Wiem na 100% , że nie raz tam jeszcze wrócę. Festiwal Rock Blues i Motocykle w Łagowie

Jak pisałem we wcześniejszym wpisie po obiedzie z Chrystusem w tle pojechałem dalej. Już na samym wjeździe niespodzianka od motokadr.


Gość jeździ po zlotach i innych ewentach tego typu, robi zdjęcia, później wrzuca je na serwer i każdy może je sobie obejrzeć. Jeśli chce zdjąć napis to trzeba zapłacić. Świetny pomysł na robienie tego co się kocha , a jeśli ma z tego kasę to tylko pozazdrościć. Zostałem „złapany” przez Pana w kilku kadrach i chyba skorzystam z opcji wykupienia zdjęć.

Byłem dość zdziwiony bo był czwartek godzina 16, a pole namiotowe już tętniło życiem ( na tym ujęciu nie specjalnie to widać ale innego nie mam ).

Jak wszystko było gotowe ruszyłem na miasto obejść stare konty. Łagów polecam wszystkim, bo to piękne miejsce z mega czystą wodą jak na polskie warunki. Od 18 zaczynały się koncerty . Znajomi mieli przyjechać w piątek więc byłem grzeczny i tylko kilka piwek poszło żeby nie wyschnąć 😉 .

Piatek przywitał mnie lekkim deszczem . Właściwie to padało już kiedy się kładłem spać. W nocy trochę mocniej, a nad ranem lekko kropiło. Co ciekawe na polu namiotowym nikt się tym nie przejmował. Idąc do toalety zastanawiałem się czy tylko pada na mnie kiedy widziałem wszystkich wesołych robiących kawy i pijących pierwsze flaszki. Chociaż po ich wesołych stanach jakie mieli zastanawiałem się czy mieli w ogóle jakieś przerwy 😂 . Nie brakowało też takich którzy walczyli wczoraj do samego końca, a dzisiaj odpoczywali troszkę dłużej 😉 .

Póki jeszcze nikogo ode mnie nie było poszedłem sprawdzić jak się ma Hania. Stała grzecznie pod pokrowcem. Spotkałem za to fajnego okaza w którego ktoś włożył ogromną ilość pracy.

Zlot w Łagowie nazywany jest też często festiwalem ( sami organizatorzy go tak nazywają ) bo motocykli jest tu bardzo dużo ale typowej atmosfery zlotowej jak dla mnie mało. Motocykle stoją w wyznaczonych strefach parkingowych gdzie nie ma się wstępu bez opaski. Nikt nie jeździ po polu namiotowym i nie pali gumy. Jeśli się to dzieje to tylko na ulicach miasteczka. Szczególnie pod restauracją „Pod lipami” tam dzieją się różne sceny kiedy publiczność nakręca przejeżdżających. Jednak to nie miejsce zlotu, a okolica. Wszystko ma swoje plusy. Można spokojnie spać i nie bać się, że ktoś nam porwie maszynę z parku. Co sprawia że przyjeżdża tu dużo drogich maszyn.

Kiedy przyjechali znajomi i udało nam się spotkać zrobiło się grubo 🙂 🙂 . Nie mam zbyt wielu zdjęć z tego czasu , a te co są i tak nie nadają się do publikacji. Podsumuję tylko że było zajefajnie 😉 .

Po troszkę cięższym sobotnim poranku 😜 kiedy już się ogarnąłem i wykąpałem ( to kolejny plus imprezy że wc i prysznice były co dziennie czyszczone ) poszedłem na paradę. Mimo że setki motocykli nie uczestniczyły w niej to i tak jest duża. Kilka ujęć z niej

Było sporo maszyn. Jedne piękne inne wprost jak z piekła. Jednak nikt nie przebił tego kolegi 😍

Po paradzie wszystkie atrakcje które się odbywały były przy scenie ( koncerty, striptiz, wybory mis mokrego podkoszulka i Mistera zlotu ) . Nie mam z tego wiele zdjęć bo miałem inne priorytety 😜 . Świetna impreza tylko te poranki takie jakieś ciężkie 🙂 . Niedzielny wcale nie był lżejszy niż poprzednie, chyba nawet był gorszy bo słoneczny i ciepły co nie pomagało. Szybkie śniadanko i ( po sprawdzeniu alkomatem ) powrót do domu żeby dojść do siebie. Pogoda nam w tym pomogła i zafundowała darmowy orzeźwiający prysznic 😉 .

Podsumowując fajna impreza . Dużo się tam dzieje i każdy znajdzie coś dla siebie . Przyjazd z żoną i dzieckiem też ma sens bo okolice są piękne i atrakcji około zlotowych też sporo więc żona z dzieckiem może iść na plażę w ciągu dnia, a jak dziecko pójdzie spać wieczorem to razem na wybory mis i mistera zlotu 🙂 . Wiem na 100% , że nie raz tam jeszcze wrócę. A jakie jest Wasze zdanie na temat zlotu? Kto był i się bawił?

Lokalizacja: Łagów
https://maps.app.goo.gl/tzFArqGwgQAFm68j8

Więcej szczęścia niż rozumu ;-)

Plany raz są innym razem ich nie ma . Na urlop je miałem ale niestety pogoda większość z nich popsuła. Co z tego kiedy zawsze można robić coś co nie było w planach , a też przyniesie nam sporo radości tak też było z wyjazdem do Łagowa.

Festiwal Rock Blues i Motocykle organizowany przez klub Nine six MC Poland to impreza cykliczna organizowana już 24 raz. Osobiście byłem na niej już kilka razy ale nigdy od samego początku do końca ( czwartek-niedziela) .

Żeby w pełni wykorzystać wyjazd w tamte rejony wpadł mi pomysł zaliczenia toru vallrav w Starym Kisielinie . Moto zapakowane jak zawsze w stały zestaw i ruszam w drogę 💪 .

Droga Poznań-Kisielin zleciała szybko nie ma o czym pisać. Wjazd na tor i zdziwnienie bo ledwo 6 motocykli śmiga. Wchodzę podpisać dokumenty i zapłacić, a tu niespodzianka. Pan idzie z miernikiem głośności 😒 . Wczesniej nigdy tego nie było. Jak się okazało po rozmowie to był pierwszy tydzień od którego wprowadzono restrykcje. Oczywiście znalazły się jakieś mendy wykupujące pobliskie działki za grosze z powodu bliskości toru i utrudnień z tym związanych, a po krótkim czasie piszą gdzie tylko możliwe jak to mają ciężko i cisną władzę aby zamknąć tor.

