pękać w minusowych temperaturach 😜

– mimo większej sztywności, przydałby się stelaż usztywniający jak w adv lub widziałem też zestaw od givi do usztywnienia szyby.

– gdyby była chęć mocowania stelaża usztywniającego trzeba samemu wiercić otwory do montażu.

Bieszczady – nowa, wielka miłość ❤️

W zeszłym tygodniu miałem okazję wybrać się w Bieszczady. Pierwsza i ostatnia część podróży była samotna. Przez co szukałem przygód po za asfaltami. Razem w obie strony to 600km z tego 30-40% to szuter, lasy, pola. Czasami nawet ściernisko, wykoszone wcześniej przez kombajny, kiedy skończyła mi się droga ( nawet ta szutrowa), zaczęło się szczere pole i zaczęła jazda na azymut w odpowiednim kierunku. Fajne przygody 😜. Wymaga to sporo umiejętności jazdy terenowej. Od momentu zakupu GSa jestem w tym dużo lepszy, ale każdy kto jeździ w terenie wie, że gleby są nieuniknione. Będą zawsze kiedy sprawdza się swoje granice, ale tylko w ten sposób da się je podnosić wyżej.

Reszta czasu to jazda we dwoje z bagażem. Trudno w ten sposób pędzić szybko, bo motocykl nie jest już tak zwrotny. Nie da się też zjechać w trudniejszy teren po za lekkim szutrem. Ruszyliśmy więc w kierunku gór. Cały nasz plan to było wyjechać w środę, wrócić w niedzielę i zaliczyć w jakimś stopniu Bieszczady.

Pierwsza noc to rejon Nowego Sącza, a dokładniej w Woli Kroguleckiej. Jest tam punkt widokowy

Platforma Widokowa Ślimak
https://maps.app.goo.gl/QpEoqqRXvG4ppmoaA

A z niego widok, który nie pozwolił nam pojechać dalej 😍.

Pojechaliśmy zrobić zakupy przy okazji zauważyliśmy Ruiny zamku które nie omieszkaliśmy zwiedzić. Dojechać można pod niego prawie na odległość rzutu kamieniem. To duży plus dla leniuchów 😉. Wejście darmowe.

Ruiny zamku w Rytrze
https://maps.app.goo.gl/tKHiE1rc8WZbCu7i6

Powrót na „nasze pole namiotowe” i rozbicie namiotu. Kolacja i spełnianie marzenia. Noc w namiocie z takim widokiem

Jak to bywa w życiu, coś często wygląda ekstra w TV, jak to robimy na żywo okazuje się, że już tak dobrze nie jest 🤣😂. Teraz… Hmm… Zwierzęta dawały nam się w nocy we znaki, ale poranek, kawa i śniadanko z takim widokiem wszystko wynagrodziło.

Pełni sił po pyszynej kawie i jajecznicy zebraliśmy ekwipunek i ruszyliśmy w kierunku Muszyny. Szczerze mówić nigdy mi się nie przewinęła nazwa tej miejscowości. Za to zrobiła na nas fajne wrażenie. Ciche i spokojne miasteczko pełne różnego rodzaju parków i ośrodków uzdrowiskowych. Zaskoczony byłem od samego początku kiedy nikt nie wyciągał ręki za parkowanie 😏. Tak samo kiedy szukaliśmy toalety – bezpłatne 😊. Jakie to dziwne w Polsce.

Niestety płatność tylko gotówką trochę nam popsuła plany, więc dość szybko ruszyliśmy w kierunku Ustrzyk Górnych po drodze odwiedzając Bar u Tedika z przepysznym pstrągiem polecanym przez miłą Panią z Muszyny.

U Tedika
https://maps.app.goo.gl/GBaQ1sijhGHuDKATA

Mógłbym dalej opisywać krok po kroku naszą przygodę ale pewno i tak każdy czyta początek i ogląda zdjęcia. Przejdę więc do podsumowania i wrzucę kilka zdjęć z opisem.

A gdybyście chcieli rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady to polecamy te miescja.

1.Wieża widokowa i ścieżka w koronach drzew
789 402 005
https://maps.app.goo.gl/xjt48siYdT7po6hN7

1.Wieża widokowa ścieżka w koronach. Krynica-Zdrój

My jej nie zwiedziliśmy. Nie urzekła nas. Być może byliśmy zbyt zmęczeni, może głodni 🤷‍♂️.

2. Tarnica
https://maps.app.goo.gl/LJbKXw8tUieAJkVp6

Tarnica

Tu mogę dodać że jest kilka sposób na wejście. Od strony Wołosatego szlakiem niebieskim ok. 2.5h. Dość strome wejście, kamieniste, sporo schodów.

