Odlot :-)

Koniec sezonu nie oznacza końca wypadów 🙂 . Więc dzisiaj się zabrałem za latanie 😉 .

Zaczęło się od wspólnego wyskoku na kawę do Gniezna. Byłem tam kiedyś za dzieciaka więc nie wiele pamiętałem. Po za tym już zawsze tylko przejazdami bez możliwości zwiedzania więc dzisiaj była okazja się przejść po mieście iiii……. szczerze to szału nie widziałem.

Jak dla mnie przejechać się 50 km na moto to OK ( chociaż autem pewno by mi się nie działo 😉 ) . Rynek zadbany, katedra duża , ładna. Co po za tym ??? Chyba tylko historia czyni z tego miejsca jakiś wyjątkowy twór dla którego zjeżdżają się ludzie z całego świata. Faktycznie chodzi tam zaskakująco dużo wycieczek i nawet z Ameryki czy Azji.

Dla mnie najładniejsze były tam te dwie ślicznotki 😉 ( Hania znalazła swoją bliźniaczkę ) .

Po kawie powrót i runda po lotniskach w rejonie Poznania. Noszę się z poważnym zamiarem robienia licencji skoczka spadochronowego więc pojechałem zobaczyć czy czasami nie ma skoków. Niestety nie udało mi się podejrzeć z dołu skoczków ale też było zajebiście 🙂 .

Oczywiście nie byłbym sobą jakbym nie wlazł zobaczyć jak wygląda kokpit 😉 .

Do dopełnienia albumu latających maszyn wybrałem się też pod Ławicę chwycić jednego „ptaszka” .

Tak to ze zwykłego zabicia czasu wyszedł całkiem fajny dzień spędzony w siodle. Nim się obejrzałem zrobiło się późne popołudnie i trzeba było wracać do domu.

P.S. Nawet jak w jednym miejscu pada to w innym świeci słońce . To tylko nasza w tym głowa , żeby szukać tej pozytywnej strony .

P.S. 2 . Nauczka dnia 🙂 Nie próbujcie zamawiać ostrych sosów w meksykańskiej restauracji . Oj boli, boli 🙂 🙂

Koniec opony , koniec sezonu.

Jak to się często mówi ” Wszystko co dobre szybko się kończy ” . Hanię kupiłem jeśli dobrze pamiętam w marcu z nową oponą . Dziś mam na liczniku więcej o ponad 14.000 km i oponę nadającą się tylko do tego 🙂

J
Jak

Koniec sezonu …… ostatnio nie ma dla mnie czegoś takiego jak koniec sezonu. Jest tylko przerwa zimowa kiedy leży śnieg. Dojazd do pracy niejako zmusza mnie do jazdy na moto ponieważ nie lubię strasznie tracić czasu na stanie puszką w korkach.

Dla mnie koniec sezonu oznacza bardziej koniec czasu gdzie są organizowane imprezy motocyklowe i gdzie pogoda zachęca do nabijania kilometrów . Ten czas niestety właśnie nastał. Zachęca to do zrobienia małego rachunku sumienia 😉 .

Co mi z niego wychodzi ?

Byłem 3 x w górach ( Sudety, Kotlina Kłodzka, Czechy, Słowacja ) , 3x na torach ( Kisielin , Bydgoszcz ) , 2 razy nad morzem i zaliczyłem przynajmniej 5 zlotów z noclegami , a kilka miało nawet 3 nocegi . Do tego oczywiście pełno wypadów jednodniowych gdzieś w koło komina , a czasami całkiem dalekich. W tym czasie poznałem chyba z setkę nowych osób z tego 3/4 tylko „z widzenia” bo nawet nie pamiętam ich imion ale na każdej następnej imprezie się zawsze poznajemy i jest okazja pogadać i nie tylko 😉 . Zloty to coś wspaniałego co pozwala oderwać się od szarej rzeczywistości życia codziennego. Minął może z miesiąc od ostatniego, a jaż mi tego brakuje.

Podsumowując , to był mega udany sezon. Szczęście można by przeliczyć na km. W tym roku zrobiłem ich 3x więcej niż w poprzednie sezony. Chyba też 3x więcej przyniosły mi radości i uśmiechu. Nie mogę się już doczekać kolejnego sezonu.