Moje osobiste zdanie ? Powinni takie osoby pierdolnąć mocno w głowę! Jak chcą ciszy to niech sobie kupią działkę w Puszczy czy innym lesie , a nie pod samym torem . Takie miejsca to jedyny sposób na bezpieczne podnoszenie umiejętności jazdy dla początkujących osob i sposób na bezpieczne szaleństwo dla tych które chcą się trochę wyżyć i poczuć adrenalinę ale robiąc to na zamknietym obiekcie nie ryzykując życia uczestników zwykłych dróg. Zamknijcie wszystkie tory, a później się dziwcie, że ludzie pędzą po ulicach i schodzą na kolano 😤 . Typowe Polskie cwaniaczkowate podejście. Najgorsze jest to, że tak się dzieje na wszystkich torach. Nasz największy Poznański też może być zamknięty z tych samych powodów, zamiast być centralnym ośrodkiem przyciągającym tysiące osób i ogromne fundusze świeci pustkami.

Dobra, mniejsza z tym . Wyjeżdżam na tor. Zostawiam kufry i lecę 😍

Byłem już chyba piąty albo szósty raz . Poczułem się na tyle pewnie, że zaczynałem sprawdzać granicę przyczepności. Co raz bardziej cisnąłem na zakrętach czekając na uślizg koła. Podnóżki i slajdery na kolanach miały kontakt prawie na każdym zakręcie aż….. doczekałem się 😉 😂 . Na lewym zakręcie tak odwinąłem gaz że tylna opona straciła przyczepność i Hania przytuliła się do mnie slizgającego się już nie tylko kolanem ale tyłkiem i łokciem 🙂 . W czasie ślizgu przeszła mi myśl w głowie z prędkością światła „Trzymać Hanię żeby się mniej uszkodziła czy ratować siebie?” . Wybrałem pierwszą opcję 🤣 . Miałem w planie ją trzymać przynajmniej dopóki tyłek by mi się nie zapalił 😉 . Stało się to przy około 70-80km/h więc kombinezon przyjął wszystko na siebie. Wstałem, podniosłem Hanię jak rower ( siła była czyli adrenalina wyskoczyła na wyżyny ) . Oglądam moto i jest dobrze. Małe straty, a banan na twarzy niesamowity :-)) .

Co mi to dało? Bardzo dużo. Wiem teraz że żeby zrobić uślizg dobrze rozgrzanej opony trzeba się naprawdę starać. Jeśli na szosie nie trafimy na piasek czy olej to można dużo. Miałem już kiedyś glebę na moto ale straciłem przytomność i nic nie pamiętałem. Teraz miałem świadomość każdego ruchu. Wiem , że strój moto zabezpiecza rewelacyjnie . Nic nie bolało w trakcie , ani po . Oczywiście miałem więcej szczęścia niż rozumu i nie musiało się tak skończyć ale szczęście sprzyja najlepszym 😉 .

Kiedy się pozbierałem z toru i ubrałem Hanię w kufry wyjeżdżając na ulicę okazało się że jednak nie jest tak dobrze. Oberwały dwa podnóżki z lewej strony jednak Hania ma taką konstrukcję, że noga nawet w pierwszej części jazdy nie odczuła różnicy bo opierała się o set. Straciłem jednak chęci na dalsze torowanie i pojechałem w kierunku Łagowa. Po drodze zjadłem obiad z Jezusem w tle kupiony w najstarszym Tesco na świecie ( bo wybudowanym 5 lat przed Chrystusem 🙂 ) i pojechałem do celu na imprezę.

Wyjazd na tor miał być dodatkiem do Łagowa ale wyszedł już teraz spory wpis więc podzielę wyjazd na dwa . Reszta w kolejnym .

WALLRAV RACE CENTER Stary Kisielin – torowanie pod Zieloną Górą

Trafił się wolny dzień z przyzwoitą pogodą w tygodniu więc trzeba było to wykorzystać 😉 . Jedziemy na tor 😉 .

Free jazdy na torze gokartowym w Starym Kisielinie są od środy do piątku w godzinach 8-15. My trafiliśmy tam w czwartek. Fajna pogoda ok. 22 stopni czyli idealnie. Po drodze trafiliśmy jednak na wypadek między Sulechowem i Zieloną Górą więc przyjazd mam się opóźnił. Gdyby nie bardzo mili Panowie Policjanci to nie wiem czy byłby sens w ogóle tam jechać ale pozwolili nam przemknąć bokiem. Wielkie dzięki 😘 .

Tor w Kisielinie jest jak na tor gokartowy dość długi bo ma trochę ponad 1 km . Dzięki temu przyjemnie da się na nim śmigać na moto przy czym prędkości rzędu 40-80km/h są dość bezpieczne nawet dla początkujących. Jest jedna prosta na której da się wbić 3 bieg i przekroczyć setkę ale nawet nie trzeba tego robić jeśli nie walczy się o sekundy. Nawierzchnia jest raczej na minus. Asfalt na szczęście jest przyczepny ale bywa popękany i nierówny , dzięki temu oddaje trochę warunki na Polskich drogach 😉 . Godzina jazdy kosztuje 40 zł ( 2h-80 zł, 3h 100 zł, 4h 120 zł ). Jeśli przekroczy się 4h 150zł i jest już to liczone jako cały dzień jazdy. Czasami zdarzają się gokarty wtedy czas dzielony jest na sesje po 15-20 minut między moto i gokarty.

Dlaczego każdy motocyklista choć raz powinien pojechać na tor ?