Z Wołosatego szlakiem czerwonym ok. 5.5h. Z opowiadań tylko wiemy, bo osobiście nie szliśmy.

I opcja numer 3 to atak na szczyt z Ustrzyk Górnych czerwonym szlakiem ok. 3.5h. Pierwsza część wejścia mniej stroma ale dłuższa niż w niebieskim szlaku. Później już ponad linią drzew bardziej stromo ale często są schody . Piękne widoki.

3. Pinezka
https://maps.app.goo.gl/na4e4Rg1xcPcvG7x6 . Fajne miejsce do zanurzenia tyłka w rzece. Nie jest to Park narodowy.

3. Rzeka Wołosatka

4. Parking Bukowiec
https://maps.app.goo.gl/oKSE6uC7uTek2KvdA

4. Najdalszy punkt na południe jaki można dojechać pojazdem.

5. Słup graniczny
https://maps.app.goo.gl/FJMFyLyKnc8CftJC6

5.Słup graniczny Polska – Ukraina

6. Punkt Widokowy Lutowiska
https://maps.app.goo.gl/kmdSrvyhraKRJe2Z8

6. Punkt Widokowy Lutowiska

7. Bieszczadzka Przystań Motocyklowa
793 120 095
https://maps.app.goo.gl/642jxzbEwrZdSxi49

7. Bieszczadzka przystań motocyklowa.

My tu nie nocowaliśmy . Koszt 40 zł osoba ( pod namiotem) trochę nas zniechęciło tym bardziej, że brak jest restauracji. Otocznie piękne i zadbane ale… Czegoś nam zabrakło.

8.Punkt Widokowy Polańczyk
https://maps.app.goo.gl/zPXD2KT5Fm8PmfcdA

8. Punkt widokowy w Polańczyku

9. Polańczyk Cypel
https://maps.app.goo.gl/RYSPe5o8hqg4izt77

9.Plaża Polańczyk

Cudownie piękne miejsce z piaszczystą plażą.

10. Solina

11. Mrzygłodzkie Skrzydła
https://maps.app.goo.gl/NPrpPvbsQjRFAhcE9

10. Skrzydła

Przebywaj w otoczeniu ludzi i rzeczy które Cię uskrzydlają 😍.

11. Most Linowy koło Wołodzi
https://maps.app.goo.gl/HGzMU6JPwX6umwA48

„Co ludzie powiedzą”

Był kiedyś taki serial. Pani Hiacynta Bucket i mąż ( chociaż bardziej Ona) próbowali być dobrze postrzegani. Wyglądało to bardzo często śmiesznie, czasem, aż ręce opadały jak się to widziało. Wiadomo, że to była tylko komedia. W wielu przypadkach bardziej podkoloryzowana innym razem mniej ale … Czy aby na pewno?

Ile razy słyszę w życiu codziennym ” Co ludzie powiedzą?” . Niektórzy przez to się tak zamykają, że nie potrafią się cieszyć. Jakby spontaniczns radość była czymś zakazanym.

Ile razy miałeś ochotę zrobić coś z dzieckiem co niby dorosłemu nie przystoi np. zjechać na zjeżdżalni dla radości dziecka i siebie samego, potaplać sie z nim w błocie, wejść na drzewo, ale… ” Co ludzie powiedzą”… W ten sposób przez obcych, których nawet nie znasz zabierasz radość sobie i dziecku. Nie pozwalasz czuć się dobrze w swoim ciele. Blokujesz wewnętrzną radość… A przecież w każdym z nas jest odrobina dziecka 😁

Im społeczeństwo mniejsze tym, większy nacisk na bycie poprawnym. Spotkałem się z tym, że nawet zwykły spacer na wsi był czymś złym. ” Ten to jest nierób, za robotę by się wziął zamiast się kręcić bez sensu”.

Sam kiedyś wielokrotnie miałem takie myśli. Wywodzę się z małej wsi więc wyrosłem w takim otoczeniu. Męczyło mnie to strasznie, ale lęk przed pokazaniem siebie był większy. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to błędne koło. Przez wpojone blokady, mniej kochałem siebie, a bardziej chciałem być fajny przy innych i tak się zamykało koło.

Dzięki pracy nad sobą, zmianie myślenia, poprzez nabranie pewności siebie teraz nie martwię się tak opinią innych. Potrafię robić rzeczy „głupie” w oczach innych, ale dla mnie są one fajne, żyję dla siebie… Nie dla nich. Kocham bardziej siebie, niż jakiś obcych ludzi, którzy nie potrafią być sobą.