P.S. Dla osób szukających opinii o oponach. Te które się właśnie skończyły to Pirelli Angel ST . Mogę je bardzo polecić . U mnie nie mają lekko bo lubię pomęczyć nawet na torach ( wprawdzie małych kartingowych ) ale w czasie zwykłej jazdy też nie oszczędzam przy ruszaniu bo często daję w palnik, a mimo to wytrzymały 14k km. Wprawdzie ostatnie 2k km były już bardzo „zmęczone” ale miałem też palenia w między czasie więc myślę , że przy normalnej jeździe na 10k km powinny spokojnie wystarczyć . Trzymają całkiem dobrze nawet w pełnym złożeniu . Nie czułem się na nich niepewnie . Oczywiście to nie są opony sportowe i na duże szybkie tory mogą być za słabe ale dla amatora wystarczą w zupełności. Jakby to opowiedzieć są do tańca i różańca 🙂 .

Robiąc zmianę ogumienia zostały mi polecone w ich nowsze siostry w wersji GT . Pełna ich nazwa Pirelli Angel GT . Dużo o nich jeszcze nie mogę powiedzieć bo mam ledwo od tygodnia ale już na pewno mnie zaskakują swoją przyczepnością tak na suchym jak nawet na mokrym. Żeby driftować muszę na prawdę dołożyć gazu nawet na mokrym. Zobaczymy jak będzie później .

Oponki już zrobiły ponad 300 km 😉

Czasami samo podjęcie walki jest już wygraną.

Dzisiaj był dzień testu. Zrobiłem sobie prezent imieninowy i zamiast się bawić przy stole i objadać. Pojechaliśmy z Hanią troszkę się wybiegać.

Półmaraton to dystans spory ale kilka razy zdarzyło mi się przebiec więcej w jeden dzień. Nigdy jednak w zawodach.Wiele celów do realizacji ułożonych pod wykonanie zadania. Niestety, nie poszło wszystko zgodnie z planem. Słabo przespana noc, tempo nie zgodne z wyznaczony ( za szybkie w pierwszej połowie ) czy pogoda, powodów może jest kilka ale teraz nie jest już to ważne . Równie można powiedzieć , że to moje tłumaczenia.

Trzeba jednak szukać pozytywów. Nie zawsze wszystko idzie dobrze z planem. Czasami się potkniemy ale trzeba wstać i iść dalej. Jestem i tak zadowolony , że mimo odcięcia jakie miałem dałem radę ukończyć bieg, a nawet lekko poprawić swój czas ( kiedyś już pokonałem tą trasę ) . Czasami samo podjęcie rękawicy to już sukces nawet jeśli przegramy z kretesem to zbieramy doświadczenie przed kolejną „bitwą” .

Mam go 😉

Co do samego biegu ? Bardzo polecam Maraton Puszczy Noteckiej. Organizacja w pełni profesjonalna. Pakiety startowe fajne , a posiłki w strefie dla finishera obfite i smaczne. Nic tylko ćwiczyć i zapisywać się na edycję 2020 . Pozdrawiam 🙂

Zawsze warto próbować pomagać .

Wracam sobie z pracy przez Poznań. Okazało się, że jest jakaś awaria czy wypadek na Hetmańskiej i jest wyłączona z ruchu. Niestety to wszystko w godzinach szczytu więc tragedia na mieście . Prawie połowa miasta stoi w jednym wielkim korku.

Co to jednak dla Hani. Jadę sobie powoli między autami. Raz mi idzie lepiej innym razem trochę gorzej ale cały czas do przodu. Na starołęce okazuje się , że nie mogę jechać w hetmańską . Skierowali mnie w kierunku Rataj gdzie auta nie ruszają się nawet na centymetr. Jadę jednak dalej , po 200-stu metrach od ronda starołęka stoi Toyota na środku drogi tak , że nie da się przejechać. Zatrzymałem się za nią i czekam…… czekam…… mija minuta. Widzę , że gość z auta się na mnie gapi ale nawet cm nie zjedzie. Czekam dalej ale już mi się podnosi ciśnienie. Mija kolejna minuta, zaczyna mi bić gorące powietrze z wentylatora po nogach , a pot spływa po całym ciele. Kolejna minuta i nie wytrzymuję . Zaczynam się wciskać. Widzę, że gość wychodzi z auta. Myślę ” Będzie się działo ” nastawiam się na akcje. Gość do mnie podchodzi i zadaje pytanie ” Dzień dobry, Ma Pan może kask ? ” Zdębiałem, po co mi kask jeśli jadę sam. Odpowiadam, że nie mam. Jednak on nie ustępuje i prosi żebym jakiś załatwił, bo czeka w korku już bardzo długo i nie ma szans, żeby dojechał z jego żoną do lekarza, który przyjmuje raz w tygodniu do 17. Przeprosiłem ale nie jestem w stanie pomóc i odjeżdżam .