Bo to świetna frajda 😂😎 to tak trochę z żartem , chociaż dla mnie to naprawdę MEGA frajda . Na torze można pokonać swoje bariery które są w głowie. Nie oszukujmy się i nie jeździmy na 100% możliwości swoich maszyn więc pokonanie barier nie musi kończyć się zaraz szlifem. Gdzieś czytałem badania, że jeździmy na 80 % swoich maksymalnych możliwości. Jeśli na torze uda nam się znacznie poprawić umiejętności to również przełoży się to nam na jazdę po ulicach. Nie mówię tu od razu o szorowaniu sliderami o asfalt ale widziałem kobietę która przyjechała razem ze mną na tor jak byłem pierwszy raz. Jej pierwsza jazda to była jakaś masakra. Nie wiedziałem , że da się przejechać cały tor w złożeniu chyba maks 5 stopni. Po 3 godzinach jazdy i kilku radach jej znajomych pięknie śmigała prawie rysząc asfalt podnóżkami . Naprawdę uważam, że warto .

Jadąc na tor zawsze staram się postawić sobie realny cel do osiągnięcia . Za pierwszym razem był inny niż za drugim czy trzecim. Zawsze krok dalej ale robię to w domu na chłodno . Na torze widząc asów którzy pędząc pięknie i zwinnie jak baletnica wydaje się to takie łatwe , że możemy wyznaczyć sobie zbyt dalekie cele nierealne do osiągnięcia w jeden dzień ćwiczeń . Moim celem na ten wyjazd było ćwiczenie pozycji na zakrętach i zejście na kolano . Mogę go odznaczyć jako zrealizowany 💪👍

Gleby , ślizgi i inne wywrotki .

Tak , zdarzają się. W czasie mojej wizyty tym razem były trzy gleby. Po każdej kierowca się otrzepał i z lekko uszkodzonym moto pojechał dalej. W czasie innych wizyt było groźniej bo moto nie nadawały się do jazdy ale zawsze kierowca wstawał i schodził z toru o własnych siłach. Jak to mówią ” Jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz ” . ( moto po glebie poniżej )

Kilka pytań z odpowiedziami.

  1. Jakie trzeba spełnić wymogi żeby wjechać na tor ? Prawie żadne 😉 . Tak naprawdę chyba tylko wystarczy mieć dowód osobisty przy sobie, kask i jakąś motocyklową odzież .
  2. Czy jest mierzona głośność tłumików ? Nie. Nie mierzą głośności. ( edit: od 10.07 jest sprawdzany poziom hałasu bo ” mili sąsiedzi ” robią problemy. Nie wpuszczą moto które ma więcej niż 103bd ) .
  3. Czy płaci się za 2 osobę ( plecaczek ) . Nie, płaci się tylko za wjazd motocykla. Bez znaczenia jest ile osób na nim jedzie.
  4. Czy początkujący może jechać na tor sam? Jak najbardziej. Takie tory są właśnie dla początkujących, nie wymagają osiągania ogromnych prędkości, a jeśli nowicjusz potrafi odezwać się do innych to z pewnością znajdzie towarzyszy bo atmosfera w padoku jest zawsze koleżeńska .
  5. Po co na torze „zamyka” lub odkręca się lusterka ? Jeżdżąc na torze dobrze jest zamknąć lusterka lub je odkręcić jak mówi logika po to aby nie patrzeć w nie . Patrzymy do przodu i trzymamy się swojego toru jazdy. To wyprzedzający ma zachować odpowiedni dystans i bezpieczeństwo. W czasie gleby lusterka potrafią zaczepić o coś robiąc sporą dziurę w owiewce.
  6. Czy jadąc na tor muszę mieć opony „torowe” ? Nie . Będąc 1 czy 5x na torze nie będziesz walczył o czas tylko ćwiczył pozycję na motocyklu i inne podstawowe elementy do których twoje drogowe opony zupełnie wystarczą. Nawet średniozaawansowany kierowca świetnie będzie śmigał na zwykłych oponach . Typowe slicki powinny być grzane kocami. Jeśli na to wszystko Cię stać to super. Kup zestaw i się baw ale jak jedziesz na tor i chcesz tylko poprawiać technikę jazdy to wystarczy, że zmienisz ciśnienie w swoich na niższe.
  7. Masz pytania ? Pisz , chętnie odpowiem.

Przyjemności

Życie przepływa nam między palcami. Sekunda po sekundzie , minuta….. godzina …… dzień, miesiąc, rok… tylko czy my naprawdę żyjemy? Kiedy ostatnio zrobiłeś/aś coś dla siebie ? Tak tylko i wyłącznie dla siebie , bez wyrzutów sumienia i ze spokojem ( nie wyrywając się na pół godziny z domu w biegu ) ?

Przez kilka lat zapomniałem o sobie prawie całkiem. Robiłem ile potrafiłem dla rodziny, bliższych i nawet dalszych znajomych . Byłem na każde skinienie kogoś kto ode mnie coś chciał. Czułem się wtedy choć trochę dowartościowany i zauważony. Trwało to przeważnie tak długo jak byłem potrzebny.

Dzisiaj wiem, że było tak przez mój brak pozytywnej samooceny. Sam ceniłem siebie nisko przez co uwaga kogoś innego i pochwała była dla mnie ważniejsza niż poniesione koszty.

Jedyna moja odskocznia to były motocykle. Nigdy nie pozwoliłem nawet na pomysł o sprzedaży Hani ( wcześniej miałem VFR800fi ) . To był mój azyl. Jednak i on był „skażony” . Za każdym razem jak wyjeżdżałem do celu czułem luz i spokój ale droga powrotna była już z wyrzutami sumienia ( bo za długo byłem albo za dużo wydałem na paliwo ) . Przez co niweczyłem to co mi dawała jazda. Zamiast resztę dnia cieszyć się z tripu , robiłem sobie wyrzuty i niszczyłem pozytywną energię jaką dała mi jazda.

Nie popełniaj moich błędów. Zrób coś dla siebie bez wyrzutów sumienia i na spokojnie tak żeby dało Ci to ogromną radość. Idź do sklepu i kup coś co zawsze chciałeś mieć ale zawsze była inna ( ważniejsza dla żony czy dziecka) potrzeba i schodziłeś na drugi plan. Zrób sobie nos czy cycki jeśli masz ochotę i pozbędziesz się dzięki temu kompleksów. Jeśli nie masz gotówki to weź kredyt i z spłatą każdej raty uśmiechaj się od ucha do ucha, płac z radością, że masz spełnione marzenie. Zrób tatuaż, skocz na bungee czy ze spadochronem. Nie musi to wiele kosztować. Być może od zawsze miałeś jakiś inny cel do spełnienia które nigdy Ci się nie udało zrealizować i nie potrzebowałeś na to wiele pieniędzy, jedynie trochę czasu . Przejazd nad morze rowerem i nocleg gdzieś po drodze w namiocie? Pakuj się. Powiedz żonie, że masz marzenie do realizacji i bez wyrzutów sumienia wyjdź z domu. Po powrocie pozwól żonie na to samo ( realizację siebie ) .