W mojej opinii ocenianie i obgadywanie czyjegoś postępowania to najzwyklejsza zazdrość, że ktoś ma odwagę postąpić inaczej niż ogół. Im głośniej wyrażają opinię tym bardziej zazdroszczą… Odwagi kochani 😉

Ludzie silni żyją swoim życiem. Skupiają się na swoich pragnieniach i potrzebach, swoich celach, mają swoje barwne życie więc nie szukają atrakcji u innych. Nie obgadują, bo nie mają na to czasu. Doceniają otoczenie i ich wybory bez zbędnego komentowania. Kochają siebie i bliskich dbając o rozwój swój i akceptację wyborów innych.

T. R.

Subiektywna opinia kasku Schuberth C4 pro

Mój kask nigdy nie należał do najlepszech, a czas i kilometry spędzone razem zmęczyły go i nadchodzi czas na nowy.

Zawsze marzyłem o czymś lepszym, bo do tej pory miałem same budżetowe HJC. Moim zdaniem są dobre na początek. Mają przyzwoity stosunek cena/jakość, ale ile można się bujać w byle jakości 😜. Czas na coś lepszego!

W weekend była możliwość jazd testowych w kaskach shoei w 4Ride. Niestety, miałem inne plany i nie zdarzyłem wykorzystać sytuacji. Mam nadzieję, że uda się kolejnym razem.

Za to od kwietnia chłopaki w Motormind mają kaski testowe od schubertha. Fajna opcja, bo są one dostępne cały czas. Wypożyczać można o każdej porze. Teoretycznie na godzinę ale można się dogadać jak nikt wcześniej nie zamówił kolejnej jazdy. Ja jeździłem prawie 2.5h.

Tak więc dostałem. Nówkę z kartonu Schuberth C4 pro white.

Kask klasy premium. Kosztuje sporo. Reklamuje się go jako najcichrzy kask. Jak jest w rzeczywistości?

Pierwsze wrażenie? Jakość wykonania na 6. O ile sam kształt może się podobać lub nie, to jakość wykonania mało kto będzie próbował podważyć. Wyściółka bardzo miękka i miła w dotyku. Kask jest sztywny nawet po otwarciu szczęki, a ona po zamknięciu trzyma się stabilnie.

Zakładanie na głowę? Hmm… Jak to mówią… Tylko ten kto miał nowy kask, wie co to ból głowy 🤣. Coś w tym jest. Dobrałem rozmiar jak zawsze L. Niby według rozmiarówki powinien być ok. Teraz po jeździe wiem, że to był błąd. Kask na głowę wchodzi ciasno i trzyma się jej bardzo dobrze. Ma się wrażenie, że otula głowę dużo bardziej niż mój, pewnie to dzięki przytulnej wyściółce której jest dużo nawet na pasku. Jednak dla mnie rozmiar L z gamy Schubertha jest za mały. Jeśli go kupię to XL, bo klamra zapinająca obtarla mi szyję. Całą jazdę czułem dyskomfort, a po dłuższym czasie było to bardzo męczące.

Po założeniu kasku mega wrażenie robi wizjer. Jego szerokość jest dla mnie niesamowita. Pinlok też jest szeroki i nie zasłania tak jak w moim starym HJC. Dodam, że dają go w zestawie i jest już zamontowany. Szybka zamyka się wzorowo.

To jedziemy. Pierwsze metry rozwiały moje złudne marzenia o ciszy w kasku. Jednak jest prawdą, że nie ma cichych kasków, choć jest lepiej.

Za to bardzo mnie zaskoczyła aerodynamika. Jazda na wprost i obroty głowy nie powoduje turbulencji ani specjalnego wzrostu hałasu. To naprawdę działa tak jak w reklamie. 👍 Jazda z otwartą szczęką też jest fajna. Choć sam kask nie ma homologacji na taką jazdę, mam wrażenie, że też był tesowany pod takim kątem.

Wentulacja – jest wyczuwalna. Czuć ją prawie w całym kasku. Nawet przy mniejszej prędkości w mieście robi się przyjemnie. Ogólnie na plus.

Szczęka zamyka się dobrze. Nie zauważyłem problemów. Działa tak jak powinna. Ma metalowe mocowania. Tyle w temacie.

Zapięcie micro-lock. Lubiane i nie. Każdy ma do tego swoje podejście. Mi ono pasuje. Potrafię zapiąć i rozpiąć kask jedna ręką, a nie jeżdżę na tyle sportowo żebym miał ciśnienie na podwójne D. Choć wbiłem się w kask rozmiaru L to ono wybiło mi z głowy kupno tej wielkości. Mocowanie zapięcia jest przesunięte lekko do tyłu. Jest blisko szyi. Większy rozmiar kasku wyeliminował mój problem.