Mijam jednak kilka aut i widzę kilka set metrów do przodu gdzie nie ma nawet najmniejszego ruchu, a Ci Państwo mają dojechać w rejon ul. Szpitalnej. Myślę czy dam jednak radę im pomóc? Wpada mi pomysł żeby zadzwonić do znajomej ze sklepu 4Ride, bo może mają jakąś testówkę i mi pożyczy . MAM 🙂 . Informuję Pana kierowcę żeby zaczekał, bo pędzę po kask.

Teraz cisnę się dużo bardziej. Przebijam się do ronda w kilka minut i dalej do sklepu. Odbieram kask i pędzę ile się da w tych okolicznościach dalej.

Jestem przy aucie. Wychodzi Pani z niego ze strachem w oczach. ” Spokojnie damy radę ” mówię i podaję kask. Pani prosi o jakieś kilka słów jak ma się zachować bo nigdy nie siedziała na moto. Pomagam jej zakładać kask i mówię jak się zachować w czasie jazdy. Ruszamy .

Droga minęła dość przyjemnie. Pani Teresa zdążyła opowiedzieć mi część swojego życia, bo w kasku otwartym nie było problemów z komunikacją w czasie wolnego przebijania się między autami. Dowiedziałem się , że to rak na płucach i z przerzutami .

Po kilkunastu minutach jesteśmy u celu. Pani Teresa schodzi szczęśliwa z Hani i oddaje mi kask. Rozlicza się ze mną i idzie do gabinetu.

Niestety cała sytuacja z tego dnia nie ma happy endu . Lekarz nawet przyjmujący prywatnie ma gdzieś pacjentów i nie poczekał. Wyszedł sobie z gabinetu mimo, że wizyta Pani Teresy była umówiona , a on powinien przyjmować do 17 lub nawet 18 ( Pani Teresa dokładnie nie wiedziała ) . My byliśmy o 16.45.

Radość na twarzy Pani Teresy zginęła. Niestety nie mogłem już więcej pomóc po za towarzyszeniem jej, aż przyjedzie jej mąż. Niestety, nie zawsze jesteśmy w stanie pomóc nawet jeśli się bardzo staramy, jednak warto próbować.

P.S. Pani Teresy życzę dużo sił, chęci życia i pozytywnego nastawienia. Będzie dobrze , bo jest Pani super pozytywną i odważną kobietą.

2 P.S. Dziękuję Pani kierownik z 4Ride za użyczenie swojego prywatnego kasku.

Spontan

W czwartek Hania znowu zabrała mnie na spontana. Jeszcze w środę popołudniu nie było pewne czy jedziemy . Dopiero po 20 sytuacja się wyklarowała. Jedziemy w 3 osoby na dwóch moto.

Takie wypady mają tylko i wyłącznie sens jeśli sama droga jest już przyjemnością, bo zajmuje proporcjonalnie prawie tyle samo czasu co sam pobyt nad morzem. Żeby tak było wybraliśmy drogę omijając wszystkie autostrady i drogi szybkiego ruchu . Z Poznania najbliżej jest w rejon Kołobrzegu, że nie chciało nam się zbyt kombinować trafiliśmy do samego Kołobrzegu.

Droga minęła nam szybko pomimo ogromnego ruchu . Trochę to popsuło radość z pokonywanych zakrętów ale i tak dało się kilka fajnych winkli wykręcić 😉 . Na miejscu znaleźliśmy fajny parking gdzie było można zostawić bezpiecznie wszystkie ciuchy moto i poszliśmy na plażę.

Słońce nie rozpieszczało ale było przyjemnie…. hehe… aż do momentu kiedy zaczęło padać 🙂 . Na szczęście był to tylko lekki deszczyk, ktory nie ochłodził nawet powietrza, więc nadal było miło. Później obiad , spacer do portu. Jedno co mnie zawsze zaskakuje to ilość Niemców. Czasami to mam wrażenie, że było ich więcej niż Polaków. Co się dziwić jeśli u siebie mają strach wyjść na plażę po zachodzie słońca to wybierają tanią jak na nich warunki i spokojną Polskę.

Niestety szybko zbliżała się 17.00 i czas wyjazdu. Chociaż wyjechaliśmy z małym poślizgiem o 17.30.

W drodze powrotnej ruch był mniejszy i mimo spokojniejszej jazdy udało się wrócić o ponad pół godziny wcześniej. Lepiej też było na zakrętach, bo auta nie przeszkadzały jak w pierwszą stronę.