Nie zwracaj na to uwagi, że ktoś inny powie ” Co Ty robisz ? Przecież to głupie, brzydkie itd ….. ” . Masz to zrobić tylko dla siebie i się z tego cieszyć bez wyrzutów sumienia spowodowanych pierdoleniem kogoś kto sam nie potrafi się spełnić i broni tego innym.

Bo kiedy chcesz realizować swoje marzenia ? Na emeryturze? Kiedy nie będziesz miał sił wyjść o własnych siłach z domu ? Kiedy jeśli nie teraz ? Jutro ? Za rok , dwa czy 10 może być za późno.

Zobaczysz jaką poczujesz radość i chęć do życia. Ja ją czuję. Lepiej późno niż wcale. Kochaj siebie . Ty jestes najwazniejszy/a .

Bo nie samym moto człowiek żyje.

Długi weekend był dla większości ludzi wolny , tym razem nie dla mnie choć znalazłem kilka godzin wolnych i już mnie nosiło.

Postanowiłem więc je jakoś wykorzystać i przejechać się rowerem. Dawno tego nie robiłem ( to znaczy w tym roku z maks 3x na krótkich odcinkach ) . Już zapomniałem jak to lubię robić. Więc wybrałem cel ( był dzień ojca ) i ruszyłem do rodziców. Mam do nich ok 50 km w jedną stronę, więc pomyślałem sobie , że będzie bolało i ruszyłem 🙂

Jazd rowerem ma dużo wspólnego z moto . Dwa koła, wiatr, możliwość zwiedzania z innej perspektywy niż auto. Lubię bardzo jazdę rowerem bo daje mi dużo frajdy. Czasami jazda boli, ponieważ jak to mówiła córka kiedy była mniejsza ” Jadę szybcio i mocio ” 😂 Co znaczyło, że pędziła zawsze ile sił w nogach . Chyba ma to po mnie , ja też nie potrafię jechać rekreacyjnie , powoli. Nawet jak mi się uda tak zacząć to z każdym kilometrem jest szybciej. Kiedy jeździłem bez licznika rowerowego to kończyło się zawsze na prędkości którą dyktowały mi moje mięśnie ud poprzez ból. Jeździłem tak , aż udało mi się na tyle przegiąć , że zerwałem włókna mięśniowe i skończyłem na kilkumiesięcznej rekonwalescencji. Teraz używam zawsze zegarka z GPS lub telefonu żeby choć trochę mieć kontrolę nad tempem.

Raczej nie mam problemu z brakiem sił w nogach więc początek zrobił się dość szybki ale starałem się ograniczać do 30km/h żeby zostawić siły na drogę powrotną. Myślałem, że mam mega formę bo przyszło mi to bardzo łatwo ( utrzymanie 30 km/h ) ale jak się okazało później większość była z wiatrem 😁 . Do celu dojechałem dość szybko. Tam obiad i kawka. W drogę powrotną bardzo mnie nie ciągnęło ale trzeba było ruszyć.

Do domu już nie byłem taki szybki 😂🤣. Okazało się , że w tą stronę mam 80% pod wiatr. Nie był bardzo mocny ale przez spory dystans zaczynał być później mocno odczuwalny. Jednak poradziłem sobie z nim na tyle dobrze, że zamiast wracać bezpośrednio do domu zrobiłem jeszcze małą rundkę w koło pobliskiego jeziora żeby „dobić” do 100 km.

Zastanawiam się co na końcu mnie bardziej piekło. Uda od wysiłku czy tyłek od siedzenia 😁. Do wspólnych cech z moto które wymieniłem wyżej dodałbym właśnie ból tyłka . Po kilku godzinach na siodełku tyłek boli tak samo jak na siedzeniu moto. Być może dlatego udało mi się dotrwać do końca ( ostatnio dużo jeżdżę moto i tyłek trochę przywykł ) . Wynik końcowy może nie zachwyca prędkością średnią ale dystans za to poprawia humor tym bardziej , że postawiony sobie cel 100 km był osiągnięty 👍 . Polecam jazdę rowerem bo daje ogromną przyjemność.

Skorzęcin – szybki wypad

Weekend i piękna pogoda sprzyja szybkim wypadom nad jeziora. Tym razem padło na Jezioro Niedzięgiel i małą mieścinę Skorzęcin która w sezonie zamienia się w letni kurort dla Poznania i okolic.

Słyszałem coś wcześniej na niego temat ale nie wiedziałem o takiej dużej skali w jakiej się to odbywa . Nie bez przyczyny nazywają to miejsce ” Wielkopolskie Mielno ” .

Miałem zaledwie kilka godzin na drogę i zwiedzenie miejsca. Mój współtowarzysz się spóźnił, więc już czasu było mniej. Dojazd tam to około 90 km. Jechaliśmy żwawo ale bez szaleństw. Nie wiedziałem, że żeby tam dojechać trzeba stać w kilku kilometrowych korkach które się prawie nie poruszają. Masakra straszna ….. Jednak na moto korki nie są nam straszne. Lewy pas i do przodu . Po przejechaniu jakiś 3km w korku. Kolejna niespodzianka …. ZAKAZ JAZDY dla wszystkich pojazdów ( nawet moto ) . Po pertraktacjach i małym oszustwie udało nam się przejechać ale już mi popsuli humor panowie z ochrony swoim aroganckim zachowaniem. Po kolejnym kilometrze następny szlaban. Tym razem to wjazd na ostatni parking. Przejechaliśmy obok i ponieważ mieliśmy przewodnika to udaliśmy się dalej praktycznie pod samą plażę.

No i co ???

Faktycznie małe Mileno . Ludzi ogrom. Budki z jedzeniem, upominkami innymi pierdołami. Woda błękitna, bardzo czysta i nawet jak na tak duże jezioro ciepła. Plaża daleko płytka więc nie ma strachu żeby dzieci stracić na 30s z oczu bo nie wpadną nagle na głęboką wodę . Dla imprezowiczów plus bo podobno w sezonie plaża kipi życiem całą noc.