Kask w wersji pro więc z zamontowanymi głośniczkami i mikrofonem. Nie miałem możliwości wypróbowania. Nie mam więc opinii.

Ogólna opinia. Czy warto go kupić? Odpowiedź brzmi tak i nie. Na nie, przemewia tylko i wyłącznie cena. Na tak, wysoki poziom jakości wykończenia, świetna aerodynamika i widoczność oraz bardzo wytrzymała skorupa ( tego nie testowałem 😉). Osobiście uważam, że jak kogoś stać to warto ale brać ale brać kredytu dla lansu nie ma co.

A Wy jakie inne typy macie do zaproponowania? Myślę jeszcze wziąść na testy minimum shoei neotec 2 i wtedy może podejmę decyzję. Pozdrowienia T. R.

Taki brzydki , że aż ładny 😜

Całe wcześniejsze doświadczenie z jazdy na motocyklu zbierałem na typowych „plastikach” lub ostatnio sport-turystyk jak było w przypadku Hani. Dlaczego teraz duże Enduro ?

No więc, cała moja miłość do GSa zaczęła się po jeździe testowej w BMW chyba Smorawiństki. Z tego co widzę w tym roku ma być kolejna edycja eventu. Zasady były tam proste. Bierzesz wybrane BMW i masz 2h na jazdy. Cały koszt to zatankowanie go na końcu do pełna. Świetna opcja z kilku względów.

Po pierwsze można prawie za darmo przejechać się całą gamą motocykli ( powyżej dostępne akurat w tym czasie co jeździłem ) , a jak się czasami okazuje coś na pozór nie w naszym guście, może wpadnie nam w oko. Tak było z GSem. Poszedłem tam przejechać się trzema zupełnie innymi motocyklami. Podczas podpisania umowy dostałem propozycje jazdy GSem. Po namyśle się zgodziłem, przecież nic mnie to nie kosztowało. Co się później okazało nawet nie pojeździłem wszystkimi, bo przy GSie reszta to jak WSKi . I tu wchodzi on cały na biało 😍( malowanie HP jest moim zdaniem najpiękniejsze dla GSa )

Faktycznie podszedłem do jazdy nim bardzo scepytcznie, żeby nie powiedzieć negatywnie. Pierwsze kilometry były takie sobie. Wymagało trochę czasu przywyknięcie do nowego stylu ( enduro ) ale z każdym kilometrem było tylko lepiej. Po wjechaniu na szutry od razu serce zabiło szybciej. To jest to 😍🤩 . Pozytywnie zaskoczył mnie od asfaltu, aż po szutry i nawet bezdroża . Silnik mi nie przeszkadzał, prowadzenie i zawieszenie wraz z ESĄ i bajeczne, hamulce tak samo. Po prostu prawie ideał . Dlaczego prawie ? Skrzynia biegów w porównaniu z japońskimi motocyklami taka jakaś … mmm trudno określić ale przypadła mi najmniej do gustu.

Zostawiłem swoje marzenie w stajni BMW i zapisałem w planach z oznaczeniem ” do realizacji ” .

Kiedy sprzedałem Hanię pojawiła się myśl … Co teraz 🤔 ? Właściwie dlaczego nie teraz skoro starszy model jest w zasięgu ? Tylko czy ona tak samo jeździ jak młodszy ? Pojawiło się kilka pytań. Postanowiłem się wybrać na jazdę testową najbliższym BMW 1200 który był w zasięgu. Dopadłem czerwonego brzydala choć po za zasięgiem finansowym dał mi to samo co nowszy GS .

Okazało się, że jeżdżą podobnie. Jest decyzja – KUPUJĘ GSa . Szukanie jak to zwykle bywa nie było łatwe. Okazy ” w 100 procentach bezwypadkowe ” okazały się szrotami nie wartymi złotówki, ale w końcu znalazł się rodzynek. Nie jest idealny, też miał jakąś przeszłość ponieważ ma malowane plastiki ale rama prosta, technicznie jest OK. Wygląd też spoko. Prowadzi się łatwo więc zapadła decyzja i został kupiony. Już Wam jest znany ale zawsze jest miło pokazać swoje zrealizowane marzenie 😍

I tu miejsce na takie malutkie przesłanie… Nie chowaj marzeń do szuflady, daj im żyć na zewnątrz… Działaj i realizuj 😉

T.R.