Wnioski ? Byłem tam w maju. Pogoda też wtedy nie rozpieszczała jednak tak samo jak wczoraj bawiłem się świetnie. Ostatnio sam, teraz z ekipą. Samemu jest super. Robisz co chcesz, kiedy chcesz i jak chcesz . Z ekipą jeśli razem pasujecie może być tak samo super albo nawet lepiej i tak właśnie było w tym wypadku. Żeby być szczęśliwy musisz dobrze bawić się sam, a jak to potrafisz i znajdziesz towarzystwo jest jeszcze lepiej .

„Co to za debil biega?”

Jestem na wsi u rodziców. Kiedy przyjeżdżam tu na dłużej zdarza mi się czasami biegać. Dzisiaj był taki dzień. Nie biegałem jeszcze w tym tygodniu, zacząłem się już źle czuć z tego powodu . Postanowiłem się ruszyć po burzy która akurat była nad nami. Przestało grzmieć więc się ubrałem i wyszedłem gotowy na wyzwanie. Troszkę się zdziwiłem kiedy okazało się, że burze były dwie. Jedna przeszła ale nadal było zagrożenie, że trafi mnie druga jednak… mokry będę po biegu tak czy inaczej. Biegnę!!!

Pierwsze dwa kilometry szły mi bardzo ciężko. Od kiedy tu mi się zdarza biegać zawsze widzę miny ludzi i zdziwienie ” Kto to biega ?” . We wsiach trendy typu „sport to zdrowie” uważane są za głupotę, a nawet jak się ktoś rusza to gdzieś pokątnie w domu . Mam to gdzieś co myślą .

Biegnę dalej…. po kolejnych metrach zaczyna kropić. Im dalej biegnę tym mocniej pada. Odwracam głowę , a za mną mega czarne burzowe chmury i ściana deszczu, która podąża w moją stronę. Zawróciłem , deszczu się nie boję ale w czasie kiedy pioruny będą pędzić po niebie nie chciałbym być na zewnątrz . Biegnę dalej dogoniła mnie ściana deszczu. Jestem tak rozgrzany, że sprawia mi to przyjemność. Deszcz leje jak z cebra. Czuję się świetnie. Schłodzone ciało zaczyna łatwiej biec.

Rosną kałuże z sekundy na sekundę . Po chwili już nie da się ich ominąć, bo zrobiła się rzeka na ulicy. Przypominają mi się lata młodzieńcze kiedy po burzy wybiegało się na boso skakać z kałuży do kałuży w rozgrzanej wodzie która spadła na gorącą ziemię. Poczułem taką przyjemność z biegu, że postanowiłem nie wracać do domu ( pioruny przestały się pojawiać ) . Biegnę dalej, cały czas leje deszcz. Teraz miny osób które mijam są jeszcze bardziej śmieszne . Widać już na ich twarzach nie zdziwienie tylko aż oburzenie ” Co to za debil biega ? ” .

Mam to gdzieś co myślą. Czuję z biegu mega frajdę i przyjemność. Wcześniej kiedy się nie kochałem to szukałem akceptacji. W takim wypadku jak teraz schowałbym się do domu albo chodził z takimi samymi minami jak inni, żeby się na narazić na złe zdanie o mnie. Teraz to wiem , bo po co mi dobre zdanie kogoś obcego skoro sam bym się czuł źle rezygnując z czegoś co sprawia mi przyjemność ? To świetne uczucie .

Kiedy wykonałem swój plan ( 10 km ) tylko buty zdradzały, że miałem przygodę z deszczem, bo reszta nie była bardziej mokra jak zawsze . Wróciłem do domu mega naładowany pozytywną energią . Róbmy to co kochamy nawet jeśli inni uważają to za kompletną głupotę .

Zawsze warto się rozwijać

Pora była podjąć jakieś nowe wyzwanie. Wybraliśmy wyjazd na tor z ekipą „Gymkhana Poznań” na Kartodrom Bydgoszcz . Jak zawsze do tej pory wyjazd i powrót na kołach.

Start godzina 6.00 zbiórka na stacji w Swarzędzu. Zebraliśmy się w 10 moto. Reszta pojechała na lawetach i busach. Jako prowadzącego wybraliśmy skutera ( tak to nie mój błąd, skuter też może jechać na tor ćwiczyć technikę jazdy ) bo mówił, że jest najwolniejszy ( okazało się że całkiem dobrze sobie radził ponieważ ma 350ccm 🙂 ). Przejazd na tor odbył się sprawnie. Na miejscu sprawdzenie obecności i pierwsze okrążenie po torze. Na początek pieszo z komentarzem do każdego zakrętu i sugestiami jak je pokonać żeby było najbardziej prawidłowo.