Podsumowując…. ??? Wątpię żebym tu szybko przyjechał . Nie mówię , że nie warto, miejsce ma swój urok . Jeśli lubi ktoś tysiące ludzi w jednym dość małym miejscu to polecam ( podobno są czasami komunikaty z głośników typu ” Osiągnięto liczbę 10 tyś osób …. ) ale jeśli miałbym przyjechać tam autem to nigdy w życiu ! Wracałem ok. 15.00 to kolejka aut sięgała na oko jakieś 5 km i nie poruszała się do przodu prawie wcale ponieważ miejsc na parkingach na ogół nie ma już ok. 10 maks 11 rano. W niedalekiej odległości jest Powidz. Jeziora połączone ze sobą więc woda taka sama ale jednak łatwiej tam dotrzeć autem ( choć też nie należy to do najłatwiejszych zadań ) , a widoki podobne

Skorzęcin ośrodek wypoczynkowy https://goo.gl/maps/Jtquhkoa26iCURV5A

Powidz plaża https://goo.gl/maps/caTR1rh9apcggjtR6

Cudze chwalicie swego nie znacie.

Kolejny mega fajny weekend za mną . Tym razem nieco inny ponieważ spędzony w grupie kilku osób . Kilka tygodni temu padł pomysł wspólnego wyjazdu ale pogoda była kiepska albo nie było można ustalić dogodnego terminu dla wszystkich. Jednak nastała taka chwila , mamy termin 7-9 czerwiec lecimy. Cel ? Góry 🙂 Bierzemy namioty na moto i śpimy gdzie będzie ochota.

Długo czekałem na dzień wyjazdu. Dzień przed nim rozpadł mi się silnik w czasie drogi do pracy w aucie . Mogłem się załamać i odpuścić wyjazd bo naprawa będzie kosztować kilka tysięcy których teraz akurat nie mam ale co by to zmieniło ? Po powrocie do domu spakowałem się i nastawiłem pozytywnie na mega wyjazd.

Dzień wyjazdu to piątek. Startujemy od razu po pracy, więc pojechałem do niej na moto. Szybko zleciało kilka godzin ( zwolniłem się szybciej ) i w drogę do Karpacza .

Podróż z ekipą okazała się być super przyjemna. Każdy miał interkom więc mieliśmy kontakt nawet w czasie jazdy. Polecam bardzo takie rozwiązanie bo znacznie polepsza bezpieczeństwo kiedy prowadzący może podać sygnał np. ” piasek na zakręcie ” reszta wie już , że trzeba zwolnić i zwiększyć i tak już dużą jak podczas każdej jazdy na moto uwagę .

Pierwszy przystanek stacja Orlenu. Już wtedy wiedziałem, że ten weekend nie będzie należał do tych zdrowych 😉 . Szybki hotdog z kawą i dalej w drogę.

( trochę się zmieniły plany dzień przed wyjazdem i nie każdy wiedział o tym więc była niespodzianka po drodze 😁 ) Wisła przywitała nas piękną pogodą ( po drodze było różnie ale bez deszczu ) . Nie było specjalnie szybkiego tempa i na dodatek dwa przystanki więc dojechaliśmy dość późno. Za to widoki rekompensowały wszystkie stresy z drogi ( Po drodze zgubiłem namiot który został przejechany przez cała masę aut ale nadal miałem zamiar w nim spać bo innego nie było ) . Jak się okazało po złożeniu wyglądał tylko na nieco „zmęczonego” jak na to co przeżył 🤣.

Na dobranoc kilka piwek w towarzystwie i spać żeby być gotowym na jutrzejszy trip.

Poranek przywitał nas piękną słoneczną pogodą. Spaliśmy prawie nad samą Wisłą ( rzeką ) więc nie mogłem sobie podarować spaceru . Chciałem wskoczyć do wody ale temperatura wody 13 stopni mocno ochłodziła moje zamiary 😆

Spaliśmy w Ustroniu k.Wisły ( miasta ) na polu namiotowym Jaszowiec. Ogólnie go nie polecam. Po za super fajnym położeniem obsługa słaba, atrakcji brak toalety słabe, a prysznice z płatną ciepłą wodą. Rano pojechaliśmy zobaczyć na punkt widokowy i restaurację Dwór Skibówki. Sama restauracja była zamknięta ale widok !!!!

Następnie przez Zamek Prezydenta RP w Wiśle ( wszędzie winkle aż nie chciało się schodzić z moto dlatego siedzibę Prezydenta obejrzeliśmy tylko z siedzeń motocykli ) do zapory nad Jeziorem Czerniańskim . Tutaj nie dało się nie zatrzymać

Drogą 942 z super winklami i ciekawymi widokami przez przełęcz …( nie pamiętam nazwy) do Żywca nad jeziorko. Pierwszy raz kąpałem się w Żywcu 😉 fajnie to brzmi .

NIECH MI TYLKO KTOŚ POWIE, ŻE POLSKA NIE JEST PIĘKNA. Połowa Polaków jeździ po Egipcie, Grecji itd…. ilu było w Żywcu? Cudze chwalicie …….

W czasie kąpieli wybraliśmy miejsce na drugi nocleg. Mieliśmy do celu ponad 250 km . Wybraliśmy Kudowę Zdrój . Ruszyliśmy więc żwawo ale żeby nie było nudno to wyznaczyliśmy drogę przez Słowację i Czechy.

Zrobiłem to specjalnie bo w Słowacji jeszcze nigdy nie byłem. Czas nas już gonił więc nie było tam przystanku ale z drogi zrobiła na mnie wrażenie bardzo czystej. Nawet łąki były ogarnięte i nie było widać syfu.

Czechy już znam. Byłem tam wielokrotnie polatać. Mają fajne drogi o które dbają. Przekraczając granicę nie trzeba patrzeć na znaki bo po samym asfalcie widać kiedy wjeżdżamy do Polski. Kocham nasz kraj ale jeśli chodzi o drogi to nadal jesteśmy „100 lat za murzynami” .