„Góry” dla leniwych.

W zeszłym tygodniu wybraliśmy się z Hanią w nowe rejony. Tam jej jeszcze nie było. Robiliśmy już dalsze wyprawy ale żadna nie prowadziła nas aż na ” Koniec Świata ” 🤣😂 ..

Kończy się droga, kończy się zasięg w telefonie i dopiero dojeżdża się do Końca Świata. Miejsce wygląda faktycznie tak jak się nazywa 😉 . Dla chętnych jest wybudowana Chata na Końcu Świata gdzie można w ciszy i spokoju wypić kawkę czy coś zjeść ale uwaga ! Trzeba to sobie przywieźć ze sobą .

Jednak jak to powiedział ktoś mądry „Jak wyznaczysz cel to nawet „Koniec świata” w połowie drogi nie jest w stanie Cię powstrzymać. 😁 ”

 Lecę dalej 😉 w kierunku Jury Krakowsko-Częstochowskiej.

Niestety nie miałem tym razem dużo czasu na zwiedzanie dlatego wybrałem najbliższą mi część jury czyli okolice Olsztyna i rezerwat Sokole Góry oraz troszkę dalej zamki w Ogrodzieńcu oraz Ruiny Zamku w Mirowie.

2. Zacznę może od Ruin Zamku w Olsztynie .

Widok na zamek z Góry Lipówki

Ruiny z nazwy i wyglądu. Zamek mocno zniszczony. Miejscowe władze starają się dbać o okolice i same ruiny dzięki temu wygląda to interesująco. Zamek umiejscowiony na wzgórzu przez co jest z niego piękny widok na okolicę.

3. Kolejne są Runiny zamku w Ogrodzieńcu.

Ruiny w świetle nocnym. Muszą wyglądać bosko. Mi nie było dane je oglądać w takiej wersji dlatego zdjęcie Dawida Janocha.

Piękna okolica, ruiny zamku bardzo okazałe i robiące wrażenie ogromnych przez umiejscowienie na wzniesieniu . Niestety przez wirusa zwiedzić wnętrza się nie dało . W okolicy rozbudowana infrastruktura z torem saneczkowym , ścianką wspinaczkową ( zdjęcie powyżej ) , parkiem miniatur i innymi atrakcjami dla dzieci ( park rozrywki ) . Dorośli też dla siebie coś znajdą 🙂 . My uraczyliśmy się bardzo smaczną kawką , a później żurkiem w restauracji Stodoła ( polecam ) .

Jak się okiem dobrze rozejrzeć to można dojrzeć Górę Birów i na niej Gród .

Oczywiście też było zamknięte ale nie byłbym sobą jakbym nie „rzucił okiem do środka „.

Ciekawią mnie zawsze takie miejsca. Jak się tam wtedy mieszkało. Cała społeczność włącznie ze zwierzętami mieściła się w stosunkowo małej przestrzeni. Dzisiaj takie życie jest nie do pomyślenia.

Dzień dobiegał końca . Trzeba było wracać ale po drodze wjechaliśmy tylko pod kolejne Ruiny . Tym razem Mirów.

Tu wejście jest płatne jeśli dobrze pamiętam 7 zł osoba dorosła. Są to też zniszczone , remontowane ruiny. Niestety pogoda nie była dla nas łaskawa i zaczęło padać. Zmęczenie też dało się we znaki i doszliśmy do wniosku , że trzeba uciekać odpocząć.

Byłem tam kilka dni. Kiedy znowu trafiła się ładniejsza pogoda postanowiliśmy tym razem trochę pochodzić. Ruszyliśmy nowu w okolice Olsztyna do Rezerwatu Sokole Góry. Hania potrafi podjechać w różne mniej dostępne miejsca , dzięki temu da się obejrzeć cel podróży nie schodząc z niej jak np. 5 Gorę biakło.

Jednak założenie było inne. Trzeba zejść z Hani „zdobyć szczyt” ( Góry Biakło ) i ruszyć w stronę rezerwatu .

Góra zdobyta w kilka minut. Swoją drogą z tego co do tej pory udało mi się zauważyć to góry w Jurze to takie góry dla leniwych 😉 . Tak naprawdę to jakby same szczyty. Podjeżdżasz pod nie na moto ale też autem można blisko podjechać i atakujesz szczyt do którego masz kilkaset metrów. Później pozostaje Ci tylko podziwiać piękną okolicę 😍 .

Idziemy do rezerwatu . Kilka fotek z niego .

Jaskinia Olszyńska ( jeśli dobrze pamiętam ) z zewnątrz.