Organizator czyta składy ekip . Jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się , że mam jeździć w PRO czyli wyjeżdżam pierwszy z najlepszymi :-0 . Regulacja ciśnienia w kołach i ruszamy na pierwszą turę . Pierwsza sesja była dla mnie strasznie trudna. Moto jechało jak chciało, całkiem nowy dla mnie tor więc nie widziałem kiedy się składać. Ogólnie przez pierwsze 15 minut to była tragedia. Dopiero pod sam koniec udało złapać mi się przyczepność . Mija 20 minuta. Zjazd na padok.

Nie dawało mi to spokoju i znowu sprawdzam ciśnienie w kołach innym „ciśnieniemierzem” i jakie moje zdziwienie jak w kołach nie miałem nawet 1.5bar ;-( .

Nauczka na przyszłość . Mieć własny sprawdzony miernik ciśnienia. To przez to opony ślizgały się jak na lodzie. To nic . Będą kolejne sesje. Będzie tylko lepiej !

Miałem rację. Każda kolejna sesja to było coś pięknego. Już na samym początku drugiej sesji ślizgi na kolanach nie miały lekko , a Hania podnóżkami robiła piękne iskry 🙂 .

Temperatura była w rejonie 25 stopni czyli już trochę ciepło nawet jak na zwykły dzień. My w skórach na torze i podczas sporego wysiłku podczas jazdy z moto schodziliśmy upoceni na maksa. Przez cały pobyt na torze wypiłem blisko 4L rożnych napojów i tylko raz byłem w toalecie. Niestety reszta chyba poszła w kombinezon z potem. Jednak i tak było warto , a kombi odda się do ozonowania 😉 .

Podczas przerw trwały rozmowy. Jedni walczyli o sekundy na torze innym chodziło o poprawną technikę. Jednak rozmowy obu stron pozwalały wyciągnąć dla siebie cenne uwagi pomagające w swojej jeździe. Z każdą sesją wychodziło mi lepiej. Nawet czasy okrążeń ( na które nigdy nie zwracałem uwagi ) zaczęły zbliżać się do najlepszych.

Jak się później okazało to że trafiłem do PRO (najlepszych) było dla mnie na mega plus. Od niższych klas nie nauczył bym się wiele , jeżdżąc za najlepszymi ich nitką uczyłem się prawidłowego wejścia i wyjścia w zakręt. Nie zawsze udało mi się za nimi długo utrzymać ale im numer sesji był wyższy tym ilość zakrętów z jaką udało mi się trzymać lepszych była większa , a czasami nawet mi się wydawało , że udaje mi się z nimi rywalizować 😉

Nie było jednak w 100% kolorowo dla wszystkich. Jazda na krawędzi potrafi kończyć się glebą . Naliczyłem 6 ślizgów . 5 z nich skończyło się raczej dobrze ponieważ moto wracały na tor po drobnych modyfikacjach . Jeden miał większą glebę i moto miało wyciek oleju przez co nie było w stanie wrócić na kołach do domu. Trzeba się z tym niestety liczyć. Najważniejsze, że kierowcy bez większych kontuzji .

Czas na powrót. Tak mnie zafascynowała jazda po torze , że całkiem zapomniałem o stanie paliwa . Kiedy zwróciłem uwagę na wskaźnik paliwa byłem już na S5 . Widząc wskażnik paliwa pomyślałem , że nie jest dobrze. 2-3 km dalej było już tak 🙂 .

Na szczęście nie zostałem zostawiony przez kolegów na pastwę losu i chociaż nie pałali do mnie miłością w tym czasie dowieźli mi piątkę 95tki 😉 .

Jakieś podsumowanie ?

Moje zdanie jest zawsze takie samo . Na tor warto zawsze się przejechać każdym moto . W ten dzień były z nami od typowych sportów przez super moto , typowe turystyki typu GS1200 aż do skutera który też sobie fajnie radził.

Tor w Bydgoszczy to zdecydowanie inny obiekt jak w Starym Kisielinie. Lepszy stan asfaltu, więcej zakrętów, mniej wyprofilowane. Osobiście przypadł mi do gustu ( co mnie nie dziwi 🙂 ) .

Ekipa z Gymkhana Poznań bardzo koleżeńska, pomocna . Super pod względem organizatorskim ( pyszny obiad i piwko „free” w gratisie . Zdecydowanie polecam wyjazdy z nimi.

Galeria

Lokalizacja:

Kartodrom Bydgoszcz :

https://goo.gl/maps/3h5vVt7bZgmieNQW6