Nasza wyprawa była elastyczna bez założonych z góry celów po za fajną zabawą . Po przystanku w Czechach na knedlikach ( co ciekawe nie mam zwyczaju jeść ryby nad naszym morzem kiedy tam przyjadę to knedle zawsze w Czechach zaliczę ) doszliśmy do wniosku , że Kudowa jest za daleko i obraliśmy cel Głuchołazy .

Kiedy koniec trasy był bliski wujek google pokazał nam najlepszy pole namiotowe w pobliżu. „Złota Dolina” okazała się strzałem w dziesiątkę . Piękne miejsce z super rozwiniętym zapleczem i tańsze niż mieliśmy poprzednio ( basen, plac zabaw dla dzieci, grill, stół do tenisa, kawiarnia i wiele innych ) .

Szybkie rozwinięcie namiotów i biwak 😉 . Było ciekawie jak Panie motocyklistki które miały tam wieczór panieński wzięły mnie za zamówionego striptizera .

Poranek pokazał jeszcz lepiej piękno tego miejsca .

Zapomniałem napisać, że wjazd na ośrodek wymagał małego „wodowania” pojazdu . Dla mnie to była świetna frajda ale jak ktoś się bał mógł zostawić pojazd przed głównym campingiem na parkingu lub pobliskich placach bo to było jako jedna całość.

Pobudka nie okazała się już taka miła jak dzień wcześniej dlatego musieliśmy znowu zmienić plany i wyjechać trochę później. Żeby czas zaliczyć jako udany postanowiliśmy spróbować zrobić tęczę w miejscu „przeprawy” . Nie wiedziałem , że moto z oponą szosową potrafi robić takie fontanny. Prawdziwa moto pompa 🙂

Może dlatego, że to przyniosło tyle frajdy zapomnieliśmy o tęczy i tylko przez przypadek udało się zrobić chociaż taką malutką. Mała ale cieszy bo nasza prywatna 🙂

Pozostało nam powoli uciekać do domu. Wybraliśmy jeszcze najbardziej zakręcone drogi po Czechach i Polsce aby dojechać do Kudowy. Chcieliśmy zaliczyć sławną trasę zwaną Drogą stu zakrętów . Jak się okazało po przejechaniu jej jest przereklamowana. W czasie podróży przez Czechy było takich zakrętów wiele setek ale z dużo lepszą nawierzchnią . Ta z 100 zakrętów była w 50 % bardzo słaba, a może zaledwie w 10 % bdb. Reszta średnia na dodatek z piaskiem .

Do domu dotarłem coś około 21.30 . Zmęczony ale bardzo zadowolony. Nie załuję ani jednej złotówki którą wydałem. Razem wyszło troszkę ponad 1300km radości.

Gdzie byliśmy:

Jaszowiec – Świetne położenie nad Wisłą. Słaba obsługa, płatna ciepła woda, ogólnie ocena z 3/10 . https://goo.gl/maps/3pha535Y9srcujkc8

Park górski Równica – po drodze na Dwór skibówki jest punkt widokowy z super widokiem. Też warto rzucić okiem. https://goo.gl/maps/FXCBT4kAtHwF32FG7 .

Dwór skibówki – nie wiem jak restauracja bo była zamknięta. Widok Boski . Dla niego samego warto tam pojechać i dla leniuchów plus bo można tam wjechać aż na sam parking dworu czyli nie trzeba wchodzić do góry nawet 100m. https://goo.gl/maps/kJx7CRQXmTCkAXPW6

Zapora nad Jeziorem Czerniańskim https://goo.gl/maps/9DcSyDQWhoGVTZdm6

Zamek w Wiśle ( Prezydencki ) https://goo.gl/maps/5NrusvrXEirsTP4X7

Plaża miejska w Żywcu – plaża z piaskiem jak to zwykle bywa ale widok gór w koło jeziora cudowny. Polecam https://goo.gl/maps/tGvWbReFHAmPdg9d9

Złota Dolina – polecam z czystym sumieniem. Czysto zaplecze dla dzieci i dorosłych ( basen, zjeżdżalnie dla dzieci, grill wiele innych ) Minus za zimną wodę w kranie ale to chwilowa sytuacja. 9/10 . https://goo.gl/maps/wy4PpuHVmho6uwkN7

Gdzie jeździliśmy ?

Droga 941, 942 – Warto. Fajny asfalt i zakręty . Miejscami remonty

Droga 454 ,453 ( Czechy )- Dobry asfalt i fajne zakręty

Droga 369, 446 (Czechy ) Asfalt na ogół dobry zakręty mega fajne. Często 180 stopni. Banan na twarzy 🙂

Droga 392, 389 – To już Polska więc asfalt różny ale raczej dobry . Zakręty super.

Droga 387 – zwana Drogą 100 zakrętów. Asfalt …. przepraszam droga zrobiona z dziur . Zdecydowanie nie polecam jeśli ktoś ma jechać przez pół Polski. Nawet nie wiem czy bym specjalnie jechał 30 km żeby się jeszcze raz tam przejechać .

Przepis na szczęście

Czy jest gotowy przepis na szczęście ?

Jest to bardzo trudne i za razem mega proste 😁 . Dlaczego ? Bardzo trudne dlatego, że nie ma odpowiedzi uniwersalnej typu ” Zrób to i to i będziesz szczęśliwy” . Dla każdego bycie szczęśliwym oznacza coś innego i może być skrajne odwrotne do mojego odczucia bycia szczęśliwym . Przykład ? Kobiety potrafią malować paznokcie u kosmetyczki i czuć przy tym spokój oraz mieć chwilę relaksu w tym czasie . Ja odebrałbym to jako tortury 🤣 . Moje odczucie szczęścia jest za to zupełnie inne niż tej samej kobiety z powyższego przykładu bo znowu dla niej jazda na moto może być torturą .

Dla mnie szczęście to stabilność psychiczna ( spokój ) i fizyczny ruch. Lubię się ruszać biegać, jeździć na rowerze czy pływać. Czuję wtedy jak ogarnia mnie radość jeśli robię to w sposób przyjazny dla mnie. Nie lubię nudy i bezczynności, wtedy moje myśli zaczynają pędzić niekoniecznie w tym kierunku którym bym sobie życzył. Oczywiście do wszystkiego jest potrzebny złoty środek .