I ta sama jaskinia z wewnątrz. To zdjęcie tylko samego wejścia bo w środku bardzo ciemno ale też głęboko i bezpiecznie. Można śmiało wejść mając mocną latarkę.

Rezerwat Sokole góry kryje w sobie jeśli dobrze policzyłem 5 jaskiń i kilka gór. Same góry nie są zbyt efektowne bo pokryte w wiekszości drzewami przez co widoki są bardzo ograniczone. Za to jaskinie są ciekawe. Niestety w większości nie można ich zwiedzać samemu. Nam udało się wejść jeśli dobrze pamiętam do Jaskini Olsztyńskiej bo nie ma tam ostrego spadu jak w innych oraz nie jest płatna co w dobie wirusa oznaczało by brak możliwości zwiedzania ( niedziałająca kasa i brak obsługi ) . Za to wirus spowodował błogi spokój. Śpiew ptaków towarzyszył nam wszędzie. Sarny biegały , ogólnie cisza i spokój w sam raz na cudowny relaks. Tak się ktoś relaksował, że aż wyrzeźbił takie cudo 🤣😂🤣😂🤣😂

Opis na nim „Twardy Kazik” uważamy, że powinno być jeszcze dodane „ZAWSZE Twardy Kazik” 🤣😂🤣😂🤣😂

Jak widać rezerwat potrafi zadowolić nie tylko zwierzęta 🤣😂🤣😂🤣😂

5 dni odpoczynku minęło bardzo szybko. Kiedy przyszła pora wracać pogoda nie rozpieszczała ale już po starcie w deszczu wyszło słoneczko i towarzyszyło mi przez większość drogi.

Jak to mówią ” Każdy koniec oznacza początek czegoś nowego ” . Ja trafiłem na ” Nowy Świat” do kompletu z wcześniejszym Końcem Świata.

btf

Pogoda spłatała mi figla i blisko Poznania zaczęło znowu padać . Dobrze, że tylko przelotnie i choć czasami mocno to akurat wtedy byłem w czasie jazdy i Hania ochroniła mnie. Nawet gdybym zmókł czym to jest dla takiego widoku 😓😓

Kiedy miałem już z 1000m do domu spojrzałem przed siebie i zobaczyłem to.

Nie mogłem się powstrzymać i pojechałem na małą sesję Hani. Pięknie wychodzi na zachodach słońca. 😓

W ten piękny sposób skończyła się wycieczka ale już nie długo będzie kolejna . Nie mogę się doczekać 😉 .

  1. Koniec Świata https://goo.gl/maps/gsVy8rxTqDc8wSbh6
  2. Ruiny Zamku w Ogrodzieńcu https://goo.gl/maps/5WUz5sHWbphKdsox7
  3. Ruiny Zamku w Olsztynie https://goo.gl/maps/2p7hVzjundGpmEmLA
  4. Ruiny zamku w Mirowie https://goo.gl/maps/pQPrxMgrbP5ZStGZ9
  5. Góra Biakło https://goo.gl/maps/VFZWaFHh3DaqkJoX9
  6. Jaskinia Olsztyńska https://goo.gl/maps/cTbNVQaUYfJC8v1j7

Tam mnie jeszcze nie było.

Obiecałem sobie jeszcze na początku sezonu , że zaliczę w tym roku Warszawę ( jakkolwiek to zabrzmi ) . Wstyd się przyznać ale mając 38 lat nie byłem nigdy zwiedzić swojej stolicy :-/ . Byłem tam kilka razy ale zawsze służbowo albo w jakimś innym celu do punktu xyz i szybko do domu.

Pierwszy plan był jechać w góry bo pogoda miała być cudowna do wędrówek jednak nie mogłem znaleźć kompana na moto żeby nie jechać tam sam. Ostatnia moja wizyta w górach była ekstra ale nie byłem wtedy sam. Niestety jak to bywa nie posżło po mojej myśli i tym razem samotna wizyta powodowała by wspomnienia tęsknotę i rozdrapanie ran . Więc szybka zmiana decyzji i … nowy kierunek obrany. Pędzę do Wawy 😍 .

Sobota rano pobudka. Wyjazd godzina 6.00 . Jeżdżę cały czas do pracy 10km na moto jednak to nie to samo jak się ma do przejechania 350km w temeraturze ok. 8 stopni. Ubrałem się grubiej , spakowałem tylko plecak i jeszcze o ciemku w drogę . Lubię bardzo zachody słońca, jednak wiem, że wschody potrafią być piękniejsze ale rzadko zdarza mi się je widzieć bo jestem śpiochem. Tego widoku nie dało się nie zauważyć 😲

Jazda jesienią znacznie różni się od letniego latania. Szczególnie rano kiedy potrafią być mocne mgły. Asfalt robi się śliski na szybce kasku osadzają się kropelki wody. Chłód daje się we znaki. Ogólnie trzeba to kochać żeby nie zrezygnować 😉 albo trzeba być na tyle szalony żeby jeździć w takich średnio sprzyjających warunkach. Ja jestem tym pierwszym 🙂 . Mimo wszystkiego jechałem ostrożniej niż zawsze ale zadowolony .

Pierwszy przystanek wieża widokowa w Paprotni. Świetnie ją widać z drogi krajowej 92 więc myślę , że sporo osób ją odwiedziło. Niektórzy zostawili nawet ciekawe wpisy.

Widok całkiem fajny ale na zdjęciach nie udało się jego fajnie uchwycić 😒 .

Za to nie było sposobu nie zauważyć żwirowni i toru crossowego .

Którego oczywiście nie omieszkałem odwiedzić Hanią 😎 .

Moto ciężkie i nie bardzo przygotowane w teren ale frajda mega ( szła jak dzik 😂 ) . W terenie jedzie się zupełnie inna techniką niż na asfalcie. Główne skrzypce tu gra hamulec tylnego koła dokładnie odwrotnie jak na asfalcie. Hania ma „combined ABS” co wiąże się z tym , że hamując tylnym hamulcem jakiś procent idzie też na przednie koło i odwrotnie. Jak się hamuje przodem to tylne koło też dostaje część siły hamulca. Jest to świetne rozwiązanie na asfalcie. Bardzo dobrze stabilizuje to motocykl w trakcie ostrego hamowania jednak w terenie słabo się spisuje. Szczególnie jak się zjeżdża ze stromej góry i hamując tylnym hamulcem staje też przednie koło ( w terenie łatwo zatrzymać koło nawet jak idzie na nie tylko mała siła hamulca ) . Jednak daliśmy radę przejechać prawie cały tor . Mega frajda nawet z wolnej jazdy. Zdecydowanie lepiej się podjeżdża pod górę niż później z niej zjeżdża.

Jedziemy dalej. Pit stop. Tankowanko , kawa i lecę dalej.

Pod Kołem zboczenie z drogi i rzut oka na ruiny zamku . Ciekawe miejsce, niestety mocno zniszczone.

Ruszając z domu już wiedziałem , że nie dam rady wykonać planu w 100% bo coś mnie tknęło żeby sprawdzić jak czynna jest kopania soli w Kłodawie. Niestety okazuje się , że można ją zwiedzać tylko w zwykłe dni tygodnia. W weekendy odpoczywają. Duży minus dla nich za to. Każdy przeciętny Polak pracuje w tych godzinach i tylko weekendy można ruszyć w świat coś zobaczyć . Trudno nie tym razem. Lecę dalej.

No i jest ona.

I on 🙂

Na początek rzut oka na Wawę z tarasu widokowego w Pałacu Kultury i Nauki . 30-te piętro i 124m . Robi swoje. Widok ciekawy. A tam na dole koło busa widać Hanię 😉 .

Wrażenie robi czas wjazdu windą. Nie wiem ile trwał ale nawet nie zdążyłem zauważyć i już byliśmy. Trwało to może kilkadziesiąt sekund. Koszt 20zł . Niestety przed zjazdem i zjazdem dość spora kolejka i godzina na boku.

Następnie poszukałem hostelu. Praktycznie w samym centrum ok. 2 km od Pałacu. Koszt śmieszny, 57 zł dobra w pokoju 4 osobowym. Pokoje , pościele, łazienki czyste. Obsługa bardzo miła choć ukraińska. Ogólnie pierwszy raz spałem w takim miejscu i byłem bardzo pozytywnie zaskoczony.

Jednak długo nie mogę usiedzieć , nie po to tu przyjechałem. Ruszam więc na miasto. Resztę wieczoru chodziłem i zwiedzałem Stary Rynek i okolice.

Szedłem bez większego planu, zwiedzałem co było po drodze. Z obowiązkowych pkt. chciałem zobaczyć Pałac Prezydencki, Grób Nieznanego Żołnierza , Zamek Królewski, Stary Rynek. Po drodze widziałem też wiele miejsc które często kojarzyłem z TV . Ogólnie Warszawa zaskoczyła mnie pozytywnie. Wygląda na zadbane i piękne miasto. Ogrom ciekawych miejsc. Pewnie to było powodem, że nim się nie obejrzałem była prawie 23 i trzeba było wracać do hostelu.