Jak być szczęśliwym ? Chyba pierwsze i najważniejsze to pokochać siebie. Nauczyć się być zdrowym egoistą. Każdy potrzebuje nim trochę być. Nie można żyć dla kogoś i wszystkiego dla tego kogoś robić . Trzeba też myśleć o sobie. Kiedy się już kocha siebie to przestaje się człowiek bać samotności, bo nigdy jej nie czuje albo czuje tylko w gorszych chwilach i krótkotrwale . Bo czy tylko ludzie samotni są nieszczęśliwi ? NIE ! Jest tyle samo ludzi szczęśliwych samotnych jak żyjących w związkach. Tak samo też na odwrót. Czy ludzie w związkach są tylko szczęśliwi ? Nie, znam wiele osób w związkach którzy są mega nieszczęśliwi i tylko trują sobie życie z drugą osobą na wzajem. Czy pieniądze dają szczęście ? ” Będę bogaty to będę szczęśliwy” . Nie prawda to kolejne pierdolenie. Prawda jest taka, że pieniądze szczęścia nie dają. Można żyć szczęśliwie mając 1,5 tyś zł na członka rodziny , a 15 tyś na osobę w innym wypadku nie da szczęścia.

Bardzo przydaje się też pasja . Jakieś zajęcie które można robić godzinami i sprawia mega przyjemność. Wyznaczanie celów i realizacja ich sprawia wtedy mega frajdę. Każdy powinien coś takiego mieć bo nawet odnosząc jakąś kontuzję czy jeśli złapie nas choroba mając pasję która nas do siebie ciągnie przestajemy myśleć o problemie ( chorobie ) i ułatwia nam szybszy powrót do zdrowia.

Uwaga: mając na myśli pasję nie mam na myśli siedzenie 6h na fb czy innych tego typu stronach .

Szczęście jest bardzo subiektywnym odczuciem. Wszystko ma swoje plusy i minusy . Każda sytuacja może powodować tyle samo smutku i radości. Dziś za oknem leje się żar z nieba. Mógłbym mieć problem z tym, nie da się np. biegać ale…. mogę wykorzystać ten czas żeby tu coś napisać . To akurat dość łatwy przykład do wyjaśnienia sobie ale jest ich pełno. Straciłem przyjaciół po rozwodzie których bardzo lubiłem i szanowałem . Jak sobie z tym poradzić ? Nie było lekko póki nie zrozumiałem , że widocznie nigdy nimi nie byli skoro to że mieszkam 50 km dalej jest powodem zupełnego braku kontaktu. Znajdę sobie innych, lepszych.

To właśnie zmiana podejścia do życia daje poczucie szczęścia. Nie skupianie się nad problemami tylko wybaczenie sobie , że się je popełniło, przecież nikt nie jest nieomylny i szukanie celów które dadzą nam poczucie spełnienia i spokoju.

Karpacz

Dzień 1

Udało mi się znaleźć trochę czasu, żeby usiąść przy kompie i napisać kilka zdań, że jest o czym to tym bardziej się z tego cieszę.

Byłem w ostatni weekend w Sudetach ( Karpacz i rejony bliższe i dalsze 😁 ) . Jak na mnie to można powiedzieć , że wypad był zaplanowany, bo już wieczorem kładąc się spać byłem zapakowany w kufry i gotowy do wyjazdu. Plan był taki żeby wstać rano , pojechać do Karpacza i zdobyć Śnieżkę.

Udało się, wstałem o 6.00 i pół godziny później byłem już w trasie. Jeden przystanek na tankowanie i już widziałem swój cel.

Lubię góry. Zawsze mnie bardziej ciągnęło do nich niż nad morze. Mają dla mnie swój urok, obojętnie w jakiej porze roku się jedzie wyglądają inaczej i mają inne atrakcje w sobie. Szczególnie wiosna mi się podoba w górach, kiedy są jeszcze resztki śniegu świeże, piękne, kolorowe i pachnące rośliny .

Zimą też wyglądają cudnie okryte śniegiem. Mogę wtedy na nie patrzeć godzinami ale wróćmy na ziemię i wyprawę z zeszłego weekendu 😉 .

Zatrzymałem się na parkingu pod Kościołem Wang . Zostawiłem co nie potrzebne i w drogę . Pogoda dopisywała , szło się super.

Widoki takie bajeczne , że nie dałem rady iść bez przerwy bo ciągle się zatrzymywałem choć na chwilę rzucić okiem ❤.

Kiedy było powinno być widać szczyt trochę straciłem zapał ( bo go nie było widać 🤔 )

Cała Śnieżka w chmurach i widok z niej pewno byłby kiepski ale trwało to tylko moment. Pomyślałem zgodnie z moją nową maksymą ” Wszystko mi sprzyja ” i ruszyłem dalej. Im byłem bliżej tym było tylko lepiej .

A i sama Śnieżka pokazała mi swoje piękne oblicze 😍 .

Ostatnie 300 metrów szedłem już z językiem na wierzchu ale nie było opcji żeby się wycofać. Wystarczyło się tylko obrócić i zobaczyć po co wchodziłem , a na samej górze widoki mogły być tylko lepsze.

No i jestem . Mój pierwszy symboliczny szczyt w „nowym życiu” zaliczony. Samemu i w taki sposób jak JA chciałem. Byłem na Śnieżce już wcześniej ale zawsze z kimś i robiąc to „pod kogoś ” czyli tak jak chciał to zrobić mój towarzysz.

Plan wykonany w 100% . Obiad na Śnieżce to nagroda , a piwko na deser weszło, że nawet nie poczułem kiedy 🤣 .

Do 17 miałem opłacony parking za moto i pilnowanie rzeczy na nim. Po odpoczynku ruszyłem na dół tą samą drogą. Różnica w czasie wchodzenia , a schodzenia jest jednak znaczna i żeby nie zajść za wcześnie zrobiłem sobie przystanek w samotni. Na ten widok mógłbym patrzeć non stop 😊 .