Niedziela miała być jeszcze cieplejsza. Więc rano szybki prysznic,pakowanie i w drogę. Na pierwszy ogień poszły Łazienki Królewskie, Pałac Belwederski i inne atrakcje w okolicy. Swoją drogą Prezydent ma nie złe mieszkanko 😉 tylko dziwną Łazienkę bo na zewnątrz 😉

Bardzo pięknie dbają o parki w Wawie. Szczególnie jesień i słońce potrafi podkreślić piękno tych miejsc. Chodziłem tam długo rozglądając się w koło i nawet zapomniałem o czasie który cały czas mnie gonił.

😍

Droga powrotna do Hani to szybka jazda hulajnogą . Ciekawe rozwiązanie które już znałem z Poznania. Wiem, że są różne opinie bo sam czasami widzę jak leżą na chodnikach ale mają też swoje plusy. Szybko i tanio można śmignąć z miejsca a do b bez czekania za taksówką nie mówiąc już o oszczędności pieniędzy.

Pojechałem jeszcze rzucić okiem na rynek w dziennym świetle. Jak kiedyś już pisałem jazda moto ma dużo plusów. Podjechałem pod samego Zygmunta.

Że mam fioła na punkcie wież i widoków to musiałem też się wdrapać na ….hmmm… nie pamiętam co to było ale widok mega fajny 🙂

Ups … przepraszam popsułem widok 😂 . Ten lepszy 😁

Teatr Wielki

Spacerowałem tam do 14.00 . Niestety powoli trzeba było się zbierać. Chyba ok 14.30 wyruszyłem w drogę powrotną. Do Wawy jechałem cały czas drogą krajową 92 . Nawet dobrze szło . Jak na mnie to za dobrze i mi się nudziło dlatego w drogę powrotną postanowiłem jechać przez Płock-Włocławek-Gniezno. Zdecydowanie nie żałuję wyboru. Droga znacznie przyjemniejsza dla motocyklisty. Do Płocka taka sobie ale za to z Płocka do Włocławka jedzie się prawie całą drogę wzdłuż Wisły . Czasami ma się wrażenie że rzeka jest dosłownie w zasięgu ręki ( dorga biegnie nawet ok. 5 m od rzeki ) i ciągnie się tak kilka km. Później od Włocławka w stronę Gniezna jest sporo zakrętów. Nie są to nie wiadomo jakie winkle ale nie ma nudy. Dla mnie to zdecydowanie ciekawsza droga niż 92. Ostatnie 280km pokonałem już na jednego strzała ( bez zatrzymania ) bo nie chciałem wrócić za późno. Niby już jesień ale lata jeszcze sporo owadów. Ledwo dałem radę dojechać bo już prawie nie widziałem drogi .

Zapomniał bym. Jadąc do Warszawy miałem okazję widzieć wschód słońca, wracając z niej piękny zachód.

Wróciłem cały, zdrowy i naładowany energią na kolejny tydzień.

Co mogę powiedzieć podsumowując naszą stolicę? Jadąc tam nie byłem przekonany ponieważ raczej unikam takich tłocznych miast ale ogólnie powiem , że jednak warto. Miasto bardzo ładne ( przynajmniej centrum ) . Zadbane i czyste. Jest co zwiedzać pewno przez tydzień albo i więcej. Ja zwiedzałem tylko w biegu bez chodzenia po muzeach i innych atrakcjach, które naprawdę warto odwiedzić jak na przykład Centrum Nauki Kopernik. Jest tego naprawdę dużo czasami miałem wrażenie , że za dużo. Mam na myśli pomniki. Chyba każdy kto czymkolwiek się zapisał w historii ma tam co najmniej jeden pomnik. Brakowało już tylko pomnika szarego Kowalskiego ( za zasługi w byciu zwykłym Kowalskim ) . To tylko moje prywatne odczucie po za tym to pierdoła. Miasto warte odwiedzenia , wrócę tam jeszcze nie raz . Następny będzie z córką.

A czy w tym sezonie ten wyjazd był ostatni ? Kto to wie 🙂 🙂

Lokalizacje:

Wieża Widokowa Wrzosowa, 62-513 Paprotnia

https://goo.gl/maps/yQCDkwPGu3NWNNHR8

Ruiny Zamku Królewskiego w Kole 62-600 Koło

https://goo.gl/maps/wNR4kMqdtyw1KxPs6

Hostel Lwowska 11 Lwowska 11, 00-660 Warszawa

https://goo.gl/maps/UumVuRCvuK4TpxVH9