Góry pokazały jednak jak są nieobliczalne i w ciągu kilku chwil po kilku minutach od ruszenia ze samotni rozpętała się burza. Do samego moto szedłem w ulewie jaką mało ma się okazję oglądać przez okno. Kiedy doszedłem do moto zastanawiałem się czy mam chociaż jedną suchą nitkę na majtkach ale jak się później okazało nie było 🤣 . Plany jednak zmieniłem, chociaż spanie w takiej sytuacji w namiocie było możliwe jednak z przyjemnością nie miałoby nic wspólnego. Poszukałem więc kwatery i musiałem jako0ś się do niej dostać, a w kask który był na moto odwrócony zalał się w 1/4 wodą. O ile zdarzyło mi się już mieć cały mokry kombi od kurtki aż po buty to kask zawsze był suchy. Myślałem , że założenie mokrego stroju jest nie zbyt miłym przeżyciem ale założenie kasku z którego najpierw wylewa się szklankę wody , a później wkłada w to głowę to dopiero masakra 😣 . Jednak co było najdziwniejsze ? Nawet przez sekundę nie straciłem uśmiechu z ust i to taki od ucha do ucha . Nawet wylewając wodę z kasku widziałem tylko śmieszną sytuację , a nie masakrę jaką widziałbym wcześniej . Na szczęście po nie całych 10 minutach byłem już w trakcie przebierania.

Nie wytrzymałem tam jednak długo. Być w górach i nie polatać moto na winklach ? Nie możliwe ! Założyłem więc swój cały czas cudownie ociekający wodą kask i ruszyłem w krótką trasę . Było jednak bardzo ślisko na drodze z powodu mokrej nawierzchni ale to było mniejsze zło. Najgorsza była ziemia i piasek naniesiony przez burzę w ilościach proporcjonalnych do ilości deszczu który spadł czyli ogromnych. Wymyśliłem więc inną opcję spędzenia miło czasu i zrobiłem na małej polanie grila z widokiem na góry.

Pomijając fakt , że kiełbasa z biedry nie miała wcale smaku było super. Później powrót do domu i odpoczynek.

Dzień 2

Niestety tego dnia musiałem wracać z kilku powodów ( wybory do euro, dzień matki i praca od poniedziałku ) . Jednak nie mogłem odpuścić wypadu na serpentyny . Jak autem średnio lubię jeździć po zakrętach tak na moto je kocham , a taki widok sprawia , że cieszę się jak dziecko .

Lubię bardzo Czechy za widoki i ludzi. Mają w sobie ogromny spokój. Tam każdy ma czas. Nikogo nie traktują jak złodzieja . Może teraz się to trochę zmienia ale jak jeszcze byłem z 10 lat temu tam pierwszy raz to w markecie można było przejść przez bramki do sprawdzenia czy czegoś nie wynosisz albo przejść sobie obok bo tylko połowa przejścia była nimi obstawiona 🙂 🙂 . Ludzie są uśmiechnięci i jakoś tak bardziej przyjaźni.

Polatałem tam ok. 100km przy okazji robiąc kilka fotek wszystko bez większego celu na czystym spontanie 😎😍

Stezka korunami stromu
Stezka korunami stromu

Zatrzymując się na jednym z pięknych widoków zauważyłem po drugiej stronie parking i bunkry. Poszedłem zwiedzić bo interesują mnie takie tematy.

Wcześniej nie poszedłem zwiedzić „Ścieżki koronami drzew” bo miałem założenie, że zwiedzę Zamek Książ ale jak zobaczyłem tak zachowany ładnie schron postanowiłem go zwiedzić. Zawsze będąc w takich miejscach spotykam niemców. Jestem ciekawy co oni sobie myślą zwiedzając takie miejsca. Są dumni z tego co robili ich dziadkowie 🤔 ??? Tak wyglądają zwiedzając takie miejsca. Za to ich nie lubię. Wychodząc z bunkru zobaczyłem wieżę widokową , a tego też nigdy nie odpuszczę 🙂 .

Widok z niej zapierał dech w piersiach. Zdjęcia pokazują 20% z tego co jest ekstra , a te wrzucane tu są dodatkowo bardzo kompresowane i z tych pozostałych 20% efektu tu widać chyba z 5% 😦 . Tak czy inaczej zobaczcie to.

Schodząc z wieży uświadomiłem sobie , że z odwiedzin u rodziców już nici bo była 14-sta , a ja nadal w Czechach. I to przed obiadem. Kolejny obiad został zaliczony w plenerze z widokami .

Po obiedzie ruszyłem ostro z kopyta do Wałbrzycha . Wiedziałem , że zamek jest duży i zwiedzanie jego zajmie sporo czasu jednak nie liczyłem że aż ok 4h ( 1,5h góra zamku i 45 minut podziemia + tarasy its ). Koszt całości ok 50 zł ( 30 góra, 20 podziemia ) . Dodatkowo nadal miałem mokre buty do chodzenia, a w motocyklowych ciężko jest robić dużo kilometrów. Zwiedziłem więc tylko to co było możliwe bez płacenia za wstęp i zaznaczyłem na liście kolejnych wypadów ” Do zaliczenia w późniejszym terminie ” .

Reszta to powrót do domu z odwiedzinami kolegi z pracy po drodze. W domu byłem po 22. Zmęczony ale bardzo szczęśliwy i pełny energii na kolejne tygodnie 💪 .

P.S. Siadając do pisania myślałem o kilku zdaniach i zdjęciach. Tymczasem wyszedł z tego całkiem spory referat . Jest sens pisać coś takiego długiego ? Dotarł ktoś w ogóle do tego miejsca ? 🤔😁

Pozdrowienia

Gdzie byłem:

Kościół Wang https://goo.gl/maps/AEQV4zQKbmkfmQr87

Schronisko samotnia https://goo.gl/maps/UHkfm4GSnz8oZaqN9

Stezka korunami stromu – Ścieżka w koronach drzew Karkonosze https://goo.gl/maps/7MHMb92wmvRsRUos8

Fort Stachelberg – Odnowiony przez pasionatów. Wejście kosztuje 120 koron . Fajna młoda Pani przewodnik 😉 https://goo.gl/maps/mbJnMMrPPwTBxe3u6

Wieża widokowa Elżbieta – piękny zapierający dech w piersiach widok. Zasięg ogromny mimo nie zbyt dużej wysokości. https://goo.gl/maps/GiGKUbg6YBijMLxM8

Zamek Książ – ogromny odrestaurowany , można zwiedzać od komnat aż po podziemia . Czas zwiedzania około 4h ( dwie osobne trasy z przerwą ) . Koszt ok. 50 zł/os https://goo.gl/maps/J2VmZEoEMH4CUrTC6